Aaron Brooks jest zadowolony z bycia zmiennikiem Nasha

Pamiętacie jak w trakcie ubiegłego sezonu Aaron Brooks popadł w otwarty konflikt z trenerem Rockets Rickiem Adelmanem z powodu bycia zmiennikiem Kyle’a Lowry? Został za to ukarany odsunięciem od jednego spotkania, a w konsekwencji został wymieniony do Phoenix Suns. Jak się jednak okazuje, nie chodzi o samo bycie rezerwowym, tylko o to, kogo się zmienia.

Po transferze do Arizony jego średnie spadły. W barwach Suns grał średnio tylko 19 minut na mecz, w trakcie których notował 9.6 punktu i 4.2 asysty. W porównaniu z sezonem wcześniej, w którym zdobył nagrodę MIP są to nie za dobre liczby. Jednak sam Brooks nie wykazuje niezadowolenia: „Jest mi tu dobrze. Jak jest w Phoenix? Kocham Phoenix. Myślę, że oni mnie też lubią. W końcu wykorzystali opcję w moim kontrakcie i zostawili mnie w składzie, prawda?”

Przecież bycie zmiennikiem Steve’a Nasha nie powinno być żadną ujmą, szczególnie dla zawodnika na dorobku, jakim jeszcze jest Brooks. Kanadyjczyk przecież jest utożsamiany w Arizonie z koszykówką i jest twarzą Suns. To jego powrót pozwolił na awans dużo wyżej w tabelach NBA w 2004 roku. To pod niego została ułożona gra uptempo, którą od tego czasu stosują kolejni trenerzy.

Czy w takiej sytuacji można być niezadowolonym z bycia zmiennikiem takiej legendy? Brooks może się sporo nauczyć od Nasha w trakcie jego ostatnich lat kariery w NBA i im bardziej na tym skorzysta, tym lepszym graczem będzie w przyszłości. Pod względem zdobywania punktów już jest świetny, zdecydowanie musi poprawić rozgrywanie i znajdowanie zawodników swojej drużyny na wolnych pozycjach. Jak tylko opanuje to na dużo wyższym poziomie, to Suns nie będą musieli szukać point guarda na dobre kilka lat.

Komentarze

komentarzy