Nets wcale nie są tacy źli [Piątkowy Zarychta]
SeanMarks0000

Marzec 17th, 2017

Bardzo długo kojarzyłem Seana Marksa jako tego zawodnika, który z niewiadomych mi przyczyn nie przebił się w Śląsku Wrocław, ale w NBA się łapał. Jak się okazuje po prostu umiał się dopasować, błyszczał inteligencją i zawsze był w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Teraz dzieje się dokładnie tak samo.

Szaleństwa Prochorowa

Gdy kilka lat temu Michaił Prochorow rękami Billy’ego Kinga robił w Nets dom spokojnej starości dla Kevina Garnetta, Paula Pierce’a i jeszcze kilku innych podstarzałych gwiazdorów, lekką ręką pozbył się przyszłości swojego klubu. Tą przyszłością były wybory w drafcie, które rok po roku znikają w rękach Boston Celtics, tak jak choćby wybór w najbliższym drafcie, niezastrzeżony, niezależnie od tego jak wysoki, będący własnością Danny’ego Ainge’a.

Prochorow i King próbowali drużynę przebudowywać, szukać innych opcji, ale bardzo długo nic się nie udawało. Dopiero w lutym ubiegłego roku do mediów został podany news, który sprawił, że nieco inaczej zaczęliśmy patrzeć na Nets. Na stanowisku generalnego managera został zatrudniony Sean Marks. Człowiek, który w San Antonio Spurs zajmował wiele stanowisk. Zaczynał jako zawodnik, potem był dyrektorem do spraw operacji koszykarskich, był generalnym managerem Austin Toros, filialnej drużyny Spurs. Potem został członkiem sztabu trenerskiego Gregga Popovicha i jako asystent świętował mistrzostwo NBA. Potem wrócił za biurko do pracy jako asystent GMa. I tam doczekał się na ofertę z Nets.

Żeby nie było mu łatwo, to został nominowany w dniu zamknięciu okienka transferowego. Nie miał zatem czasu na jakiekolwiek ruchy, co tylko utrudniło mu pracę. Nie przejął się tym jednak, tylko zabrał ostro do pracy. Do końca sezonu z racji ograniczonych możliwości jedyny ruch jaki wykonał to zatrudnienie Seana Kilpatricka. Zawodnika, który głównie spędzał czas w NBDL, będąc jednym z najlepszych graczy tej ligi.

Budowanie od podstaw

O drużynach piłkarskich mówi się, że buduje się je od tyłu, czyli od bramkarzy i obrońców. Drużynę koszykarską powinno się budować zaczynając od trenera. To on ma mieć wspólną filozofię z generalnym managerem. To jest niezbędne, żeby człowiek od transferów wiedział jakiego typu graczy potrzebuje trener, a najlepiej żeby nie musiał się go o to dopytywać, tylko żeby to po prostu wiedział.

Gdy Marks na stanowisko trenera mianował Kenny’ego Atkinsona, obaj panowie nie mieli za sobą żadnej współpracy. Atkinson był przez kilka lat asystentem w New York Knicks, a następnie w Atlanta Hawks. I ten drugi zespół okazał się kluczem. Tam bowiem był asystentem Mike’a Budenholzera, przez lata najbardziej zaufanego człowieka Gregga Popovicha i także znajomego Marksa. Sean wiedział zatem kogo bierze, czego się może po nim spodziewać. Jako jeden z niewielu.

Dla nas, w Polsce, był niemal anonimowy. Amerykańscy dziennikarze w pierwszych artykułach też nie mieli za wiele o nim do napisania. W końcu pracował wcześniej tylko w Europie, a w NBA był jednym z wielu asystentów. Trudno było coś przewidzieć, postawić tezę że drużyna będzie grała tak, albo inaczej. Ale to Marksowi odpowiadało. O Nets za długo było już głośno. Teraz miał przyjść czas na spokojną, cichą pracę, która efekty ma przynieść co najmniej za 1-2 lata.

Po zespół marsz

Marks wiedział jednak, że przyszłość zespołu to nie tylko trener. Tylko jak zdobyć dobrych zawodników? Albo przez podpisywanie kontraktów z wolnymi agentami, albo przez wybory w drafcie. Zatroszczył się o jedno i drugie. Był bardzo aktywny na rynku wolnych agentów. Wyszedł z bardzo wysokimi ofertami dla Allena Crabbe’a i Tylera Johnsona. Były to oferty tak wysokie, że sprawiły zarówno Portland Trail Blazers, jak i Miami Heat duży ból głowy przy decyzji czy wyrównać ofertę czy nie. Ostatecznie żadnego z tych graczy nie udało się przejąć, ale swoją determinacją i agresywnością szybko zyskał sobie szacunek.

Jedyny poważny zawodnik, którego wyrwał w trakcie poprzedniego lata to Jeremy Lin. Rozgrywający miał za sobą bardzo udany sezon w barwach Charlotte Hornets, który zakończył jako jeden z najlepszych rezerwowych ligi. Marks jednak wierzył w to, że Lin może znów wrócić do czasów eksplozji talentu w New York Knicks. Ukrytym argumentem za tym miał być trener Atkinson, który był asystentem w Knicks, gdy Lin błyszczał formą. Obaj panowie się bardzo lubią i w ten sposób udało się podpisać trzyletni kontrakt warty 36 milionów dolarów.

Nie jest to kontrakt przesadnie wysoki, bo wielu graczy o niekoniecznie wyższych umiejętnościach, ale lepszym potencjale, dostawało lepsze oferty. Ale Lin miał być gwarancją pewnego poziomu. Co prawda kontuzje go wykluczyły z ponad 40 meczów w obecnych rozgrywkach, ale gdy grał, nawiązywał do swoich najlepszych momentów. Wystarczy spojrzeć na tą grafikę ze statystykami na przełomie całej kariery:

View post on imgur.com

To zestawienie pokazuje jak bardzo dwa sezony – ten w Knicks i ten obecny wybijają się ponad pozostałe. W nich Lin jest najefektywniejszy. I teraz to on jest podstawą nowej drużyny.

