Najbardziej wyrównane wyścigi po MVP

08/07/2017
Michael Jordan Karl Malone NBA fot. Pinterest

Wspominamy te wybory MVP, które kończyły się fotofiniszem. Na ich tle, tegoroczne starcie „Westbrook vs Harden” wcale nie było takie wyrównane…

Emocje po wręczeniu nagród NBA opadły dość szybko z dwóch powodów. Po pierwsze: organizowanie gali parę tygodni po zakończeniu sezonu zabija klimat. Po drugie: ostatecznie chyba wszyscy doszliśmy do wniosku, że zaliczanie średnich na poziomie triple-double za cały sezon to w sumie całkiem duże osiągnięcie warte MVP.

Wcześniej jednak wyścig po MVP między Russellem Westbrookiem i Jamesem Hardenem (był też Kawhi i LeBron, ale oni jednak byli nieco hipsterskimi opcjami) emocjonował wszystkich przykładających wagę do indywidualnych wyróżnień. Dużo się mówiło, jak wyrównany poziom prezentują obydwaj i typowanie zdobywcy nagrody dla najbardziej wartościowego zawodnika sprowadzało się najczęściej do rzutu monetą.

Przypomniałem to sobie już ładnych parę dni po gali NBA Awards (serio, ligo, jeśli chcesz ożywionych fanowskich dyskusji, zrób tę imprezę zaraz po regular season) i postanowiłem sprawdzić szczegółowe wyniki głosowania, oczekując historycznie małego dystansu między pierwszym, a drugim miejscem.

Okazało się, że Russell Westbrook zebrał 888 z możliwych 1010 głosów, czyli 87.9 procent dostępnej puli, zaś James Harden – 753 głosy i 74.6%. 135 punktów i 13.2 punktów procentowych różnicy to faktycznie niewiele – najmniej od dziesięciu lat, kiedy to stosunkiem 125 gł. / 9.7 p.p. Dirk Nowitzki pokonał Steve’a Nasha – ale daleko temu wynikowi do najbardziej zaciętych pojedynków o MVP.

Dlatego właśnie te najbardziej zacięte pojedynki postanowiłem znaleźć i wybrać absolutną czołówkę.

Dodam, że brałem pod uwagę tylko wybory MVP od sezonu 80/81 włącznie, ponieważ dopiero wtedy głosowanie na najlepszego gracza ligi sezonu regularnego oddano w ręce dziennikarzy (wcześniej wybierali zawodnicy). Ułożyłem poszczególne przypadki według rozmiarów różnicy w punktach procentowych, ponieważ przez lata zmieniała się maksymalna możliwa do zdobycia liczba punktów.

Oto top 5, a w zasadzie – przez remisy – top 6 najbardziej zaciętych wyborów MVP sezonu:

5. Karl Malone przed Alonzo Mourningiem o 4.6 p.p./ 54 gł. (1999)

Karl Malone: bilans 37-13, 23.8 PPG, 9.4 RPG, 4.1 APG, 1.3 SPG, 0.6 BPG
Alonzo Mourning: bilans 33-17, 20.1 PPG, 11.0 RPG, 1.6 APG, 0.7 SPG, 3.9 BPG

Sezon 98/99 to ten niesławny, polokautowy sezon, na który spora część ligi stawiła się bez formy (patrz: Kemp, Shawn). Cokolwiek wydarzyło się tamtego roku w sezonie regularnym należy oznaczać asteryskiem i fakt ten umniejsza prestiż przyznawanej w 1999 roku nagrody MVP. Nie zmienia to jednak faktu, że przyznano ją w kontrowersyjnych okolicznościach. Wiele osób uważało, że najbardziej zasłużył na nią Tim Duncan lub Alonzo Mourning – liderzy zwycięzców poszczególnych konferencji. Malone także był wysoko w sondażach – liczby się zgadzały, Jazz mieli taki sam bilans jak Spurs – ale to był już początek schyłku kariery Mailmana i w bezpośrednich starciach nie było wątpliwości, że to Duncan jest lepszy. Tyle, że Timmy w opinii głosujących wciąż był młody, z kolei Zo miał opinię łobuza, stąd Malone wyrósł na faworyta z racji bezpieczeństwa jakie dawało wybranie właśnie jego. Niezdecydowanie widać jednak wyraźnie w rozkładzie głosów.

4. Tim Duncan przed Jasonem Kiddem o 4.5 p.p./ 57 gł. (2002)
-. Julius Erving przed Larrym Birdem o 4.5 p.p/ 31 gł. (1981)

Tim Duncan: bilans 58-24, 25.5 PPG, 12.7 RPG, 3.7 APG, 0.7 SPG, 2.5 BPG
Jason Kidd: bilans 52-30, 14.7 PPG, 7.3 RPG, 9.9 APG, 2.1 SPG, 0.2 BPG

Jason Kidd był MVP sezonu 01/02, bo dokonał rzeczy niesamowitej – przyszedł do Nets, którzy rok wcześniej wygrali 26 spotkań i poza Kiddem nie dokonali w zasadzie żadnych znaczących wzmocnień i poprowadził ich do 52 zwycięstw oraz występu w Finale NBA. Tyle, że w tamtym czasie J-Kidd miał reputację damskiego boksera, a Tim Duncan był już tak dobry, że pierwsza nagroda MVP po prostu mu się należała. Niestety takie pozaboiskowe niuanse mają wpływ na głosujących, stąd ostatecznie statuetkę dostał Good Guy Tim. Nie mówię oczywiście, że niezasłużenie…

