Na Wschodzie bez zmian [BOS-CLE 0:1]
lebron-bos-gm1

Maj 18th, 2017

Cavaliers i Celtics mają za sobą pierwsze starcie finałów Konferencji Wschodniej i zawiedli się ci kibice, którzy liczyli na niespodziankę.

Cleveland Cavaliers nie rozegrali ani jednego spotkania od 9 dni. Celtics natomiast dwie doby wcześniej zwyciężyli w Game 7 przeciwko Washington Wizards, tym samym gwarantując sobie pierwszą wycieczkę do finałów konferencji od 5 lat. Wtedy to ich szeregi reprezentowali jeszcze Paul Pierce, Ray Allen, Kevin Garnett i Rajon Rondo. Wtedy ich przeciwnikiem również był LeBron James, chociaż w nieco innym trykocie. Zawodnicy są skoncentrowani, wiedzą że to jeden z najważniejszych momentów sezonu. Czas zacząć Finały Wschodu….

Wielu komentatorów twierdziło przed tym spotkaniem, że ze względu na bardzo długi odpoczynek Cavs będą poza rytmem meczowym, z czego skorzystać powinni gospodarze. Bardzo szybko zostało to zweryfikowane przez wydarzenia na parkiecie. Już w połowie pierwszej kwarty zespół ze stanu Ohio wyszedł na dwucyfrowe prowadzenie. LeBron James wchodził w strefę pod koszową jak w masło (7/8 trafionych lay-upów), przesuwając na swojej drodze wszystkich obrońców bez względu na ich warunki fizyczne. Znacząco pomógł też Tristan Thompson, niemal na starcie zaliczając 4 zbiórki na atakowanej tablicy.

W drugiej ćwiartce oglądaliśmy dalszy popis Cavaliers. Tyronn Lue wspominał, że chciałby w tej serii bardziej aktywować w ofensywie Kevina Love i tak też zrobił. Silny skrzydłowy dostał kilka piłek na low-post, a tam był kryty przez Marcusa Smarta. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Oprócz sprawnej ofensywy warto było również zwrócić uwagę na dobrze funkcjonującą, aktywną, wywierającą presję na rywalu obronę mistrzów. Wydaje się, że jest już po meczu. Celtowie wyrównali swój rekord największej straty po pierwszej połowie na własnym boisku – 22 punkty. Ostatni raz taki przypadek miał miejsce w 1964 roku.

Po zmianie stron niewiele się już zmieniło. Co prawda Cavaliers odpuścili sobie trochę z defensywą przez co gospodarze odnaleźli trochę rytmu w ataku i nawet udało im się przeprowadzić run punktowy 10-1 pod koniec trzeciej kwarty, ale oznaczał on tylko zmniejszenie strat z 26 do 17 punktów.

Bostończycy raczej nie dadzą rady zatrzymać LeBrona Jamesa, ale mogliby spróbować ograniczyć działania Tristana Thompsona, który dzisiaj dosłownie robił co chciał w ich strefie podkoszowej. To powinien być jeden z ich podstawowych celów na Game 2. Al Horford nie zastawiał go wystarczająco, więc ten raz za razem zbierał bezpańskie piłki i dawał swoim kolegom ważne ponowienia.

Żeby nie było, że piszę dobrze tylko o zwycięzcach, to na pochwałę zasługują dwaj zawodnicy wchodzący z ławki Celtów, czyli Jaylen Brown i Marcus Smart. Może statystyki tego nie oddają, ale naprawdę dobrze oglądało się ich poczynania w obronie na obwodzie. Byli oni tą niewielką iskierką, która na chwilę rozpaliła nadzieję w sercach fanów zgromadzonych w TD Garden. Mam nadzieję, że dostaną większe minuty od Brada Stevensa w następnym spotkaniu.

***

Cleveland Cavaliers – Boston Celtics 117:104

Cavaliers: L. James – 38 (9 zb., 7 as.), K. Love – 32 (6×3, 12 zb.), T. Thompson – 20 (9 zb.), K. Irving – 11 (6 as.), I. Shumpert – 3, D. Williams – 3, K. Korver – 3, C. Frye – 3, D. Williams – 2, J. Smith – 2, R. Jefferson – 0, D. Jones – 0

Celtics: A. Bradley – 21, J. Crowder – 21 (4×3, 8 zb., 5 as.), I. Thomas – 17 (10 as.), A. Horford – 11 (8 zb., 6 as.), G. Green – 11 (3×3), J. Brown – 10 (9 zb.), M. Smart – 6, T. Zeller – 3, K. Olynyk – 2, T. Rozier – 2, A. Johnson – 0, J. Young – 0