Beasley wyleciał z Suns

Michael Beasley /fot. Flickr

Michael Beasley przestał być zawodnikiem Phoenix Suns. Zeszłoroczny błąd, jakim było podpisanie z nim kontraktu, naprawili Lon Babby i Ryan McDonough. Suns wreszcie uwolnili się od zawodnika, którego kariera w NBA może się wkrótce skończyć.

Talentu Beasleyowi nie można odmówić. W każdym ze swoich sezonów pokazywał wielokrotnie, że stać go na świetną grę, jeśli tylko skoncentruje się na koszykówce. I w tym był właśnie największy problem.

W połowie maja doszło do spotkania Beasleya z Lonem Babbym i nowo zatrudnionym generalnym managerem McDonoughem. Na nim wyznaczone zostały cele dla zawodnika na lato. Jak się okazało, Michael wytrzymał 3 miesiące, po których został złapany na posiadaniu marihuany. Oczywiście te 3 miesiące są umowne, bo dopiero wtedy został złapany, a nie powinno nikogo dziwić, gdyby okazało się, że do tego wykroczenia dochodziło już wcześniej.

Paul Coro z Arizona Central poinformował, że Suns zaoszczędzili na samym rozwiązaniu kontraktu blisko 2 miliony dolarów w samej pensji Beasleya. Dodatkowo udało im się uzyskać dodatkową elastyczność w salary cap, odpowiednio 1.4 miliona dolarów w tym roku i 2.2 miliona dolarów w przyszłym.

Teraz zatrudnienie go przez kogokolwiek z NBA może być bardzo trudne. W końcu już rok temu gdyby nie Suns, to Beasley musiałby bardzo długo czekać na znalezienie nowego pracodawcy. Phoenix odezwali się do niego w pierwszym dniu offseason, od razu kładąc na stole 18 milionów dolarów za 3 lata gry. Ponoć jedynymi, którzy się z nim kontaktowali byli Detroit Pistons, ale nie doszło do żadnych konkretów.

Beasley od samego początku nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Notował najgorsze w karierze średnie statystyczne. A poza tym dokładał fatalną obronę, przez którą wielokrotnie osłabiał drużynę. Na początku sezonu jeszcze grał regularnie w pierwszej piątce, ale wreszcie skończyła się do niego cierpliwość najpierw Alvina Gentry’ego, a później Lindseya Huntera. Zdarzało się wielokrotnie, że nie grał nawet 10 minut w meczu, bo w tak słabej formie był.


Czytając oświadczenie Lona Babby’ego wiadomo jakie były powody rozwiązania umowy:

„Jako Phoenix Suns byliśmy bardzo oddani pomocy w dążeniu do sukcesu Michaela Beasleya. Jednak jest dla nas niezwykle ważne zachowanie odpowiednich standardów zarówno osobistych, jak i profesjonalnych. Tego oczekujemy, chcąc zbudować mistrzowski zespół. Obecna sytuacja jest odzwierciedleniem dążenia do tych standardów. Oczekujemy, że zawodnicy będą w odpowiedni sposób reprezentować klub i naszą społeczność zarówno na, jak i poza parkietem.”

Świetnie Beasleya opisał jeden ze skautów NBA, na którego powołuje się Randy Hill z Fox Sports Arizona:

„Pod względem talentu, zatrudnienie Beasleya przez Suns miało sens. Pieniądze nie były aż tak duże, tym bardziej, że wiadomo było, że będzie miał swoje świetne momenty w ofensywie. Co innego, jeśli chodzi o pozostałe rzeczy. Chodziło o to, że nie był zaangażowany w grę, gdy znajdował się poza rotacją piłki. Po obu stronach parkietu, często traci koncentrację, co wielokrotnie oznaczało przegrane akcje lub całe mecze przez drużynę. Ma pełne umiejętności od strony fizycznej, żeby być jednym z najlepszych, ale rzadko gra na pełnym zaangażowaniu.”

Co dalej czeka Beasleya? Dave McMenamin z ESPN Los Angeles napisał, że Lakers mogliby się zastanowić nad podpisaniem z nim rocznego kontraktu. W końcu potrzebują zawodników, którzy będą w stanie już teraz pomagać zespołowi, a Beasley w drużynie, która głównie się opiera na ofensywie, a nie na obronie może czuć się jak ryba w wodzie. Pod względem finansowym też byłoby to dla nich dobre rozwiązanie. Roczny kontrakt za minimalną stawkę idealnie wpasowałby się do scenariusza jaki nakreślił na najbliższy rok Mitch Kupchak.

Dodatkowym plusem mogłaby być obecność w sztabie szkoleniowym Kurta Rambisa, pod którego kierunkiem Beasleya zanotował najlepszy w swojej karierze sezon 2010/11, gdy obaj byli w Minnesocie. Lakers jednak podpisali teraz kontrakt z Shawne Williamsem, zawodnikiem, który ma za sobą podobne problemy z narkotykami, jak Beasley. To prawdopodobnie zamknie mu drogę do gry w tej drużynie. Nie zdziwilibyśmy się, gdybyśmy dowiedzieli się za kilka miesięcy, że będzie próbował swoich sił w lidze chińskiej.

Komentarze

komentarzy