Celtics na fali, odprawili Knicks w Garden
W hicie dzisiejszej nocy z NBA Knicks mieli zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, ale Paul Pierce stanął im na drodze i poprowadził Celtics do triumfu 91:89 po zaciętej końcówce. “The Truth” z 30 punktami był również najlepszy strzelcem spotkania. To trzecia z rzędu i ósma w ostatnich dziesięciu meczach wygrana Bostonu. Knicks nie wygrali w Garden od ponad pięciu lat.
Goście mieli szanse na zwycięstwo jeszcze w ostatniej akcji, ale Doc Rivers dobrze ustawił obronę i za trzy (przy stanie -2) rzucał Steve Novak, który po raz pierwszy pojawił się na boisku na cztery sekundy przed końcową syreną. Wcześniej przy punkcie przewagi Bostonu Carmelo Anthony spudłował layup i daleki jumper, a w międzyczasie Iman Shumpert nie trafił otwartej trójki. Dodatkowe emocje zapewnili w końcówce sędziowie, którzy dobrych kilka minut zastanawiali się czy zaliczyć punkty Pierce’a, który rzucał równo z syreną oznaczającą koniec czasu 24 sekund. Powtórki pokazały, że kapitan Celtów spóźnił się dosłownie jedną dziesiątą sekundy, niepotrzebnie stawiając jeszcze prawą stopę za łukiem. Punktów nie zaliczono, co mogło kosztować Boston zwycięstwo, gdyby goście byli w końcówce skuteczniejsi.
Gra Carmelo Anthonego była pozytywnym zaskoczeniem. Skrzydłowy gości w niedawnej serii sześciu porażek przechodził samego siebie grając egoistycznie i cegląc niemiłosiernie. W pierwszej połowie Anthony nie był sobą, w bardzo pozytywnym znaczeniu. Grał skutecznie, nie połykał piłki na całe akcje, oddawał piłkę z podwojeń do lepiej ustawionych partnerów i trzymał rytm gry. Lubię Melo i wierzę, że stać go na taką grę w każdym meczu. Myślę, że to raczej kwestia odpowiedniego trenera nad nim, żeby mu poukładał w głowie i przestawił go na granie dla drużyny.
Samego siebie przechodzi też w ostatnich meczach Paul Pierce. Pod nieobecność Rondo grał role point-forwada i dyrygował grą Celtics, którzy łapią wiatr w żagle. Także w tym spotkaniu “The Truth” był wiodącą postacią w swoim teamie. Może trochę za często forsował trójki z trudnych pozycji, po tym jak w drugiej kwarcie kilkoma takimi rzutami w pojedynkę utrzymał bezpieczny dystans do prowadzących niemal od początku Knicks. Pierce trafił kilka wielkich rzutów, także z obrońcami przed sobą i po raz kolejny udowodnił niedowiarkom, że Celtics to jeszcze jest jego drużyna.
Do gry wrócił rozgrywający Celtów, Rajon Rondo, który pauzował przez osiem meczów z powodu kontuzji nadgarstka. Rondo nie zachwycił, widać, że brakuje mu piłki i rytmu meczowego. Zaraz na początku meczu dostał lufę pod oko, bodaj od Imana Shumperta, wielka śliwa, która mu wyrosła na pewno nie pomagała w komforcie gry. Pięć strat RR mówi zresztą samo za siebie.
Tyson Chandler był bestią na deskach i robił wszystko to, czym pomógł wygrać Mavericks tytuł mistrzowski, czyli zbierał, kontestował rzuty i murował pomalowane. Szkoda, że w All-Star Game nie ma obrony, bo wtedy nominację od trenerów miałby w kieszeni, choć pewnie i tak zostanie wybrany.
Jeszcze słowo odnośnie sędziów. Nie można powiedzieć, że wypaczyli wynik meczu, ale nieraz gwizdali takie faule, że ciężko się oglądało. Nie chodzi nawet o to, że były to wyimaginowane przewinienia, ale arbitrzy trochę zabijali grę, używając gwizdka wtedy, kiedy nie było to konieczne. Podobnie zresztą myśleli zawodnicy, Tyson Chandler co chwilę z dezaprobatą kiwał głową, trenerzy obu drużyn też. Przydałoby się więcej ducha gry, ale może to moje subiektywne odczucie.
BOS: Paul Pierce – 30 (4×4, 7 zb, 5 as), Kevin Garnett – 15 (8 zb), Ray Allen – 14 (3×3, 5 zb), Brandon Bass – 8, Rajon Rondo – 7 (5 zb, 7 as, 2 prz), Chris Wilcox – 6, Mickael Pietrus – 6 (2×3), Avery Bradley – 3, Jermaine O’Neal – 2, Sasha Pavlovic – 0
NYK: Carmelo Anthony – 26 (6 as), Tyson Chandler – 20 (11 zb, 4 prz), Amare Stoudemire – 16 (11 zb, 2 bl), Landry Fields – 11 (3 prz), Iman Shumpert – 7 (5 as), Jared Jeffries – 5 (2 bl), Jeremy Lin – 2, Bill Walker – 2, Toney Douglas – 0, Steve Novak – 0


















