Lonzo Ball z triple-double w starciu Lakers i Celtics

09/07/2017
Lonzo Ball fot. Joe Camporeale/USA TODAY Sports

Lonzo Ball nie dał się zdołować po cegłodromie, jaki zaprezentował w pierwszym meczu ligi letniej. Pokazał na co go stać w starciu Lakers i Celtics, które chyba już dawno nie przyciągało aż tyle uwagi.

Poza chęcią zobaczenia, jak Lonzo Ball poradzi sobie po nerwowym debiucie, kibice liczyli na pojedynek z wybranym z numerem trzecim Jaysonem Tatumem, który miał zabójczą ligę letnią w Utah.

Celtics wygrali ten mecz 86:81 i obydwaj debiutanci pokazali swoje mocne strony.

W przypadku Balla tą mocną stroną wciąż nie był rzut – spudłował 4 z 5 trójek i 8 z 13 rzutów ogólnie, ale tym razem nie zadowalał się posyłaniem cegły za cegłą z dystansu, a przypomniał sobie, że wszyscy chwalili go za dryg do penetracji. Tym sposobem nie tylko ułatwił sprawę sobie, ale i kolegom, których często po takim wjeździe znajdywał na dobrej pozycji. Efekt: 11 punktów, 11 asyst i 11 zbiórek. Tata LaVar musiał być bardzo zadowolony, bo po meczu pozwolił sobie na rzadką chwilę skromności (baaaaardzo rzadką) mówiąc, iż wynik syna nic nie znaczy, skoro Lakers przegrali („Point guardzi nie są oceniani przez pryzmat statystyk, tylko zwycięstw”). Coś on jednak znaczy, na przykład to, że powinniśmy wyluzować, Lonzo Ball jednak potrafi trochę grać w kosza…

W tym samym czasie Tatum znów był nie do powstrzymania. Odważnie sięgał do swojego bogatego repertuaru ofensywnego, uzbierał 27 punktów i zebrał 11 piłek. Naprawdę szkoda, że Jayson zostanie zagrzebany w rotacji Celtics…

Fani Lakers mimo przegranej, mają przynajmniej jeszcze jeden powód do zadowolenia poza 11/11/11 od Lonzo – 31 punktów, w zasadzie znikąd, zdobył inny tegoroczny rookie, Kyle Kuzma. 27 pick draftu odpalił 10 trójek, trafiając 5 mimo iż nie uchodzi za speca w tym elemencie gry.

Kopiuj link do schowka