Blow-out w Quick Loans Arena
Czwarta kwarta pozostała formalnością. Cavs w Quick Loans Arena dostali lekcję basketu z najwyższej półki. Gdy przewaga Byków zaczęła sięgać już 40-punktów, pewnie i fanom Bulls zrobiło się przykro z takiego obrotu spraw. Gospodarze dzielnie walczyli, ale prócz początku spotkania – nie byli w stanie ani razu nawiązać z Bulls jakiegokolwiek kontaktu. Rozbicie w ofensywie, kompletnie rozstrojeni w defensywie. Mimo to nie stracili ochoty do gry, za co należą im się słowa otuchy. Bez wątpienia z tego pojedynku wyciągną pragmatyczną lekcję.
„This team is ready” – mówił jeden z komentatorów w czwartej kwarcie spotkania. Nie trzeba zbytnio się silić, by poprawione zinterpretować idące za tym przesłanie. Niemniej prawdziwy sprawdzian czeka Bulls pod koniec tego miesiąca, gdy przyjdzie im zmierzyć się z potencjalnym rywalem w finale konferencji – Miami Heat. Oba zespoły grają w tym momencie na bardzo podobnym poziomie, co tylko zaostrzy rywalizację. Dzisiejszej nocy Bulls mieli swagger po obu stronach parkietu. Bez Derricka Rose’a odnieśli trzecie zwycięstwo trafiając 55% FG, przy zaledwie 30% FG Cavaliers.
Początek pierwszej kwarty nie zwiastował aż tak trudnego starcia dla Kawalerzystów. Trafiali z 70% skutecznością za trzy i na obwodzie prezentowali naprawdę wysoką kulturę gry dobrze wymieniając się piłką. Jednak – nieoczekiwanie - w pewnym momencie zwyczajnie przestali rzucać. Działać zaczął bardzo aktywny defens Byków, zwłaszcza w szybkim przechodzeniu z ataku do obrony. Bulls od minionego sezonu słyną z najlepszych szyków defensywnych w lidze, czy na parkiecie jest wyjściowy skład, czy gracze rezerwowi. Odzwierciedlenie tej przyjętej powszechnie tezy mieliśmy dzisiaj w Ohio. Goście dosłownie zatrzymali Cavs na parkiecie, kontrolując tempo gry w niemal każdym posiadaniu.
„Zdajemy sobie sprawę, że musimy wspiąć się na wyższy poziom, gdy go nie ma [Rose’a]. Wszyscy wykonali dzisiaj świetną robotę” – mówił po meczu Carlos Boozer. „To jest zespół, który ma najgłębszą ławkę w całej lidze. Inni używają rezerwowych, by podtrzymać prowadzenie, z kolei u nas to ławka ma robić różnicę” – dodaje. Boozer doskonale wie o czym mówi i w jego słowach nie ma ani krzty przesady. Bench Mob Bulls to produkt Toma Thibodeau – w zasadzie to dzieło sztuki. Natomiast autor tych słów, był dziś u boku Luola Denga główna postacią na parkiecie. Zdobył 19 punktów, zebrał 14 piłek, miał 4 asysty, 2 bloki i 2 przechwyty. Wspomniany wcześniej Deng zanotował dzisiaj 21 punktów, trafiał 8/13 FG, poza tym miał 8 zbiórek.
Co z pewnością warte odnotowania – to fakt, że Chicago blokowało dzisiaj rywala 16 razy, co jest nowym rekordem organizacji. Część zasług przypisać musimy Joakimowi Noah – podkoszowej bestii, przynajmniej tej nocy. Francuz wyglądał jakby w końcu wrócił z wakacji w Saint Tropez i zaczął grać basket na poziomie NBA. Nadal brakuje zbiórek i punktów zaraz pod tablicą, ale widać, że Noah gra agresywniej i podejmuje lepsze decyzje. 10 zbiórek i 8 punktów wystarczyło, by Bulls wypunktowali Cavs pod koszem 50:28.
Po stronie przeciwnika tylko dwóch graczy zapisało na swoje konto dwucyfrową zdobycz. Kyrie Irving, który podczas absencji D-Rose’a miał zdominować to spotkanie, trafił 5/11 FG, co dało mu 13 punktów. Jedno oczko więcej miał center Cavs – Anderson Varejao: 14 punktów, 7 zbiórek i 2 bloki. Brazylijczyk w tym sezonie udowadnia, że zrobił postęp w swojej grze na bronionej tablicy. Przynajmniej stara się, by wyglądać na parkiecie bardziej profesjonalnie niż w minionych rozgrywkach. „Chicago grało agresywnie i bardziej fizycznie, poza tym im więcej trafiali, tym bardziej my ustępowaliśmy. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć na ich grę. Mamy jeszcze sporo pracy przed nami”- powiedział bezpośrednio po spotkaniu trener Cavaliers – Byron Scott.
W ramach ciekawostki: w trzeciej kwarcie spotkania w pewnym momencie gry, żaden zawodnik gości nie był poniżej 50% FG. Do rzadkości należy aż taka synchroniczna skuteczność każdego gracza jednej drużyny. Bulls już jutro zmierzą się o 2:00 z Charlotte Bocabts na własnym parkiecie. Godzinę przed Bykami swój mecz rozpoczną Cavaliers. Tym razem na wyjeździe w Atlancie.
Śledź autora tekstu na twitterze











