Zapraszamy do przeczytania pierwszej w tym sezonie edycji rankingu zawodników, którzy poczynili największy postęp. Do nagrody MIP jeszcze daleko, więc póki co, bez podziału na miejsca, dziesiątka koszykarzy, którzy grają lepiej niż w zeszłym roku z krótkim opisem, plus druga dziesiątka, która może zawalczyć, jeśli utrzyma formę.

Marcin Gortat (Phoenix Suns) – 15.0 ppg, 10.1 rpg, 1.8 bpg

Sezon 2010/11 – 10.2 ppg, 7.9 rpg, 1.1 bpg

Polski Młot coraz pewniej poczyna sobie w barwach Phoenix Suns i chyba niewielu optymistów przypuszczało, że będzie wyglądać aż tak dobrze. Gortat wywalczył sobie miejsce w pierwszej piątce pod koniec zeszłego sezonu, a w tym jest regularną pierwszą opcją w ataku i notuje średnio double-double w punktach i zbiórkach. Poza tym jako pierwszy Polak ma realną (jeszcze niezbyt pewną, ale jeśli utrzyma formę, to wszystko jest możliwe) szansę na wybór przez trenerów jako rezerwowy w Mecz Gwiazd.

James Harden (Oklahoma City Thunder) – 16.4 ppg, 4.1 rpg, 3.3 apg

Sezon 2010/11: 12.2 ppg, 3.1 ppg, 2.1 apg

Wszechstronny swingman z Oklahomy sezon w sezon notuje progres i jest ważnym ogniwem Thunder, którzy mierzą przecież co najmniej w finał Konferencji Zachodniej. Jeszcze trudno powiedzieć czy jako zawodnik będzie zmierzał w stronę piłki i kreowania gry czy raczej w stronę strzelca, a zadatki ma na to i na to. W tym sezonie konsekwentnie zwiększa swoje średnie punktów, asyst, zbiórek i brody. Na dzień dzisiejszy Harden jest jednym z lepszych zawodników na swojej pozycji i powinien też powalczyć o nagrodę dla najlepszego rezerwowego.

Greg Monroe (Detroit Pistons) – 15.7 ppg, 9.7 rpg, 2.6 apg

Sezon 2010/11 – 9.4 ppg, 7.5 rpg, 1.3 apg

To w zasadzie jedyny powód, dla którego warto oglądać Pistons w tym sezonie. Miałem tę wątpliwą przyjemność, więc wiem co piszę. To dopiero drugi sezon tego perspektywicznego centra w NBA, a już jest o klasę lepszy niż w debiutanckich rozgrywkach. Monroe wie jak zdobywać punkty i umie się też pobić na deskach. Mogą być z niego ludzie, co powinno cieszyć wszystkich, bo solidnych centrów w tej lidze nigdy za mało.

Kyle Lowry (Houston Rockets) – 14.6 ppg, 6.4 rpg, 8.0 apg, 2.0 spg

Sezon 2010/11 – 13.5 ppg, 4.1 rpg, 6.7 apg, 1.4 spg

Po odejściu Aarona Brooksa przejął Rockets i ci na razie nieźle na ty wychodzą. Rozgrywający Rakiet wyraźnie poprawił zbiórkę, lepiej też dostrzega partnerów, co przekłada się na wyższą średnią asyst. Lowry jest liderem pełną gębą, prowadzi swój zespół do zwycięstw, choć o playoffy może być ciężko, bo o ostatnie dwa miejsca na Zachodzie będzie rywalizować kilka niezłych drużyn.

Brandon Bass (Boston Celtics) – 12.0 ppg, 6.3 rpg

Sezon 2010/11: 11.2 ppg, 5.6 rpg

Statystycznie może nie prezentuje się o wiele lepiej niż w barwach Orlando, ale nie ma chyba kibica Celtics, który żałowałby wymiany za Glena Davisa. Bass powoli wkomponowuje się w rotację Bostonu, jest liderem ławki i w każdym meczu daje z siebie wszystko. Ma braki w defensywie, ale Doc Rivers ma jeszcze czas, żeby nauczyć go efektywnego funkcjonowania w obronie zespolowej.

