Manu Ginobili kończy karierę – co czeka (nowych?) Spurs?

28/08/2018
Manu Ginobili San ANtonio Spurs Gregg Popovich

Manu Ginobili przechodzi na zasłużoną emeryturę, a wraz z nim odchodzi część pięknej historii Spurs. Nie da się jednak żyć samymi wspomnieniami – klub musi funkcjonować dalej, jednak nie będzie to łatwe.

To już oficjalne – Adrian Wojnarowski ogłosił na swoim Twitterze, że Manu Ginobili zadecydował się skończyć swoją koszykarską karierę. Jest to jeden z kilku symbolicznych końców ery Spurs w lidze NBA, po emeryturze Duncana i odejściu Parkera. San Antonio Spurs pierwszy raz naprawdę stoją w rozkroku – pomiędzy czasami świetności, a nową drogą, jaką musi prędzej czy później obrać klub z San Antonio. Przyszły sezon nie będzie może przełomowy sam w sobie, ale na pewno pozwoli nam przewidzieć, w jakim kierunku podążą Spurs po niemal dwóch dekadach świetności.

Kilka lat temu, kiedy Spurs zdobywali mistrzostwo i byli w ścisłej czołówce ligi, jedną z ich najmocniejszych stron była głębia składu i skuteczna ławka rezerwowych. Niestety, od jakiegoś czasu zespół z Teksasu ma spory problem, jeśli chodzi o ilość graczy potrafiących odpowiednio podtrzymywać poziom gry. Super rezerwowy w postaci Manu Ginobiliego – nawet pomimo 40 lat na karku – wywiązywał się z tej roli całkiem nieźle. Manu jednak zakończył karierę, a Gregg Popovich wie, że natura nie znosi próżni. Podpisano więc roczny kontrakt z Quincy Pondexterem.

Quincy Pondexter nie jest oczywiście koszykarzem o klasie zbliżonej do Manu. Nie mniej jednak jest koszykarzem mogącym grać na podobnych pozycjach, co z pewnością będzie odczuwalne przy braku Manu na parkiecie. 30-letni Pondexter to gracz o nieco innym profilu – trudno oczekiwać od niego, że weźmie piłkę w ręce i wykreuje jakąś akcję dla zespołu, zabłyśnie jakimś nietuzinkowym podaniem. Obowiązki rozgrywania mogą wziąć na siebie jednak inni zawodnicy. Pondexter przyda się bardziej, kiedy ustawi się go wyżej – na pozycji 3, a nawet 4, jak to grywał w ostatnim sezonie w barwach Bulls. Dobre warunki fizyczne pomogą Popovichowi w graniu niższymi ustawieniami, za co trener Spurs zabiera się już od dłuższego czasu. Oczywiście niewykluczone, że Pondexter w ogóle nie pogra zbyt wiele, ze względu na swoje chybotliwe zdrowie. Ubiegły sezon był dla niego powrotem po dwuletniej przerwie – wcześniej też nie grywał raczej zbyt wielu meczów w sezonie – tylko raz przekroczył granicę 70 spotkań.

Spurs bez wątpienia wchodzą w nową erę. Oczywiście, proces ten trwał od czasu przejścia Duncana na emeryturę (czyli już od dobrych kilku sezonów), ale teraz jest już prawie dopełniony. Czy ktoś jednak spodziewał się, że kiedy Duncan, Parker i Ginobili skończą już przygodę w San Antonio, to nie będzie tam także Kawhi Leonarda? Tak długo chwaliliśmy organizację za to, że będą w stanie płynnie przejść z jednego okresu hossy w drugi, bez tankowania i tym podobnych zabiegów. Niestety, teraz Gregg Popovich staje przed bardzo trudnym wyzwaniem – prawdopodobnie ostatnim w swojej trenerskiej karierze. Jaki kierunek obiorą Spurs w przyszłym sezonie?

