Kto zostanie NBA Most Improved Player 2019?

03/10/2018

Nowy sezon NBA już za rogiem. Wraz z nim czeka nas wiele emocji, ale także niespodzianek. Który z zawodników ma potencjał, aby zaskoczyć nas najbardziej?

Każdy rok w NBA przynosi nam wiele niespodziewanych historii i zwrotów akcji. Zarówno ze strony zespołów jak i poszczególnych zawodników. Victor Oladipo wraz z Indianą Pacers są tego najlepszym przykładem. Kto w tym roku ma szansę powtórzyć wyczyn obrońcy Pacers? Kandydatów do „przełomowego” sezonu i zgarnięcia nagrody MIP jest co najmniej kilku.

Sponsor serwisu

Oczywiście, jest to wróżenie z fusów i o ile w przypadku pozostałych nagród są pewni kandydaci, których możemy w ciemno obstawiać, lub od razu wykluczyć, tak jeśli chodzi o największy postęp jest problem. Grono zawodników, którzy mają realne szanse na tą nagrodę jest bowiem ogromne. De facto każdy gracz, który nie wszedł na poziom All-Star może być brany pod uwagę. Dlatego też pierwszym kandydatem jest mniej lub bardziej anonimowy gracz.

Kto przed sezonem stawiał, że Oladipo zgarnie tą nagrodę? Kto liczył niegdyś, że CJ McCollum wejdzie na poziom 20 pkt. w meczu? Albo, że Jimmy Butler z solidnego zadaniowca w Bulls wejdzie na poziom regularnego All-Stara? Dlatego też, poza kilkoma znanymi kandydatami trzeba wziąć pod uwagę, iż po raz kolejny ktoś nas absolutnie zaskoczy swoją grą i zgarnie tą nagrodę, mimo iż nikt na niego nie liczył.

Skoro to mamy wyjaśnione, możemy przejść do nielicznej grupy kilku potencjalnych faworytów do tej statuetki, albo przynajmniej walki o nią dzięki rozegraniu przełomowego roku.

Pierwszy wybór jest dosyć oczywisty, a jest nim Brandon Ingram. Powodów jest kilka. Brandon już w zeszłym roku poczynił spory postęp, zatem wreszcie zaczyna chyba realizować swój potencjał. Przede wszystkim jednak do zespołu dołączył LeBron James. Ingram powinien nie tylko wiele się nauczyć od LBJ-a, ale także skorzystać na wspólnej grze. Ktoś w LA musi być drugą opcją. Rywalem do tej roli dla Brandona będzie Kyle Kuzma? Lance Stephenson? Skrzydłowy Lakers musi wykorzystać taką szansę. W ich jedynym wspólnym występie jak dotąd wyglądało to obiecująco.

Ponadto, dzięki LeBronowi media znacznie uważniej będą się przyglądać LAL, co zawsze pomaga w zdobyciu indywidualnych nagród.

Na przeciwnym biegunie znajduje się z kolei następny kandydat. Cedi Osman ma skorzystać na odejściu Jamesa, nie jego przyjściu. Skrzydłowy już w swoim debiutanckim sezonie pokazywał przebłyski talentu. Podczas wakacji trenował wspólnie z LeBronem, Durantem i Leonardem. Znakomicie wyglądał w kadrze Turcji, w Summer League również nie zawodził. W Cavs nie mają żadnych wielkich oczekiwań, zatem Cedi spokojnie będzie miał czas na rozwój. Największą wątpliwością jest fakt, że w Ohio jest duet Love&Sexton, którzy prawdopodobnie będą częściej mieć piłkę w rękach niż Osman.

Brak piłki może też wstrzymać kolejnego kandydata. W tak utalentowanym zespole jak Philadelphia może być problem z wywalczeniem sobie posiadań. Jeśli jednak Markelle Fultz jest tak dobry jak o nim opowiadają w Philly, to w tym roku powinien być w czołówce tego wyścigu. Historia jego kontuzji to jedna wielka niewiadoma, lecz teraz wiemy że urazy na pewno należą już do przeszłości. Fultz gra w preseason i choć jego rzut w najlepszym wypadku wygląda nieco dziwacznie, to Markelle mu ufa, więc i my powinniśmy dać mu szansę. Poza rzutem po boisku porusza się naprawdę dobrze, nie widać żadnych niepewności i wahań w podejmowaniu decyzji. Zazwyczaj:

W tej sytuacji zainteresowanie mediów też może mu pomóc. Jeśli będzie dobrze grał, z miejsca zostanie faworytem. Pierwszy pick draftu, który tajemniczo traci zdolność rzutu, ale dzięki ciężkiej pracy wraca do NBA i jest ważnym elementem świetnej drużyny, a to wszystko w jeden rok? Taka historia zawsze się sprzeda.

Jeśli mówimy o MIP, to oczywiście musi tutaj paść jakieś nazwisko z Indiany lub Orlando. Te dwa zespoły wygrywały w tym pięciokrotnie i mają chyba jakiś patent na to. Zostaniemy przy Pacers, bo im to w ostatnim czasie wychodzi lepiej niż na Florydzie. Był Oladipo, teraz czas na Mylesa Turnera?

Czemu nie? Turner ma absolutnie potencjał ku temu i wielką szansę. Indiana bowiem potrzebuje kogoś, kto będzie konkretną drugą opcją, kto pomoże wejść drużynie na wyższy poziom. Turner niewątpliwie ma talent, ma też bardzo ciekawą kombinację umiejętności. Jako dobry defensywny środkowy (zarówno pod koszem jak i na obwodzie), który dodatkowo rzuca zza łuku, może się stać nieoceniony.

Niestety jak dotąd pokazywał tylko przebłyski tych zdolności. Musi ustabilizować formę i zdrowie, a może być z niego dużo dobrego. Podczas lata miała mu w tym pomóc joga. Podobno Myles prezentuje się teraz znacznie lepiej, więc na pewno warto zwrócić na niego uwagę.

Oczywiście jest jeszcze kilku mocnych kandydatów, chociaż wymienieni wyżej powinni być w czołówce rankingów. Warto jednak wspomnieć o Franku Ntilikinie. Bez Porzingisa zwiększy się jego rola, plus Fizdale na ławce nie zaszkodzi. Mimo wszystko chyba za duże ma braki w ataku, żeby nagle w tym roku eksplodować. Jest Taurean Prince, który ma potencjał na bycie jednym z liderów Hawks. Statystycznie jednak nie spodziewam się wielkiego przeskoku z jego strony. Plus w Hawks trudno wygrywać statuetki, szczególnie jeśli będą na dnie ligi.

Na pewno warto przyglądać się także Dejounte Murrayowi. Ma świetne warunki, ciężko pracował latem i gra po obu stronach boiska. Problemem będzie wyróżnianie się obok DeRozana i Aldridge’a, dodatkowo w systemie Spurs. Jonathan Isaac z Magic z pewnością nie pokazał pełni swego potencjału w pierwszym sezonie. Słabe wyniki Magic i tłok w rotacji podkoszowej jednak odbiorą mu głosy.

Na koniec czarnym koniem wyścigu może być ktoś w Detroit Pistons. Luke Kennard, czy nawet lekko zapomniany już Stanley Johnson. Dwane Casey z pewnością spróbuje znaleźć jakąś sensowną opcję na skrzydle i kto wie czy pod jego okiem nie wyrośnie kolejne zaskoczenie? Pamiętajmy jaki przeskok zrobił chociażby Fred VanVleet.

Kopiuj link do schowka