McClellan, Satoransky i Oubre objawieniem Preseason Wizards

10/10/2016
Sheldon McClellan, Washington Wizards

Washington Wizards rozpoczęli swoją serię meczów sparingowych od porażki z Miami Heat u siebie i wygranej w Philadelphii po dwóch dogrywkach. W żadnym ze spotkań nie zagrał John Wall, choć od tygodnia uczestniczy już w pełnych treningach i ma być gotowy na otwierający rozgrywki 2016/17 mecz w Atlancie. W pierwszych dwóch meczach Preseason, największe wrażenie pozostawili po sobie trzej obwodowi wchodzący z ławki: Tomas Satoransky, Sheldon McClellan i Kelly Oubre Jr..

Największym zaskoczeniem może być ten drugi. Rzucający obrońca po uniwersytecie Miami, pojawiał się w większości Mock Draftów, lecz ostatecznie przeszedł przez drugą rundę niewybrany. Ponoć Washington Wizards dogadali się z jego agentem już przed Draftem 2016 i reprezentant McClellana wraz z samym zainteresowanym, doszli do wniosku, że lepiej będzie jeśli zawodnik nie trafi do żadnego innego zespołu i zniechęcali GM-ów od wybrania go. Drużyna ze stolicy USA podpisała urodzonego w Houston gracza na niegwarantowany kontrakt natychmiast po zakończeniu ceremonii Draftu. McClellan nie spełnił jednak nadziei trenerów i zarządu w spotkaniach ligi letniej w Las Vegas. Mimo to, zaoferowano mu udział w obozie przygotowawczym do sezonu, a tym samym w NBA Preseason, i wygląda na to, że obrońca wreszcie zaczyna się odwdzięczać. Według doniesień Candace Buckner, McClellan jest niemal pewniakiem do podpisania gwarantowanego kontraktu z Wizards, a Scott Brooks stwierdził, że 23 latek już gra jak profesjonalista.

McClellan to typowy slasher. Nie jest wysoki jak na pozycję numer dwa – według danych ma 193 centymetry wzrostu – ale sprawia wrażenie nieco niższego. Jest bardzo szybki i zwinny, ma dobry kozioł, nie ma problemu z mijaniem rywali. W NCAA słynął z atletyzmu i efektownych wsadów. Na YouTubie można znaleźć jego wypowiedź, w której stwierdza, że jego marzeniem jest poster na Dwightcie Howardzie. W meczu przeciwko Sixers w 32 minuty zdobył 20 punktów, trafiając sześć z 10 prób z gry i osiem z 11 rzutów wolnych. Był ‚clutch’ w końcówce, dostając się na linię i nie myląc się z niej. Pokazał się też z niezłej strony w obronie, wywierając nacisk na rywalach.

Wizards oficjalnie mają trzy miejsca w składzie, na pozycjach 2, 3, 4, choć od dłuższego czasu mówi się, że podpisanie Jarella Eddiego to tylko formalność. Zawodnik, który w grudniu ubiegłego roku dołączył do zespołu, nie wyszedł jednak na parkiet we wspomnianym spotkaniu z Sixers, a wcześniej przeciwko Heat zanotował niewiele minut. Eddie może grać na pozycjach numer dwa lub trzy. Zakładając tę drugą opcję, miejsce dla McClellana jak najbardziej jest i jestem na 99% pewien, że je zapełni. Wizards wciąż dysponują Mid-Level Exception, ale na rynku nie ma sensownych graczy, którzy wzmocniliby zespół i warci byliby tych około pięciu milionów rocznie. W składzie, z niegwarantowanym kontraktem, pozostaje ciągle Danuel House, trzeci faworyt do podpisania gwarantowanej umowy. House to z kolei bardzo mobilna, niska, rozciągająca grę czwórka. W przeciwieństwie do McClellana, miał świetne występy w Las Vegas, ale teraz dostaje mniej szans na grę niż absolwent uczelni z Miami. House wydaje się być większym talentem, jest dobrym obrońcą i przede wszystkim znacznie bardziej wszechstronnym graczem. Wizards także podpisali go zaraz po Drafcie. Podpisując całą trójkę na minimalne kontrakty, Wizards zapełniliby wszystkie luki zdolnymi graczami, ale znając historię poprzednich sezonów, Ernie Grunfeld może preferować wejście w sezon z jednym miejscem w składzie, żeby wzmocnić się przed decydującą fazą sezonu graczem, który rozwiąże zimą kontrakt z jednym zespołów, lub zakończy sezon w lidze chińskiej. Trudno też mi uwierzyć, że Wizards nie wykorzystają przysługującego im Mid-Level Exception. Ale to też ryzyko, bo jaka jest pewność, że na rynek trafi gracz, który będzie lepszy od Kelly’ego Oubre, Marcusa Thorntona, czy Andrew Nicholsona? Decyzje Wizards w tym temacie to główna niewiadoma przed startem sezonu.