Julius Erving: bilans 62-20, 24.6 PPG, 8.0 RPG, 4.4 APG, 2.1 SPG, 1.8 BPG
Larry Bird: bilans 62-20, 21.2 PPG, 10.9 RPG, 5.5 APG, 2.0 SPG, 0.8 BPG

W 1981 roku Larry Bird był już godny tytułu MVP, ale jednocześnie był dopiero drugoroczniakiem, którego głównym rywalem w głosowaniu była megagwiazda – Julius Erving. Doctor J działał na wyobraźnię ówczesnych obserwatorów koszykówki, tak jak Michael Jordan kilka lat później i pewnie dlatego skwapliwie wykorzystali oni fakt, że Sixers mieli ex aequo z Celtics najlepszy bilans w lidze, a rok wcześniej grali w finale. Postawili na 30-letniego Ervinga, dla którego to mogła być ostatnia szansa na tę nagrodę, zamiast na 24-letniego Birda.

3. Steve Nash przed Shaquille’em O’Nealem o 2.6 p.p./ 34 gł. (2005)

Steve Nash: bilans 62-20, 15.5 PPG, 3.3 RPG, 11.5 APG, 1.0 SPG, 0.1 BPG
Shaquille O’Neal: bilans 59-23, 22.9 PPG, 10.4 RPG, 2.7 APG, 0.5 SPG, 2.3 BPG

Steve Nash był motorem napędowym niesamowitych Suns, ale wiele osób kręciło nosem, że nie ma statystyk godnych MVP, no zastanawiano się, czy aby na pewno jest w ogóle najlepszym zawodnikiem w swojej własnej drużynie, skoro Amar’e daje im 27/9. Z perspektywy czasu wiemy, że Nash nigdy nie wprowadził swojej drużyny do Finałów NBA i jego dwa kolejne tytuły MVP budzą wiele kontrowersji, ale wtedy wszyscy postrzegaliśmy go przez pryzmat niesamowicie pozytywnej koszykówki Phoenix. W tym samym czasie, na Wschodzie, Shaq w swoim pierwszym sezonie w Miami poprowadził Heat do 16 zwycięstw więcej niż mieli rok wcześniej i także stworzył bardzo chwytliwą narrację po przepędzeniu go z Los Angeles przez Kobe’ego. Przełożyło się to na bardzo wyrównane głosowanie, w którym 65 osób za MVP uznało Nasha, a 58 – O’Neala (2 pierwsze głosy dostał Iverson, a po jednym Duncan i Amar’e).

2. Karl Malone przed Michaelem Jordanem o 2.5 p.p./ 29 gł. (1997)

Karl Malone: bilans 64-18, 27.4 PPG, 9.9 RPG, 4.5 APG, 1.4 SPG, 0.6 BPG
Michael Jordan: bilans 69-13, 29.6 PPG, 5.9 RPG, 4.3 APG, 1.7 SPG, 0.5 BPG

Biedny Karl – dwa zwycięstwa w wyścigu po MVP, ale obydwa po fotofiniszu, który według wielu komentatorów został niesłusznie zinterpretowany na korzyść Malone’a. Listonosz był niesamowity w rozgrywkach 96/97, ale po prostu nie był na poziomie Jordana (kto był?). Wiadomo jednak nie od dziś, że głosujący z czasem nudzą się wybieraniem w kółko tych samych nazwisk i lubią kreować nowych bohaterów, a Malone z pewnością był bohaterem w 1997. Ta historia miała swoją kulminację w Finałach 1997, w których Michael potwierdził swoją supremację. Wcześniejsze niezdecydowanie dziennikarzy w kwestii sensu nagradzania po raz kolejny Jordana, skoro na marne poszedłby wówczas taki doskonały sezon Malone’a, przetrwało jednak w wynikach wyborów.

1. Magic Johnson przed Charlesem Barkleyem o 2.4 p.p./ 22 gł. (1990)

Magic Johnson: bilans 63-19, 22.3 PPG, 6.6 RPG, 11.5 APG, 1.7 SPG, 0.4 BPG
Charles Barkley: bilans 53-29, 25.2 PPG, 11.5 RPG, 3.9 APG, 1.9 SPG, 0.6 BPG

Specyfika głosowania na MVP – przedstawiciele mediów nie wybierają tylko zwycięzcy, ale robią ranking kilku najlepszych zawodników – sprawiła, że Charles Barkley mógł się poczuć okradziony w 1990 roku. W całej stawce walczącej o nagrodę MVP, to on najwięcej razy był na kartach do głosowania wpisany na pierwszy miejscu. 38 głosujących uznało, że jest godzien najbardziej tego wyróżnienia, podczas gdy Magic został za MVP uznany tylko 27 razy. To jednak Johnson uciułał więcej punktów za kolejne miejsca i ostatecznie przegonił Sir Charlesa o włos. Obydwaj zasługiwali wówczas na tę nagrodę (na niekorzyść Barkleya działał gorszy bilans Philly, ale Magic prowadził drużynę pełną klasowych graczy, zaś Chuck szedł w bój z młodym Herseyem Hawkinsem, Johnnym Dawkinsem, Mike’iem Gminskim i Rickiem Mahornem), choć i tak najlepszym graczem ligi był Michael Jordan (33.9 PPG, 6.9 RPG, 6.3 APG, 2.8 SPG), który zresztą na pierwszym miejscu w głosowaniu na MVP pojawił się 21 razy i miał tylko 72 głosy mniej niż Magic, czyli 7.8 punktów procentowych (przypominam, że między Westbrookiem i Hardenem w tym roku różnica wynosiła 13.2 p.p.).

Kopiuj link do schowka