Gerald Henderson (Charlotte Bobcats) – 15.0 ppg, 4.5 rpg, 1.9 apg

Sezon 2010/11 – 9.6 ppg, 3.0 rpg, 1.5 apg

Swingman z uniwersytetu Duke wskoczył do pierwszej piątki słabiutkich w tym sezonie Bobcats i jest jednym z liderów Rysiów. Jako podstawowy zawodnik Henderson notuje najlepszy sezon w karierze. Jeśli nadal będzie się rozwijał to ma szanse na bycie solidnym zawodnikiem, a póki co niech czerpie przyjemność z gry, chociaż rywalizując o miano najgorszej drużyny w lidze z Wizards, chyba nie ma jej za wiele.

Evan Turner (Philadelphia 76ers) – 10.2 ppg, 6.1 rpg, 2.8 apg

Sezon 2010/11 – 7.2 ppg, 3.9 rpg, 2.0 apg

Sixers zaliczają bardzo dobry sezon, a Turner jest jednym z jego cichych bohaterów. Przyjemnie się patrzy na takich graczy jak Evan, którzy zdają się zawsze wybierać właściwe rozwiązania. W tym sezonie mimo niewielu minut więcej, lepiej punktuje i zbiera, ale nie to jest najważniejsze. Jego gry nie da się opisać w prostych statystykach, trzeba zobaczyć te wszystkie rzeczy, które robi na boisku.

Jeff Teague (Atlkanta Hawks) – 12.9 ppg, 2.2 rpg, 5.2 apg

Sezon 2010/11 – 5.2 ppg, 1.5 rpg, 2.0 apg

Pozbawiony Kirka Hinricha i Mike’a Bibby’ego nad sobą, Teague pokazuje na co go stać. Rozgrywający prowadzi Atlantę do czołówki Wschodu i być może będzie jednym z czynników, dzięki którym Hawks przeskoczą na poziom wyżej i przestaną wiecznie okupować stany średnie. Teague w pierwszej piątce to przede wszystkim więcej punktów i asyst, a w przyszłości pewnie jeszcze więcej zwycięstw.

Tiago Splitter (San Antonio Spurs) – 9.0 ppg, 5.5 rpg, 1.1 apg

Sezon 2010/11 – 4.6 ppg, 3.4 rpg, 0.4 apg

Brazylijski podkoszowy z niezłą przeszłością w Europie zawitał w USA rok temu. Z początku wydawało się, że NBA to dla niego za wysokie progi, ale po zapłaceniu frycowego w debiutanckim sezonie, w tym zaczyna spełniać oczekiwania. Ma się od kogo uczyć, a ponadto Spurs są znani z dobrych wysokich. Splitter nabrał ogłady, zmężniał i zaczyna być gotowy do walki pod koszami w najlepszej lidze świata.

Andrew Bynum (Los Angeles Lakers) – 16.5 ppg, 12.1 rpg, 1.9 bpg

Sezon 2010/11 – 11.3 ppg, 9.4 rpg, 2.0 bpg

Center Jeziorowców od kilku sezonów pokazuje, że stać go na bycie czołowym zawodnikiem na swojej pozycji i to nie tylko dlatego, że akurat panuje na niej posucha. Z tego powodu może dziwić jego obecność w tym zestawieniu, ale warto zwrócić uwagę, że Drew rozgrywa chyba pierwszy sezon bez żadnego poważnego urazu (póki co…), co może mieć ogromny wpływ na jego rozwój i wejście na wyższy poziom, jeśli uda mu się go dograć do końca bez przymusowej wizyty w szpitalu. Bynum może być dominatorem w ataku, jeśli tylko drużyna (czyt. Kobe Bryant) chce go uruchomić i otworzyć do gry. Bronić mu się pewnie już nigdy nie będzie chciało, ale jeśli tylko będzie szalał na atakowanej desce tak jak potrafi, to nikt mu nie będzie tego wypominał aż tak bardzo.

Na nich także warto zwrócić uwagę:

Jarett Jack (New Orleans Hornets), Ryan Anderson (Orlando Magic), JaVale McGee (Washington Wizards), Byron Mullens (Charlotte Bobcats), Ty Lawson (Denver Nuggets), Paul Millsap (Utah Jazz), DeAndre Jordan (Los Angeles Clippers), Paul George (Indiana Pacers), Anderson Varejao (Cleveland Cavaliers), Danilo Gallinari (Denver Nuggets)

PS: Jeśli macie jakieś propozycje, albo uwagi, uważacie, że ktoś został pominięty, to piszcie w komentarzach. Tak jak napisałem na początku, lista jest jeszcze bardzo wstępna, z rozwojem sezonu się wyklaruje, a w notatniku mam jeszcze kilka nazwisk, które równie dobrze mogą się pojawić tutaj w następnym wydaniu.

Śledź autora tekstu na Twitterze!