Koniec kariery Melo Anthony’ego? Ludzie w NBA twierdzą, że tak

03/12/2018
Melo Anthony fot. USA TODAY Sports/ Robert Hanashiro

Już niedługo na rynku wolnych agentów pojawi się Melo Anthony. Czy ustawi się po niego cała kolejka zainteresowanych klubów? Nie zanosi się na to.

Houston Rockets rozstali się z Carmelo Anthonym i już od jakiegoś czasu notują znacznie lepsze wyniki niż na samym początku sezonu – czy to symptomatyczne? Być może – nawet jeśli jednak nie jest to tak prosty związek przyczynowo skutkowy, to tak właśnie wygląda to w naszej świadomości. Rockets pozbyli się balastu, Melo tylko przeszkadzał. To, w jakim stylu zakończyła się współpraca Anthony’ego z teksańskim klubem nie ułatwi mu z pewnością odnalezienia kolejnego pracodawcy w NBA. Jakie są na ten moment szanse dla Melo na znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia w lidze?

Sponsor serwisu

źródło:YouTube/Heat Check

Wiemy co wnosi była gwiazda Knicks do gry, nie musimy tego od nowa analizować – strzelec z dającymi przewagę warunkami fizycznymi, jednak zagubiony w defensywie i z problemami z regularnością. Jeśli wierzyć doniesieniom Briana Windhorsta, negatywne cechy przewyższają te pozytywne w oczach członków zarządów zespołów NBA. Dziennikarz z ESPN kontaktował się z zarządami zespołów i mieli oni przekazać, że według nich Melo rozegrał już swój ostatni mecz w lidze. Nie wiadomo ilu przedstawicieli zarządów tak twierdzi i z jakich klubów pochodzą ci przedstawiciele, ale samo użycie tutaj liczby mnogiej może sugerować pewną ligową tendencję. Melo wciąż czeka na oficjalne zwolnienie z Rockets – kiedy ten proces dobiegnie końca, będzie mógł znaleźć nowy klub. Taki, który go zechce. Jak może wyglądać wejście Anthony’ego na rynek wolnych agentów?

Fakt, że zawodnik jeszcze przez jakiś czas pozostanie bez klubu nie będzie chyba sam w sobie szokujący – w końcu dosyć jasnym było, że Melo Anthony będzie wartością dla zespołów, szukających wzmocnień w czasie trade deadline, kiedy to świadomość na temat własnych możliwości klubów w tym sezonie będzie znacznie wyższa i każdy z nich będzie w stanie indywidualnie określić, czy warto spróbować się wzmocnić, by powalczyć o przeskoczenie na poziom wyżej – na przykład z miejsc 9-10 do pierwszej ósemki. Sztab Antghony’ego musi być więc cierpliwy, bo temat na dobre powinien się zacząć w lutym. A może nie? Joakim Noah podpisał ostatnio kontrakt z Grizzlies. Czy Noah jest obecnie opcją wartą sprawdzenia w większym stopniu niż Melo?

źródło:YouTube/House of Highlights

Wygląda na to, że tak – wiąże się to przede wszystkim ze stopniem ryzyka podejmowanym przy podpisywaniu każdego z tych graczy. Nie jest to ryzyko w rozumieniu finansowym, bo ewentualna umowa Melo, podobnie jak ta Noaha, musi opiewać na absolutne minimum. Chodzi raczej o kwestie stricte psychologiczne – o poczucie wartości zawodnika, jego pokorę i zrozumienie własnej pozycji we współczesnej NBA, w składzie zespołu, w szatni. Nie ma się co czarować – zwolnienie Melo z Rockets musiało wiązać się z jego niezgodą na marginalną rolę w rotacji i grę z ławki. Bo z jakiego innego powodu zespół miałby rezygnować z gracza za minimum, który potrafi co jakiś czas nawrzucać ponad 20 punktów? Tacy zawodnicy z ławki na kilkanaście minut – nawet ze słabą defensywą – bywają przydatni.

Zastanówmy się więc, kto może chcieć sięgnąć po Melo. Zespół z mistrzowskimi aspiracjami? Warriors mają krótką ławkę na skrzydłach. Podpisując Cousinsa pokazali, że ryzyko podejmować potrafią. Jeśli jednak Anthony grymasi na niewielką rolę w zespole, to chyba nie ma o czym z GSW rozmawiać – podobnie jak z każdym innym contenderem. Czy są jednak kluby, które mogą mu zagwarantować satysfakcjonujące minuty i dużą rolę? Kluby chcące powalczyć o playoffy i szukające ku temu wzmocnień raczej się tego nie podejmą – trzymanie Melo na parkiecie dłużej niż 20-25 minut to defensywne samobójstwo w lidze, w której akurat zawodnicy z pozycji silnego skrzydłowego muszą umieć wszechstronnie podejść do gry w defensywie. Tankujące kluby? Dlaczego ktoś miałby zabierać piłkę swoim młodym graczom, których rozwija i dawać ją w ręce Melo. Dzieląc NBA na te trzy kategorie zespołów nie da się znaleźć klubu, który Anthony’ego potrzebuje. Parafrazując klasyka, w tej lidze nie ma pracy dla ludzi z jego nastawieniem.

Czy to jest szokujące? Można powiedzieć, że nie, bo przecież nie od dziś wiemy o koszykarskich ułomnościach Melo. Z drugiej jednak strony, jeśli spojrzeć na to z dystansu, jest to historia okrutna. Zapomnijmy na chwilę o Anthonym, legendzie Knicks i jednym z najbardziej utalentowanych strzelców w ostatnich dwóch dekadach. Wyobraźmy sobie gracza, który na przestrzeni roku trafia w wymianie do absolutnie beznadziejnych (wybaczcie) Hawks, zostaje natychmiast zwolniony, następnie zatrudniony przez zespół z czołówki do gry z ławki i zwolniony po 10 meczach, po czym nie odnajduje już miejsca w lidze. Mało która gwiazda kończy tak przygodę w NBA. Melo nie ma 40 lat – ma dopiero 34 lata i tak uśredniając koszykarskie kariery, powinien być dopiero co po swoim najlepszym czasie w karierze. Tyle samo lat ma JJ Barea, który wchodząc z ławki Mavericks robi różnicę na boisku. JJ Barea wygrał finały NBA i w wieku 34 lat wciąż jest bardzo przydatnym graczem. Czy kariera sympatycznego Portorykańczyka potoczyła się lepiej niż znacznie bardziej utalentowanego Melo? Każdy ma swoją odpowiedź, ale fakt, że nie jest ona jednoznaczna, jest smutny.

Lubisz obstawiać mecze NBA? Możesz to zrobić na stronie PZBUK! Użyj bonusowego kodu ZKNBA podczas rejestracji i odbierz darmowy zakład o wartości 50 zł.

Kopiuj link do schowka