Phoenix Suns bez Steve’a Nasha nie wygrywają i to potwierdzili ostatniej nocy. Zagrali niezłe 10 minut, po czym dali się zdominować grającym z meczu na mecz coraz lepiej Dallas Mavericks. W ich barwach prym wiodło trio Delonte West, Vince Carter i Shawn Marion.

Mavs wygrali 6 z ostatnich 7 spotkań i mają za sobą kryzys z początku sezonu. Zajmują pierwsze miejsce w swojej dywizji i powoli pną się w tabeli konferencji zachodniej. Do wygranej tym razem przyczyniła się świetna dyspozycja w rzutach za trzy, których w całym meczu trafili 14.

W drugiej kwarcie, która okazała się decydująca trafili 6 razy z rzędu. Najlepiej prezentowali się wtedy West i byli gracze Suns – Carter i Marion. Matrix już kolejny raz w tym sezonie zagrał bardzo dobrze przeciwko Suns i widać, że bardzo leży mu gra przeciwko byłym kolegom. Patrząc na ostatnie osiągnięcia Suns, to wielu graczom dobrze się przeciwko nim gra.

Kolejną młodość przeżywa Vince Carter. Drugi mecz z rzędu skończył ze zdobyczą powyżej 20 punktów. Pewnie za chwilę zaliczy kilka meczów poniżej 10, ale w tym objawia się ich siła. W każdym meczu kto inny może zdobyć ponad 20 punktów i być liderem drużyny.

Na przeciwnym biegunie znajduje się Channing Frye, który w poprzednich dwóch sezonach był świetnym strzelcem (343 trójki w 2 sezony). Jak na razie zalicza najgorszy sezon rzutowo w karierze, trafiając poniżej 35% z gry i poniżej 30% za trzy. W meczu z Mavs trafił tylko 1 rzut na 5 prób i skończył z marnymi 7 punktami.

Jedynym stałym jasnym punktem w drużynie z Phoenix wciąż jest Marcin Gortat. Pomimo wielu słów krytyki i ciągłego mówienia, że nie sztuką jest bycie dobrym graczem w słabej drużynie, trzeba go docenić. Ilu Polaków doszło do tego miejsca gdzie teraz jest Gortat? Niby jest mu łatwiej, bo nie ma już tak klasowych środkowych jak kilkanaście lat temu, ale za to gra jest dużo szybsza. Gortat ma jeszcze wiele słabości, nad którymi ewidentnie pracuje i je regularnie poprawia. Wielu rzutów jeszcze nie wykańcza tak jak uczył go Hakeem Olajuwon, ale co najważniejsze nie boi się grać, co było jego głównym mankamentem jeszcze w poprzednich rozgrywkach.

W Dallas z kolei trwa proces odbudowy Dirka Nowitzkiego. Niemiec dostał tydzień wolnego, który spędził na treningach kondycyjnych i ponoć przyniosło to spodziewany efekt. Na razie nie trzeba było tego sprawdzać, bo Mavs sobie poradzili bez niego w ostatnich dwóch meczach. Przyjdzie jednak taki moment, w którym będzie musiał wkroczyć i rozstrzygnąć mecz. Pytanie czy będzie gotowy.

Pierwszy test może przejść już w nocy ze środy na czwartek. Mavs bowiem podejmą na własnym parkiecie Oklahoma City Thunder. Suns z kolei jadą do Nowego Orleanu. Z najbliższych 11 spotkań 8 zagrają poza własną halą.