Comeback Jazz, zwycięstwo pozostaje w Indianie
Utah Jazz odrobili na przełomie trzeciej i czwartej kwarty 21 punktów straty do gospodarzy, ale nawet to nie pozwoliło im wygrać w Indianapolis. Pacers po niezłym meczu oraz skutecznej i emocjonującej końcówce, w której prowadzenie zmieniało się po każdym rzucie, zwyciężyli 104:99.
To był mecz z gatunku dla tych, którzy lubią koszykówkę samą w sobie. Mało wsadów, podań za plecami czy innych spektakularnych zagrań, za to dużo obrony, gry zespołowej i koszykarskiego IQ. Sam osobiście lubię obejrzeć czasem takie spotkanie i to polecam wszystkim, którzy mają dość Ricky’ego Rubio i Blake’a Griffina (są tacy?).
W trzeciej kwarcie Jazz mieli już 21 punktów straty i wydawało się, że to jest ten moment, w którym decydują się losy meczu, ale Gordon Hayward i Paul Millsap wzięli sprawy w swoje ręce i dowieźli Utah na -6 przed czwartą kwartą. W ogóle Hayward to jest zawodnik którego przyjemnie się ogląda i to był jeden z głównych powodów, dla których obejrzałem ten mecz. Nie mozna dać się zwieść jego niezbyt porywająco wyglądającej linijce w boxscore, bo te 11 punktów (7 w Q3) to jedne z najmądrzej zdobytych punktów jakie ostatnio widziałem. Jak się do tego dołoży niezły przegląd pola (a raczej po prostu umiejętność dostrzegania wolnych partnerów i mismatchów w odpowiednim momencie) i awersję do podejmowania złych decyzji to naprawdę warto popatrzeć czasem na Jazz.
Zwycięstwo Pacers załatwił Danny Granger, z którego przebywania na boisku w pierwszych trzech kwartach średnio zdawałem sobie sprawę (coś na zasadzie “o Granger spudłował jumper, nie wiedziałem, że w ogóle jest na boisku”). Kiedy Jazz wyrównali wynik w czwartej kwarcie Granger otrzepał się, zaczął wreszcie trafiać, głównie z półdystansu, a właściwie cokolwiek i 12 ze swoich 16 punktów zdobył właśnie w ostatniej odsłonie.
Miło było też popatrzeć jak pod koszami okładają się we czterech Paul Millsap, Al Jefferson kontra Roy Hibbert i David West. Tej pierwszej parze pomogli nieco wchodzący z ławki Derrick Favors i Enes Kanter, co jednak nie pomogło im wygrać meczu, bo Pacers mieli w pomalowanym zawsze te dwa punty więcej na kwartę, mimo, że Tyler Hansbrough rzucał głównie z półdystansu. Zresztą “Psycho-T” jest podobnym typem koszykarza do wspomnianego wcześniej Haywarda, może z gorszą passing-game. Tylko czekać, aż po kolejnych miesiącach-sezonach bez problemów zdrowotnych nabierze ogłady i jeszcze większej pewności, co pozwoli mu byc jeszcze ważniejszym ogniwem Indiany.
Darren Collison pokazał Russellowi Westbrookowi (w przekroju sezonu, bo ostatnio gra nieźle) co to znaczy efektywność na pozycji PG. 25 punktów (10/14 FG), 5 asyst i ani jednej straty w 36 minut. Do tego nie forsował rzutów z różnych dziwnych pozycji, a w pierwszej połowie punktował głównie w kontratakach.
Jazz mieli 16 strat przy zaledwie 8 rywali, ale to głównie efekt runu +21 Indiany na przełomie drugiej i trzeciej kwarty. na swoje nieszczęście pogubili się w ostatnich sekundach, kiedy najpierw nie trafił i stracił Jefferson, a potem Earl Watson nie spostrzegł się, że może by jednak rzucił za trzy i spróbował gonić wynik. Tak się nie stało, Millsap pogubił się w pomalowanym i zwycięstwo pozostało w Indianapolis.
I naprawdę, nie zachwalam tego meczu, bo obejrzałem go zamiast 48 punktów Monty Ellisa przeciwko Thunder. Poważnie, oglądajcie dobrą koszykówkę.
IND: Darren Collison – 25 (5 as), Roy Hibbert – 17 (10 zb, 4 blk), Danny Granger – 16, Paul George – 14 (3 prz), David West – 8, Lance Stephenson – 8, Tyler Hansbrough – 8, A.J. Price – 5, Dahntay Jones – 3, Lou Amundson – 0
UTA: Paul Millsap – 18 (10 zb), Al Jefferson – 16 (8 zb), C.J. Miles – 12, Gordon Hayward – 11, Devin Harris – 11, Derrick Favors – 10, Josh Howard – 8, Raja Bell – 7, Enes Kanter – 6, Earl Watson – 0 (7 as)



