Jeśli spojrzeć na talent, jakim dysponują Spurs w swoim składzie, to trzeba przyznać, że nie ma tragedii. DeMar DeRozan i LaMarcus Aldridge to nadwyżka nad samym Aldridgem, więc jest teoretycznie lepiej niż w ubiegłym sezonie. Jeśli dodać do tego fakt, że Popovich zawsze potrafił wyciągać to, co najlepsze z mniej utalentowanych graczy, oraz fakt, że kilku młodych graczy się rozwinęło, to łatwo postrzegać sytuację Ostróg nawet optymistycznie. Jest jednak kilka ‚ale’ w całej tej układance. Zdaje sobie sprawę, że ‚ale’ były przed każdym sezonem Spurs – także tymi pełnymi sukcesów. Tym razem jednak wygląda to dosyć poważnie.

Przede wszystkim, DeMar DeRozan i LaMarcus Aldridge nie wydają się najlepszym dopasowaniem, jeśli chodzi o czołowe postaci zespołu. Oczywiście, z pewnością zobaczymy w sezonie mecze, gdzie każdy z nich zdobędzie w okolicach 30 punktów i będzie nam się wydawało, że to bardzo skuteczny duet. Na dłuższą metę może być jednak ciężko, jeśli spróbujemy oprzeć ofensywę na dwóch graczach rzucających z półdystansu. Jeden taki gracz może dobrze wykorzystywać lukę pomiędzy pierwszą a drugą linią obrony, ale dwóch to już jednak tłok. DeRozan owszem, ma za sobą sezon dużego postępu w rzucaniu zza łuku i liczę na to, że ta tendencja się utrzyma. Jeden sezon nie musi być jednak pewnym wyznacznikiem.

Drugim znakiem zapytania jest – może zabrzmieć to kontrowersyjnie – Gregg Popovich. Przy ogromnym szacunku do jego ogromnego doświadczenia i zasług dla klubu – wiek to istotny czynnik nie tylko dla zawodnika. Za Popem z pewnością jeden z najtrudniejszych okresów w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Problemy osobiste w połączeniu z prawie 70 na karku może utrudniać szkoleniowcowi klarowne spojrzenie na sytuację w zespole. Kto wie, czy po głowie Popa nie chodzi już głównie myśl o przejściu na emeryturę. Jest to duży znak zapytania, ale umówmy się, że wszystkie te poprzednie sezony Popovicha każą nam zastosować ‚domniemanie niewinności’. Tak długo, jak nie zobaczymy, że trener rzeczywiście nie jest już w stanie podołać, zakładamy, że to wciąż jeden z najlepszych w branży.

San Antonio Spurs w ostatnich latach kojarzone było jako zespół ‚staruchów’. Trio Duncan-Parker-Ginobili długo trzymało poziom, jednak były obawy o to, czy uda się wprowadzić do zespołu trochę młodej krwi, która przejmie stery. Kawhi był tą nadzieją, jednak teraz już go nie ma. Czy to oznacza, że nadzieja prysła i zobaczyć będziemy musieli Spurs tankujących? To zasadne pytanie, a odpowiedź nie jest jednoznaczna. Gwiazdy zespołu nie są najmłodsze. O ile 29-letni DeRozan może jeszcze trochę pograć na wysokim poziomie, o tyle 33-letni Aldridge jest już raczej pod tej drugiej stronie kariery. Jest w zespole kilku koszykarzy starszych, jak Pau Gasol czy Marco Belinelli, ale nie można powiedzieć, żeby brakowało tam młodych i obiecujących. Dejounte Murray, Derrick White, Jakob Poeltl, czy pozyskany w drafcie Lonnie Walker mogą w przyszłości stanowić o sile zespołu.

Spurs są w stanie poczekać na rozwój tych graczy, przez te kilka sezonów utrzymując się na niezłym poziomie na barkach DeRozana. DeRozan może jednak odejść już za dwa lata i to może się okazać za mało czasu. Ewentualne odejście DeMara i Gregga Popovicha stworzyłoby wręcz idealne warunki do nowego rozdania – z  nowym szkoleniowcem i kilkoma obiecującymi zawodnikami w składzie. Czy oznaczałoby to kilka chudszych sezonów? Pewnie tak, ale czy nie tak właśnie wygląda cykl życia zespołu w NBA? Ze ‚starych Spurs’ ostał się już tylko Popovich i to prawdopodobnie już nie na długo. Można traktować to jako koniec długiej i pięknej historii, ale znacznie ciekawiej jest myśleć o tym, jako o początku czegoś zupełnie nowego.

Kopiuj link do schowka