Jak to właściwie jest z tym Carmelo Anthonym?

09/10/2018
Carmelo Anthony

W dniu 13 sierpnia bieżącego roku, Carmelo Anthony oficjalnie został zawodnikiem Houston Rockets. Była gwiazda NY Knicks podpisała roczny kontrakt z minimalną kwotą dla ‚weterana’ 2,4 mln dolarów i dołączyła do swojego przyjaciela Chrisa Paula oraz obecnie panującego MVP – Jamesa Hardena. W zespole z Teksasu, czeka na Melo jeszcze jeden znajomy – Mike D’Antoni, który trenował zawodnika w Nowy Jorku. Współpraca dwóch panów nie układała się najlepiej i po roku D’Antoni podał się do dymisji. Nieoficjalnie mówiło się, że powodem jego rezygnacji były problemy właśnie z Melo i jego stylem gry. Sytuacja sprzed lat kładzie się cieniem na ponowną pracę w jednym zespole. Od tamtego czasu jednak minęło ponad 6 lat. Carmelo nie jest już tak dominującym zawodnikiem, a zespół prowadzony przez D’Antoniego udowodnił, że jest w stanie zagrozić nawet Golden State. Czy ten zaskakujący reunion może okazać się strzałem w 10tkę?

Carmelo Anthony rozpoczął swoją karierę w NBA w roku 2004. Od 14 lat udowadnia, że jest wybitnym zawodnikiem, zdobywcą 3 złotych medali na Igrzyskach Olimpijskich i uczestnikiem 10 meczów Gwiazd. Jego droga na szczyt koszykarskiego Olimpu nie jest jednak usłana różami. Wielu dziennikarzy zarzuca ma brak sukcesów w NBA, a byli trenerzy oskarżają o brak dyscypliny w obronie. Przyjrzyjmy się zatem bliżej Melo.

Sponsor serwisu


„Nie znam żadnego zawodnika wokół którego buduje się zespół, a który siedzi na ławce rezerwowych. Nie znam, żadnego olimpijczyka który wychodzi z ławki. Nie znam, żadnego zawodnika Meczu Gwiazd, żadnego byłego MVP, żadnego potrójnego najlepszego strzelca ligi który rozpoczynałby mecz na ławce(…) Czemu Allen Iverson? Czemu ja mam zaczynać z ławki”. Właśnie w taki sposób w 2004 roku A.I skomentował karne przesunięcie go na ławkę rezerwowych za opuszczeniu treningu. Były to jednak chwilowe problemy Iversona, który do tego tematu powrócił dopiero w roku 2009. Po wyleczeniu kontuzji, 13letni wtedy weteran grając w barwach Detroit Pistons zaczynał trzy mecze z rzędu na ławce. „Wolę przejść na emeryturę niż zrobić to kolejny raz. Nie mogę tak grać” – podsumował gwiazdor.

Czy sytuacja nie wygląda znajomo? Jest rok 2017. Na początku przygody z Oklahomą, Carmelo został zapytany przez jednego z dziennikarzy, co sądzi o rozpoczynaniu meczu na ławce. Upewniając się, że chodzi faktycznie o niego, Melo zaczął się śmiać i nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie. Pomysł ten wydał się zawodnikowi na tyle irracjonalny, że postanowił go powtórzyć Paulowi Georgowi, ciągle nie mogąc powstrzymać śmiechu.

Po nieudanym sezonie zasadniczym dużą część tegorocznej pierwszej rudny playoffów Anthony przesiedział jednak na ławce OKC. Zapytany o możliwość pozostania rezerwowym w Thunder również w nadchodzącym sezonie 2018/2019 odpowiedział: „Nie poświęcę się dla roli na ławce”. Dodał także: „Wszyscy wiedzą jak dużo, jeśli nie wszystko, poświęciłem. Moja rodzina się tu przeprowadziła, zmieniłem swoją grę dla drużyny, byłem w stanie poświęcić wszystko, żeby tylko nam się udało(…). Muszę się nad tym zastanowić. Czy faktycznie chcę kończyć karierę jako taki zawodnik, wiedząc jak dużo jeszcze zostało mi w baku”. Jak widać, Carmelo w swoich późniejszych wypowiedziach już nie był tak stanowczy, ale ciągle nie zgadzał się na rolę rezerwowego. Taki sposób myślenia zgubił jego starszego kolegę Iversona, który nie mógł zaakceptować upływu czasu i nie potrafił ustąpić miejsca lepiej dysponowanym zawodnikom. Nie godząc się na przesiadywanie na ławce, odszedł z Detroit z powodów osobistych. Błąkał się potem jeszcze dwa lata po klubach NBA by wyjechać do Turcji.

