DeMarcus Cousins – niechciany przez nikogo?

04/07/2018
fot. Getty Images

DeMarcus Cousins jest autorem największego zaskoczenia tegorocznego offseason. Miał iść po maksymalny kontrakt, miał się stać jednym z liderów zespołu, wybrał lichą kasę w Warriors. Jak do tego doszło?

Cousins swoim ruchem zszokował cały koszykarski świat bez dwóch zdań. Nikt takiego ruchu się nie spodziewał, gdyż taka sytuacja miała miejsce chyba po raz pierwszy w historii NBA. Żeby w takim momencie kariery brać tak ogromną obniżkę pensji i dołączyć do mistrzów ligi i jednocześnie pewnego kandydata do następnego tytułu. Ale zostawmy dywagacje na temat tego, czy to niszczy ligę, jest niezgodne z duchem sportu i tak dalej. Skupmy się na powodach, przez które do takiego wydarzenia doszło.

Boogie, jak wiadomo nie cieszy się reputacją przyjemniaczka i generalnie może powodować problemy w zespole. Ponadto jest w trakcie rehabilitacji po zerwaniu Achillesa, jedne z najgorszych kontuzji w tym sporcie. Dlatego generalni menadżerowie nie rzucali się po jego usługi na oślep. Zdaniem DMC, w ogóle nie wyrażali zainteresowania.

Cousins twierdzi, że nie otrzymał żadnej oferty podczas tegorocznego offseason i był zaskoczony i urażony tym, że żaden zespół nie był nim zainteresowany. Dlatego kazał swojemu agentowi zadzwonić do Boba Myersa z Warriors i wyrazić chęć dołączenia do Dubs. Podobną informację przekazał Zach Lowe, który stwierdził:

„Część zespołów nie chciała mieć nic wspólnego z Cousinsem, jeszcze zanim zerwał Achillesa. Po kontuzji liczba takich drużyn tylko wzrosła, gdyż menadżerowie bali się poświęcenia pieniędzy na mniej atletyczną wersję środkowego.”

W ten obraz wpisują się Lakers, czyli najpoważniejszy obok Pelicans kandydat dla Boogiego. Przynajmniej tak się zdawało jeszcze kilka dni temu.

Otóż zespół z Los Angeles miał możliwość złożenia podobnej oferty za Cousinsa, co Warriors. Po odpuszczeniu Juliusa Randle i podpisania Rondo, Jeziorowcy mogli zaoferować środkowemu dokładnie 5,6 mln dolarów. Stwierdzili jednak, że nie chcą i nawet nie odezwali się do zawodnika. Musieli wtedy wiedzieć już, że Cousins nie oczekuje maksymalnego kontraktu, bo nikt mu nie chce dać żadnego kontraktu. Wiedzieli również, że center był już wcześniej zainteresowany dołączeniem do ich zespołu. Mimo tego woleli zostać z Javalem McGee i Ivicą Zubacem na środku.

Pelicans? Tutaj sytuacja wygląda trochę inaczej. Nowy Orlean zaoferował umowę na dwa lata i 40 milionów dolarów Cousinsowi. Zrobili to krótko po kontuzji środkowego. Boogie jednak odrzucił wtedy ich propozycję. Wtedy zarząd NOP postanowił wycofać swą ofertę i nie ponawiać jej w trakcie offseason. DMC chciał zaryzykować i przetestować rynek i się zdziwił. Ale pretensji do Pels mieć akurat nie powinien. Sam bowiem porzucił rozmowy z nimi w trakcie sezonu. To pokazuje trochę logikę środkowego.

Tym bardziej, że według doniesień, Anthony Davis wcale tak bardzo nie chciał przedłużania Kuzyna. Gdyby tak było, Pelicans prawdopodobnie by go posłuchali. Jednakże Davisowi spodobał się styl gry Nowego Orleanu bez Cousinsa i znacznie bardziej podobała mu się atmosfera w szatni.

Dlatego też DeMarcus ostatecznie wylądował w Warriors. Pytanie brzmi, czy Wojownicy dobre przemyśleli ten ruch? Czy skuszeni talentem i niską ceną DeMarcusa nie przemyśleli tego za bardzo? Już w ubiegłym sezonie miewali problemy i konflikty w szatni. Teraz do Draymonda Greena dojdzie Boogie, którego rola na boisku będzie nieporównywalnie mniejsza niż kiedykolwiek w karierze.

Co będzie na wierzchu, kiedy sezon będzie wchodził w fazę plaoyffs? Ciężki charakter i konfliktowość DeMarcusa, czy może znakomita atmosfera i przyjacielska organizacja z której w ostatnich latach słyną Warriors?

Kopiuj link do schowka