Jest plan

16/12/2016

Denver Nuggets po powrocie z trasy po czeleściach ligi z bilansem 2-4 potrenowali dwa dni, pomyśleli, najedli się, popili… i rzucili Portland Trail Blazers 132 punkty.

Wyobraźcie sobie, że to film i zrobimy ten cliche trik, że znamy już zakończenie, a narrator zagaduje klasycznie: „Pytacie, jak ja się tu znalazłem?”

Muzyka, montaż, Mike Malone budzi się w fotelu w swoim biurze w Pepsi Center. Bobblehead Andre Millera leży na podłodze, rzutki wbite w plakat Anthony’ego Cartera przysłoniły jego całe prawe oko.

– WIEM KURWA WIEM!

– WIEM!

*wybiega z biura*

Wes, mam plan! Wes, słuchaj, no słuchaj ..rwa. Koniec z wystawianiem najgorszej piątki w pierwszych kwartach. Mam lepszy pomysł. Wstawimy tam najlepszą…

MEMEMEMEMEMEMEM MEM!

4fd

(sorry za painta)

Nuggets zaczęli mecz w składzie – czekałem na to długo, bo cztery lata – z Wilsonem Chandlerem i Danilo Gallinarim grającymi obok siebie na skrzydłach, z świetnym Nikolą Jokicem na centrze, Garym Harrisem, który jest znacznie lepszy w roli startera niż Barton oraz Emmanuelem Mudiayem, który i tak dał radę stracić piłkę 4 razy.

To był dobry pomysł, Nikola Jokic pozwala Nuggets korzystać z tej interesującej i znanej od zarania dziejów koncepcji rozgrywającego na parkiecie. Nikola wychodzi na 6 metr, a rola Mudiaya ogranicza się do tego by podać mu celnie piłkę (stracił piłkę 4 razy…) – ogranicza to straty związane z Mudiayem posiadającym piłkę i ogranicza go do roli slashera/spotup shootera, więc w sumie Jamal Murray byłby tu jeszcze lepszy. Nieważne.

Jokic na 6 metrze z piłką jest magiczny, genialny – będę tu używał tego typu słów, ale to jest fantastyczne gdy rywale wystawiają na niego Noah Vonleha czy kogokolwiek innego, kto nie jest w stanie oddychać przez nos bez zastanowienia, a Joker rozrzuca no-look passy do kolegów.

Między innymi do Gary’ego Harrisa, jak nam Cię Gary brakowało. To nie jest tak, że Will Barton jest jakiś strasznie zły – dziś rzucił 15 punktów i kończył mecz (m.in. obok Harrisa), ale Barton po prostu lepiej gra jako 6th man, jego styl koszykówki bardziej pasuje do tej roli. Harris natomiast nie potrzebuje piłki w dłoniach by robić różnicę na parkiecie. Jest świetnym ścinającym, wychodzi z rogu, wbiega pod kosz, stamtąd wraca na 6 metr, obiega Jokica zostawiając na nim obrońcę, a Jokic podaje mu lobem na wsad. To był znakomity mecz Harrisa po miesiącu przerwy na 18 punktów (3/4 za trzy), w którym robił wszystko od ścięć i pewnych trójek do budowania piekła dla Damiana Lillarda, który i tak rzucił 40 punktów.

Danilo Gallinari zgolił swoją okropną brodę i teraz gdy go już nie swędzi pod szyją gdy oddaje rzut, rzuca season-high 27 punktów z 13 rzutów z miną, jakby robił to od zawsze. Jego brat z innej rodziny, Wilson Chandler dorzucił mniej efektywne, ale nadal 17 punktów grając jako silny skrzydłowy. Oni zawsze grali najlepiej razem na parkiecie i szlag mnie trafiał gdy każdy trener ten fakt ignorował. Mogą się wymieniać pozycjami na skrzydłach, grać ze sobą pick and rolle i rozszerzać pole gry jak od Włoch do Michigan, ale nie, do dzisiaj nigdy nie zaczęli razem meczu w Denver.

Mason Plumlee nie wiele mógł zrobić gdy Jokic został point-centrem. Joker mógł podać w każde miejsce a mobilni strzelcy biegali wokół po boisku i czekali aż Blazers zgubią krycie. To się działo szybko i Nuggets zaczęli mecz 7/9 za 3 punkty zamiast 7 strat i to już były 74 punkty do przerwy dzięki pięknej grze w ataku, dzieleniu się piłką i dynamice. Polecam obejrzenie szczególnie pierwszej połowy.

Kenneth Faried dostał dużo minut jako center w smallballu, bo radził sobie wyjątkowo dobrze przeciwko okruszkom z Portland. Z drugiej strony Nurkic zagrał tylko 4 minuty i to nie jest dobre, po prostu. Cokolwiek się nie wydarzy to Jameer Nelson i tak będzie kończyć spotkania i tak, i dziś skończył crunchtime rzucając 15 punktów.

Nie ma jeszcze highlightów Jokica z tego meczu…to powiem tylko, że jeżeli Michael Malone będzie się tej rotacji trzymać, to Nuggets jeszcze mogą mieć sens w tym sezonie. Nie mieli jeszcze takiego występu w tym sezonie by kwarta po kwarcie rozsmarowywać rywala. Oby ta chwila trwała. Następny mecz jest dobry, przyjeżdża Melo.

Kopiuj link do schowka