Magic ogrywają Celtics

21/01/2018
Evan Fournier Magic Steve Mitchell-USA TODAY Sports

Niedziela wieczór może oznaczać dla kibiców NBA w Polsce tylko jedno. Mecze o normalnej porze. Pierwszym z nich był pojedynek drużyn z dwóch przeciwnych krańców tabeli konferencji wschodniej.

Boston Celtics wydają się być niezagrożeni jeśli chodzi o pozycję lidera, ale do dzisiejszego meczu przystępują z dwoma porażkami z rzędu ( przeciw Sixers i Pelicans). Magic już natomiast walczą chyba tylko o jak największe szanse na uzyskanie pierwszego picku tegorocznego draftu.

Od początku gra była bardzo dynamiczna, a zawodnicy szybko przechodzili z obrony do ataku. Kyrie Irving już w pierwszej kwarcie trafił dwie trójki i zaliczył kilka efektownych wejść pod kosz co dało mu szybkie 15 oczek. Pomocą dla niego był Jaylen Brown, który bardzo aktywnie, bez żadnych kompleksów atakował strefę podkoszową Magic. Ci jednak nie pozostawali dłużni. Skonstruowali kilka akcji, które ładnie rozpracowały defensywę gospodarzy. Zebrali również kilka piłek na atakowanej tablicy co pozwoliło im na wznowienie posiadania.

Dzięki zaliczeniu runu 10-2 na początku drugiej kwarty goście wyszli na prowadzenie, które utrzymywali przez większą część drugiej ćwiartki. Bardzo dużo energii dali z siebie DJ Augustin oraz Evan Fournier. Obwodowi byli głównym motorem napędowym ofensywy Magic. Gorzej radzili sobie ich podkoszowi, którzy mieli spore problemy ze znalezieniem dla siebie odpowiedniej pozycji rzutowej. Wykorzystali to Kyrie Irving oraz Marcus Morris. Dzięki nim w ostatnich dwóch minutach przed zejściem do szatni udało im się nadrobić straty i wyjść na jednopunktowe prowadzenie. Uncle Drew w 18 minut zdobył 24 oczka ( 9/12 z gry, 3/3 za 3).

Po zmianie stron obraz spotkania zupełnie się zmienił. Ofensywa Celtów całkowicie się zacięła. Tracili piłki i oddawali rzuty z trudnych pozycji, które rzadko kiedy odnajdywały drogę do kosza. Przez całą trzecią kwartę uzbierali zaledwie 12 punktów. Wcale nie lepiej było w obronie. Nadal szalał Evan Fournier a do niego dołączył Elfrid Payton, który z łatwością mijał pierwszą linie defensywy gospodarzy i kończył akcje stosunkowo prostymi lay- upami. Sytuacja zdecydowanie nie układała się po myśli Celtics, którzy pewnie w jakimś stopniu byli nastawieni na dość proste zwycięstwo. Tymczasem rozpoczynali czwartą kwartę z 19 oczkami straty.

Nie wyglądali jednak na specjalnie przejętych tym faktem. Rozkręcili swoją defensywę na pełne obroty i do tej pory łatwo kończone wejścia pod kosza zawodników Magic kończyły albo w trybunach albo trafiały do rąk Celtów, którzy szybko wyprowadzali ją do ataku. Tam z kolei szalał Kyrie Irving, który skończył mecz z 40 punktami. Nagle, na 4 minuty do końca regulaminowego czasu gry Magic mieli już tylko 8 oczek przewagi a w sercach Celtics zapłonęła nadzieja na wyłuskanie zwycięstwa. W crunch time chyba jednak postawili nie na tego konia co trzeba. Jayson Tatum spudłował dwie ważne trójki z rogu boiska i jeden rzut spod kosza, co zaważyło na końcowym wyniku. Warto go jednak docenić za fakt, że chciał wziąć na siebie odpowiedzialność. Jest pierwszoroczniakiem, więc musi się uczyć.

Dla Celtics jest to trzecia porażka z rzędu. Będą mieli szansę się zrehabilitować już we wtorek, gdyż czeka ich mecz wyjazdowy z Los Angeles Lakers. Magic zawdzięczają dzisiejsze zwycięstwo zrównoważonemu atakowi. Pięciu zawodników zdobyło 10 i więcej punktów. Było to jednak zaledwie ich trzecie zwycięstwo w ostatnich dwudziestu meczach.

Kopiuj link do schowka