Wspomniałem przed chwilą o możliwej potrzebie szukania gracza lepszego od Oubre, ale mecze przedsezonowe wskazują, że nie będzie to konieczne. To Kelly Oubre właśnie, był liderem i dwukrotnie najlepszym strzelcem Wizards, mimo że wchodził z ławki. Zdaniem Scotta Brooksa, były gracz uniwersytetu Kansas, będzie w sezonie walczył z Otto Porterem o miejsce w wyjściowej piątce. 20-latek z pewnością notuje szybszy progres od swojego starszego o dwa lata kolegi. W spotkaniach, w których zastępował Portera w pierwszej piątce w zeszłym sezonie pokazywał się z bardzo dobrej strony. Był rozważny, trafiał ponad 50% rzutów z dystansu, grał dobrą obronę. W lidze letniej i w dotychczasowych meczach Preseason, Oubre pokazał spory postęp – lepiej przebija się do kosza i kończy przy obręczy. Jego najlepszą stroną pozostaje obrona, ale fakt, że znajduje się obecnie w Top-6 strzelców okresu przedsezonowego, nad takimi graczami jak Klay Thompson czy Kevin Durant, wskazuje, że będzie ważnym ogniwem Wizards również po tej stronie parkietu. Kto wie, może w trakcie sezonu faktycznie zostanie starterem?

Trzecim graczem, który zrobił dobre wrażenie w obu meczach jest Tomas Satoransky. Już po kilku minutach obserwacji tego gracza, można było stwierdzić, że nie będzie drugim Janem Veselym NBA. Czech jest bardzo pewny na rozegraniu, dobrze panuje nad piłką, dostrzega kolegów na wolnych pozycjach, zdążył się już popisać niejedną fenomenalną asystą. W obu spotkaniach zaliczył po sześć podań prowadzących do punktów, za każdym razem wchodząc z ławki i za każdym razem będąc znacznie lepszym graczem niż wychodzący w piątce Trey Burke. ‚Saty’ będzie klasyfikowany w tym sezonie jako Rookie, ale w praktyce z tym terminem nie będzie miał nic wspólnego. Lata doświadczeń w czołowych klubach ACB i Euroligi robią swoje. Drugorundowy wybór Wizards z 2012 roku jest też dobrym obrońcą, pomaga na tablicach (5 i 6 zbiórek kolejno w dwóch meczach) i przede wszystkim jest gotowy atletycznie. Wygrał już z łatwością wewnętrzny konkurs wsadów, a Bradley Beal stwierdził, że Czech ma największy wyskok w zespole.

Rozgrywający podpisał latem trzyletni kontrakt wart dziewięć milionów dolarów, ale wciąż nie wiadomo, czy znajdzie się dla niego miejsce w rotacji, gdy do gry wróci John Wall. Póki co, mimo że w cuglach wygrywa rywalizację z Burke’iem, to były gracz Jazz wychodzi w pierwszej piątce, choć testowane są już ustawienia z Amerykaninem na dwójce. Z drugiej strony, w meczach nie zagrał wciąż Marcus Thornton, który zmaga się z urazem kciuka, a to on szykowany jest do roli pierwszego zmiennika Bradleya Beala. To, plus dylemat, o którym pisałem trzy akapity wyżej, pokazuje dokładnie jakie błędy, w postaci niepotrzebnych kontraktów (Thornton, Smith) i przegapienia okazji na skorzystanie z Mid-Level Exception, popełnili tego lata Wizards.

Przed nimi jeszcze kilka spotkań przed startem ligi i pozostaje nadzieja, że skład w końcu nabierze sensu. Zespół z pewnością odmieni także powrót Johna Walla. W tej chwili jednak, jedynym dużym plusem są występy trójki Satoransky-McClellan-Oubre.




Kopiuj link do schowka