Jamal Crawford nie chce mistrzostwa za wszelką cenę

19/08/2018
Jamal Crwaford David Sherman/NBAE via Getty Images

Jamal Crwaford to chyba jeden z ciekawszych graczy wśród tych, którzy nie podpisali jeszcze nowej umowy z żadnym z klubów NBA.

Pomimo 38 lat na karku, Crawford wciąż może jeszcze wnieść na parkiet sporo. Nie jest to sytuacja standardowa – koszykarze w tym wieku często nie są już w stanie rywalizować na poziomie NBA. Zwłaszcza dla zawodnika obwodowego jest to spory wyczyn. Nie wspominając już o tym, że JCrossover swoją grę opiera na dynamicznych zmianach kierunku.

Sponsor serwisu

Jak na ten moment, nie wiadomo nic o tym, jakoby jakikolwiek klub kontaktował się już z Jamalem w sprawie zatrudnienia. Z pewnością nie są to dobre wiadomości dla samego zainteresowanego, który bardzo chciałby jeszcze pograć na najwyższym poziomie rozgrywek. Crawford jednak nie przyjmie chyba pierwszej lepszej oferty. Z tego co powiedział w rozmowie z Percy Allenem ze Seattle Times, ma on swoje wymagania. Okazuje się, że wcale nie chodzi mu o walkę o mistrzostwo:

„Dopasowanie jest na pierwszym miejscu i najważniejsze, kiedy myślę o tym, gdzie zagram w następnym sezonie. Ostatnim razem być może popełniłem błąd, nie myśląc o tym praktycznie w ogóle. Spójrz na moją karierę – kiedy wszystko było dopasowane, to miałem swój wkład w wydarzenia na boisku. Wiem, że ludzie troszczą się o mnie i chcieliby, żebym wygrał pierścień mistrzowski. Nie jestem jednak przekonany, czy to jest najważniejsze dla ogółu mojej kariery. Gram już 19 lat i wciąż mam w sobie jeszcze ten ogień, głód rywalizacji – nawet teraz, w sierpniu, w tych tak zwanych gierkach bez żadnego znaczenia. Zawsze taki byłem. Nie ma znaczenia, czy na miejscu jest jednak osoba, czy dziesięć tysięcy – zawsze gram po to, by wygrywać.” 

Sposób rozumowania Crawforda wydaje się całkiem rozsądny. Pierścień na koniec kariery mógłby rzeczywiście nic już nie zmienić. Tak czy inaczej Crawford zostanie zapamiętany jako mistrz dryblingu, oraz trzykrotny zdobywca nagrody Rezerwowego Roku. Kto wie, być może kiedyś nagroda ta będzie nazwana jego imieniem.

Ubiegły sezon Jamal Crawford spędził w barwach Minnesoty Timberwolves, gdzie jego kariera zaczęła tracić trochę rozpędu. Grał on około 20 minut na mecz, co jest liczbą najmniejszą od 16 sezonów. Można by pomyśleć, że wiek robi już swoje, ale prawdę mówiąc duża w tym zasługa trenera Toma Thibodeau, który jak powszechnie wiadomo nie korzysta zbyt chętnie z rezerwowych.

Nauczony doświadczeniem z Wolves, Crawford będzie chciał znaleźć zespół, w którym dostanie odpowiednie minuty, oraz gdzie będzie pasował. Szczerze tego Crawfordowi życzę, ale prawdę mówiąc, może być to duży problem. Czy znajdzie się ekipa, która może mu zaoferować więcej niż 20 minut w meczu? Najprawdopodobniej nie. Ciężko też znaleźć zespół, do którego można by bez problemu wpasować zawodnika grającego dużo na piłce, dryblującego i oddającego dużą ilość rzutów, który to nigdy nie miał zamiłowania do podań (a potrafi!) ani gry w obronie, W dzisiejszych realiach, ze swoimi umiejętnościami Jamal Crawford nie jest najlepiej przystosowany do gry w NBA. Oglądanie go jest jednak wciąż wyjątkowo przyjemne dla oka – miejmy nadzieję, że zdoła się on jeszcze zaczepić gdzieś w lidze choćby na jeden sezon.

Kopiuj link do schowka