Jeremy Lin nie zagra już w tym sezonie!

19/10/2017
Jeremy Lin Brooklyn Nets Kontuzja Injury fot. AP

Ten sezon chyba zaczął się zbyt wcześnie… drugi dzień sezonu regularnego NBA i druga poważna kontuzja podstawowego gracza. Tym razem to rozgrywający Brooklyn Nets, Jeremy Lin, który złapał uraz wykluczający dalszą grę w dopiero co rozpoczętym sezonie.

Sponsor serwisu

25 minut… tyle czasu na parkiecie w tym sezonie spędził Jeremy Lin i niestety więcej go już nie zobaczymy ze względu na kontuzję kolana (a dokładniej: zerwania ścięgna w rzepce). Gracz Brooklynu od razu po upadku na parkiet zorientował się, że coś jest nie tak i powiedział, że już po nim („I’m done” – miejmy nadzieję, że miał na myśli tylko ten sezon).

Jest to wielka strata dla Nets, którzy co prawda nie byli typowani do awansu do fazy play-off, ale z Linem w składzie wyglądali na ciekawą drużynę. Rozgrywający w meczu przeciwko Pacers zdobył 18 punktów i rozdał 4 asysty, co tylko pokazuje, że miałby duży wpływ na grę Nets, gdyby tylko był zdrowy…

Zawodnik z tajwańskimi korzeniami na przyszły sezon ma opcję gracza wartą 12,5 miliona, zatem z powodu kontuzji wydaje się prawdopodobne, że ją wykorzysta i zostanie jeszcze rok w tej ekipie. Miejmy nadzieję, że po udanej rehabilitacji rozpocznie przyszły sezon w pełni zdrowy. Wobec jego nieobecności do końca sezonu, można spodziewać się więcej minut dla Spencera Dinwiddiego i Isaiaha Whiteheade’a oraz dużej odpowiedzialności za wynik spoczywającej na D’Angelo Russellu, który w pierwszym meczu rzucił 30 punktów.

Trudno mówić o zwycięzcach przy jakichkolwiek kontuzjach, czego przykładem była reakcja wszystkich osób zgromadzonych w Quicken Loans Arena na tragiczną kontuzję Haywarda, ale oba te urazy kończące sezon są korzystne dla Cleveland Cavaliers – osłabienie Celtics daje łatwiejszą drogę do finału NBA, a osłabienie Nets to większe szanse na wysoki wybór w drafcie w 2018 roku (Cavs dostali pick Nets w wymianie za Irvinga).

Miejmy nadzieję, że zarówno Hayward, jak i Lin wrócą silniejsi po kontuzjach, a także, że najgorsze już za nami i nie zobaczymy już więcej graczy z poważnymi urazami.

Kopiuj link do schowka