Lonzo Ball i jego tour de sneakers

17/07/2017
Lonzo Ball Lakers fot. Mark J. Rebilas / USA TODAY Sports

Lonzo Ball wytworzył wokół siebie tak wielki hype (a raczej zrobił to jego ojciec, choć triple-double tu i tam, pomogło), że wielką historią stał się także jego dobór obuwia.

Jeszcze zanim Lonzo został wybrany w drafcie, zainteresowani podpisaniem z nim kontraktu obuwniczego byli przedstawiciele Nike. Wtedy jednak do akcji wkroczył LaVar Ball i powiedział, że jeśli synek nie dostanie bezprecedensowego miliarda dolarów, to nie zgodzi się na żaden kontrakt.

Planem B, a raczej – BBB – było stworzenie obuwia dla Lonzo własnym sumptem. Papa LaVar ma własną markę odzieżową Big Baller Brand i to pod jej szyldem ostatecznie stworzono kontrowersyjny model buta ZO2. Kontrowersyjny, bo kosztujący w przedsprzedaży 500 dolarów. BBB miało stać się nowym wielkim graczem na rynku obuwniczym, a markę mieli ciągnąć Lozno i jego bracia. Kampania promocyjna na dobre rozbujała się w dniu draftu, gdy Ball miał na sobie dopasowane do barw Lakers „zo-dwójki”. W nich też grał w pierwszych dwóch spotkaniach ligi letniej…

po czym założył Nike Kobe AD i rzucił 36 punktów.

Trochę mnie – i nie tylko mnie – ta sytuacja skonfundowała. Nie do końca było wiadomo, czy to jakaś zagrywka marketingowa, czy suwerenna decyzja Lonzo, który chciał coś zmienić.

Temat powrócił w kolejnym spotkaniu, na które Lonzo wyszedł w adidasach Jamesa Hardena.

Na tym jednak traktowanie obuwia jak rękawiczek się nie skończyło – w następnym starciu Lonzo Ball zmienił buty Hardena, na buty Curry’ego i zagrał w Under Armour. Kolejne na liście były zaś Jordany XXXI, w których grał wczoraj.

Zapytany, czy te zmiany mają na celu rozpoczęcie licytacji pomiędzy największymi markami o jego usługi, Lonzo powiedział: „coś w tym stylu”.

LaVar Ball na razie nie zdradza swojego planu. Ba – nie możemy być nawet pewni, czy ma jakiś plan. Zapytany o całe to zamieszanie ze zmianami butów i wyliczanie jego synowi ile punktów zdobył dla każdej z firm, głowa rodziny Ballów odpowiedziała:

Ten chłopak może grać boso i grać tak samo dobrze. Może grać w takich butach, jakich chce, bo tak się bujamy w Big Baller Brand. Jesteśmy niezależni, nic nas nie hamuje. Wiecie ilu koszykarzy chciałoby spróbować gry w innych butach, ale nie mogą? Zaraz są usadzani na tyłkach i dostają rozkazy noszenia tego modelu, do którego przywiązali swoje stopy. Na boisku i poza nim. Ja swojemu chłopcu nic takiego nie powiem. Buja się w tym, co chce.

Choć brzmi to może trochę jak dorabianie ideologii do rebelii syna, LaVar przy okazji komentowania tej sprawy w różnych mediach wspomniał, że jego syn wciąż jeszcze może podpisać kontrakt z którąś z wielkich marek, jeśli cena będzie odpowiednia.

To sugeruje, że kolejne mecze w różnych butach faktycznie mają służyć jako pokazówki dla firm potencjalnie zainteresowanych usługami Balla.

Tylko co wtedy z ZO2? Cóż, nie ma ich jeszcze na rynku, BBB zbiera dopiero zamówienia. Gdyby dostali ten wymarzony miliard dolarów (choć to nierealne, ale są na pewno w stanie wynegocjować dużą umowę), mogliby po prostu wyprodukować limitowaną ilość buta. Ewentualnie połączyliby siły z marką, która przejęłaby produkcję modelu zaprojektowanego przez Ballów.

Choć rezygnacja z planu obuwniczej dominacji nad światem Big Baller Brand byłaby porażką buńczucznie obwieszczającego swoją niezależność LaVara, to bez najmniejszego problemu może przekuć ją w wielki sukces finansowy, jeśli użyje tych planów jako argument w negocjacjach z Nike czy jakąkolwiek inną firmą.

Sam fakt, że o tym piszemy pokazuje jaki potencjał marketingowy ma Lonzo Ball. Wielkie marki to widzą, a teraz jeszcze widzą, jak wyglądałby w ich produktach. No i jakie rzeczy by w nich robił…

Kopiuj link do schowka