Kurs – Półfinały Konferencji

22/04/2018
Ben Simmons

Wiele osób mogło już 25 października uznać, że „Trust the Process” nie ma żadnych szans powodzenia, gdy 76ers przegrali czwarty z pięciu rozegranych meczy. Z czasem, Phila złapała wiatr w żagle i  pod koniec sezonu wygrała 16 kolejnych spotkań z rzędu. Co więcej, stawia również kolejne kroki w drodze do Półfinałów Konferencji Wschodniej.

Trwająca seria pomiędzy Miami Heat i Philadelphią 76ers przypomina sinusoidę. W spotkaniu otwierającym rywalizację, zespół z „Miasta Braterskiej Miłości” rozbił gości z Florydy 27 punktami, by w meczu numer dwa ponieść 10-punktową porażkę. Rozegrane w hali American Airlines Arena w Miami kolejne starcia miały podobny przebieg. Mecz numer trzy padł łupem Sixers (20 punktów przewagi), a we wczorajszym spotkaniu gracze Bretta Browna okazali się nieznacznie lepsi, pokonując Heat 106-102. Jak wspomniał sam trener 76ers: „Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo”. Trudno temu zaprzeczyć – jego zespół zanotował 26 strat, co jest najgorszym wynikiem klubu w meczach fazy playoffs od 1986 roku (27 strat). Nie obyło się bez nerwów, sędziowie przyznali łącznie cztery faule techniczne, a w całym meczu odgwizdali aż 57 przewinień.

Na pierwszy plan w rywalizacji z Heat wybija się bezsprzecznie Ben Simmons. 21-letni rozgrywający Philadelphii zanotował pierwsze triple-double w playoffs, stając się czwartym debiutantem w historii NBA, który zdobył 15+ punktów, 10+ asyst i 10+ zbiórek (obok Jerry’ego Lucasa, Kareema Abdul-Jabbara i Magica Johnsona). Jasne, Simmons nie jest wybitnym strzelcem, ale w tym zespole nie musi nim być. Jego 19.3 punktu, 10.8 zbiórki oraz 9.8 asysty w serii przeciwko Miami absolutnie wystarcza do odnoszenia kolejnych zwycięstw.

Warto wspomnieć również o człowieku w masce. Powracający do pełni sił Joel Embiid rozegrał dwa przyzwoite spotkania, notując w nich 17.0 punktów, 9.5 zbiórki oraz 4.0 bloki na mecz. Został tym samym pierwszym zawodnikiem Sixers od czasów Dikembe Mutombo, który w dwóch kolejnych meczach zdobył 10+ punktów, 7+ zbiórek i 3+ bloków. Pozwolę sobie pominąć próbę prześlizgnięcia się Embiida na boisko bez ochronnej maski. Mimo wszystko, dosyć ciekawie wyglądał, gdy nie zdążył zsunąć maski z czoła (po oddaniu rzutu osobistego), wrócił do obrony i w spektakularny sposób posłał piłkę rzuconą przez Gorana Dragica na aut.

W nocy z wtorku na środę czasu polskiego Phila stanie przed ogromną szansą zakończenia rywalizacji z Heat przed własną widownią. Prowadzą 3-1 i są już o krok od szóstego Półfinału Konferencji na przestrzeni ostatnich 20 lat i pierwszego od sezonu 2011-12, gdy 76ers niespodziewanie pokonali Chicago Bulls po kontuzji ACL Derricka Rose’a. Kto by pomyślał dwa lata temu, gdy Sixers ustanowili trzeci najgorszy bilans w historii NBA (10-72), że za niespełna 24 miesiące będą walczyć o szczyt, być może nie tylko Konferencji Wschodniej.

Kopiuj link do schowka