Marks dodał do niego jeszcze Trevora Bookera, przechwyconego z Utah Jazz, który stał się jednym z wszechstronniejszych zadaniowców na pozycji numer cztery. Zatrzymał w zespole Brooka Lopeza, który nauczył się rzucać za trzy i kto czy wie czy nie będzie lepiej go zostawić na dłużej w zespole. Wciąż jednak nie zapominał o jednej rzeczy. O tym co wyniósł z San Antonio. Że nieważne jak wysoki masz wybór w drafcie, możesz go spożytkować dobrze.

Picki mogą wszystko

W dniu swojego pierwszego draftu miał tylko wybór numer 55. Nic więcej. Zagrał jednak bardzo ostro. Za wszelką cenę chciał się wbić do pierwszej rundy. Umożliwił mu to Larry Bird. Do Indiany wysłany został doświadczony Thaddeus Young, który nie miał ochoty być częścią przebudowy, a w zamian Nets dostali wybór Pacers z numerem 20, a także przyszły wybór w drugiej rundzie. W drugiej rundzie też nie próżnował. Swój wybór (Marcus Paige) oddał do Utah Jazz, dorzucił 3 miliony dolarów i przejął wybranego z 42. numerem Isaiaha Whiteheada. Paige nie odnalazł się w Jazz i już dawno został przez nich zwolniony.

Zarówno LeVert, jak i Whitehead to obecnie ważni zawodnicy w rotacji Kenny’ego Atkinsona. LeVert z powodu urazów opuścił 20 spotkań w obecnych rozgrywkach, ale ostatnio coraz lepiej sobie radzi i nawet wszedł do pierwszej piątki.

Od przerwy na weekend gwiazd 10 razy wyszedł w pierwszej piątce i notuje średnio 9,9 punktu, 3,8 zbiórki, 2,2 asysty i 1,3 przechwytu na mecz. Trafia świetne 55% z gry, ale to nie te liczby są najbardziej przekonujące. O nich za chwilę, bo Whitehead też pokazuje się z niezłej strony, chociaż do końca liczby tego nie pokazują. 7,7 punktu, 2,4 zbiórki i 2,7 asysty to jego średnie na mecz. Siła obu leży jednak w czymś innym. Z nimi na parkiecie Nets grają najlepiej. Tak wygląda Net Rating dla wszystkich graczy Nets, którzy średnio występują po minimum 18 minut na mecz:

View post on imgur.com

A tak wygląda to samo zestawienie po weekendzie gwiazd:

View post on imgur.com

Od czasu weekendu gwiazd Nets mają bilans 4-7 (36,4% zwycięstw), co jest ogromną poprawą do okresu przed ASW (9-50, 15,3%). Kenny Atkinson wie co robi, a Sean Marks mu coraz bardziej pomaga, dodając nowych zawodników. Nie jest to może drużyna, która będzie waszym pierwszym wyborem, ale w okresie gdy coraz więcej drużyn chce doczłapać się do playoff jak najmniejszym nakładem sił, Nets co mecz dają z siebie 100% i robią to tylko dla siebie. Niezależnie bowiem od wyników, nie zmienią wysokości swojego picku w drafcie. Ten należy do Celtics.

Przyszłość coraz bardziej różowa

Te małe elementy, czyli Lin, LeVert, Whitehead, Lopez, trener Atkinson, GM Marks, sprawiają, że Nets zaczynają być postrzegani coraz lepiej w NBA. To może też sprawić, że wolni agenci przychylniej spojrzą w ich kierunku. Tych nie zabraknie w najbliższe lato. Nie liczę na to, że Chris Paul czy Blake Griffin spojrzą w ich kierunku, ale takie nazwiska jak Gordon Hayward, Paul Millsap, Andre Iguodala, J.J. Redick, niekoniecznie gwiazdy ale graczy z konkretnym zestawem umiejętności mogą być na liście życzeń Seana Marksa.

Może też powtórzyć się scenariusz z walką o zastrzeżonych wolnych agentów. Nie zdziwię się jeśli maksymalną ofertę dostanie Otto Porter, który rozgrywa najlepszy swój sezon w Wizards. A do wzięcia są też Kentavious Caldwell-Pope, Mason Plumlee, Nerlens Noel, Nikola Mirotic czy Kelly Olynyk.

Marks jednak zadbał też o dodatkowy atut. Ma już dla siebie wybór w tegorocznym drafcie. Ten wybór kosztował go Bojana Bogdanovicia, ale przejmie wybór należący do Washington Wizards. Jest on zastrzeżony w loterii, więc rachunek jest prosty. Wizards są w play-off, pick idzie do Nets. Wizards nie ma w play-off, pick zostaje w Waszyngtonie. Patrząc na tabelę Marks powinien jednak mocno przyglądać się rozgrywkom NCAA. Tylko kataklizm mógłby wyrzucić Wizards poza pierwszą ósemkę, ale na to się nie zanosi.

Na dzisiaj wybór Wizards to numer 24. Tak wysoko Marks jest już dzisiaj na 3 miesiące przed draftem. Kolejny raz wszedł do pierwszej rundy, a kto wie czy nie spróbuje być jeszcze wyżej. Nie traci czasu, buduje zespół od dołu i robi to bardzo umiejętnie. Będę się przyglądał Nets, bo w ciągu 2-3 lat możemy dostać w Nowym Jorku prawdziwy zespół koszykówki, a nie zbieraninę głośnych nazwisk.