Bez Bynuma do końca roku

Andrew Bynum /fot. Flickr

Philadelphia 76ers nie mają szczęścia do wysokich graczy. Andrew Bynum, jak Elton Brand w 2008 roku nie pogra sobie za dużo w tym sezonie.

O problemach z kolanami Bynuma wiadomo od dawna. Nikt jednak w sztabie 76ers nie przypuszczał, że zanim Andrew zagra w ich barwach choć jedno spotkanie, to będzie musiał odpoczywać tak długo.

W oficjalnym stanowisku klubu czytamy: „Jeśli obecne prognozy pozostaną niezmienione, Bynum będzie mógł wznowić normalne zajęcia koszykarskie w okolicach 10 grudnia. Dodatkowo, zespół przewiduje, że Bynum będzie potrzebował dodatkowych 1-4 tygodni na dojście do formy kondycyjnej i treningi zanim będzie mógł zagrać w meczu.”

To w praktyce oznacza, że najwcześniej możemy go zobaczyć na parkiecie w styczniu 2013 roku. Czy zatem nad Philly ciąży jakieś fatum wysokich zawodników?


Podobna sytuacja miała miejsce w 2008 roku. Wtedy to Sixers głęboko sięgneli do kieszeni, żeby podpisać kontrakt z wolnym agentem, Eltonem Brandem. Brand miał wtedy za sobą dwa skrajne sezony. W rozgrywkach 2006/07 w barwach Clippers zdobywał 20.5 punktu i 9.3 zbiórki, by rok później z powodu kontuzji zagrać w zaledwie 8 spotkaniach.

To nie zniechęciło jednak Sixers, którzy zaoferowali mu 80 milionów za 5 lat gry. Brand rozpoczął sezon na boisku, ale wytrzymał tylko do połowy grudnia. Miał miesięczną przerwę, by ostatni raz zagrać 3 lutego. Łącznie tylko 29 meczów, stracone pieniądze, a sam Elton już nigdy nie był tak dobrym graczem jak wcześniej.

Oczywiście nie życzymy Sixers powtórki z rozrywki, ale często tak się zdarza, że dany typ zawodnika nie sprawdza się w jakiejś drużynie lub po prostu ma pecha.

Przed Dougiem Collinsem nie lada wyzwanie. Tymczasowe rozwiązanie, które nieźle funkcjonuje od początku rozgrywek za chwilę będzie rozwiązaniem stałym. Te 2 miesiące, a może i dłużej bez Bynuma będą dla niego sprawdzianem, ale i ostrzeżeniem dla właścicieli Sixers odnośnie tego, ile po sezonie trzeba będzie zaoferować za Bynuma jako wolnego agenta.

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy