Jimmy Butler zostaje w Minnesocie! Przynajmniej na razie

10/10/2018
Jimmy Butler

Wygląda na to, że cała ta wielka afera z Jimmym Butlerem w roli głównej donikąd nie doprowadziła – nie udało się przeprowadzić żadnej wymiany.

Zgodnie z doniesieniami Shamsa Charanii i Jona Krawczynskiego (dziennikarza na co dzień związanego z klubem z Minneapolis), Timberwolves przygotowują się do startu sezonu, a częścią tych przygotowań jest Jimmy Butler. Oznacza to więc, że klub pogodził się  niemożnością wymienienia skrzydłowego jeszcze przed startem rozgrywek i w pierwszych meczach sezonu regularnego najpewniej zobaczymy Butlera na parkiecie w koszulce Wolves.

Sponsor serwisu

Dzisiejsze ligowe realia nie przyzwyczaiły nas do sytuacji, w której gwiazda zespołu na wygasającym kontrakcie chce odejść, a klub takiej gwiazdy nie wymienia. Oczywiście, to że nie udało się dokonać transferu przed startem sezonu, nie znaczy, że w ogóle się on nie wydarzy. Tom Thibodeau ma czas aż do lutego, ale po co tak długo trzymać w zespole niezadowolonego gracza? Z każdym dniem będzie on bliżej końca kontraktu, a co za tym idzie, jego rynkowa wartość będzie spadać.

Być może jednak Leśnym Wilkom uda się jeszcze coś zyskać na odejściu Butlera. Chętnych na pozyskanie gracza wciąż nie brakuje, jednak zaporowa cena jaką stawia zarząd Wolves jest problemem nie do obejścia. Zainteresowanie pozyskaniem Butlera wyraża na przykład Tilman Fertitta, właściciel Houston Rockets. Zwraca on jednak uwagę na to, że warunki stawiane przez Wolves są zbyt wysokie:

„Byli byśmy zachwyceni Jimmym Butlerem dołączającym do Houston Rockets. To jednak nie jest decyzja finansowa – czynnikiem z naszej strony są zawodnicy i picki w drafcie. Mamy świetną drużynę koszykówki. Wierzymy, że jesteśmy tak dobrzy jak nikt inny w lidze. Nie zamierzamy oddawać bez powodu części tego zespołu i w konsekwencji go rozbić, po to, by sprowadzić Butlera. Nie zmienia to faktu, że bardzo byśmy chcieli mieć go w swoim składzie.”

To pokazuje, jak do sytuacji podchodzą kluby polujące na dobrego gracza. Żaden zespół nie zechce zaryzykować straty młodych graczy bądź picków w drafcie, jeśli jest szansa podpisania z wolnym agentem już za rok. Nie każda drużyna ma na to oczywiście miejsce w salary cap, ale stworzenie takiego miejsca jest z pewnością łatwiejsze niż spełnianie transferowych żądań Toma Thibodeau.

Kopiuj link do schowka