Czy podobna sytuacja może spotkać Anthony’ego jeśli nie zmieni sposobu myślenia? Carmelo musi sprawdzić dokładnie, ile paliwa zostało jeszcze w jego zbiorniku i sprytnie je rozdysponować w nadchodzących latach. Jeśli po dokładnej analizie baku, stanu licznika i ogólnej kondycji auta, którym Anthony w przeszłości rozbijał się po wielu parkietach NBA, okaże się, że jest to ciągle pierwszej klasy wyścigówka to być może Melo będzie w stanie powrócić do swojej dawnej formy i powalczyć o trofeum w barwach Houston. Jeśli badanie podwozia ujawni jakieś małe defekty, a sam model okaże się przestarzały, niedostosowany do stylu jazdy dzisiejszych zespołów to będzie potrzebna naprawa i tunning. Zaakceptowanie nowej roli i zmiana stylu gry może także zaowocować sukcesami. Jednak brak reakcji i ciągłe upieranie się przy grze w pierwszej piątce zakończy się prawdopodobnie pasmem kolejnych klęsk i nieporozumień. Ja osobiście przychylałbym się do drugiej opcji. Najlepszym sposobem na złagodzenie upływającego czasu, jest zaakceptowanie go i dostosowanie się do nowych realiów które ze sobą niesie. Mam zresztą wrażenie, że Carmelo wraz z przeprowadzką do Teksasu, zaczyna zmieniać swoje podejście, czego przykładem jest wypowiedź sprzed kilku dni. Melo nie chce jeszcze mówić o roli rezerwowego w nowym zespole, ale dodaje także, że zrobi wszystko co w jego mocy, żeby pomóc drużynie wygrać mistrzostwo. A zatem Anthony już nie wyklucza częstszego przesiadywania na ławce, co jest zdecydowaną zmianą w stosunku do kwietnia.

Melodrama – nazwano tak okres ośmiu miesięcy trwający od czerwcu 2010 roku, kiedy stało się jasne że Carmelo chce uciec z Denver, aż do faktycznego transferu do Nowego Jorku na początku 2011. Ta ciekawa gra słów może także posłużyć za tytuł wielu innym wydarzeniom których bohaterem był właśnie Melo.

Nie od dziś wiadomo o problemach Carmelo z trenerami. W styczniu 2017 roku na półkach wielu amerykańskich księgarni pojawiła się autobiografia byłego trenera Denver Nuggets, George’a Karla. Opisując przygodę z NBA, Karl wspomina swojego podopiecznego: „Przez te 6 lat, był dla mnie zagadką[…]. Był najbardziej uzdolnionym ofensywnie zawodnikiem jakiego trenowałem. Wykorzystywał ludzi i był uzależniony od blasku fleszy”. Trener odniósł się także do gry Melo w obronie: „Rozpalał mnie do czerwoności swoim podejściem do defensywy. Nie chciał poświęcać się, żeby powstrzymać drugiego gościa”. Nic dziwnego, że po opuszczeniu Denver przez Carmelo, George Karl odetchnął z ulgą.

Kolejnym trenerem Melo był Mike D’Antoni, o którym wspomniałem już na początku. W sezonie 2010/2011 Knicks prezentowali ciekawą dla oka koszykówkę, tak charakterystyczną dla drużyn D’Antoniego Szybka gra piłką, rzuca każdy zawodnik który będzie na czystej pozycji. Jak donosił New York Times, styl ten jednak nie przypadł do gustu Melo, który był przyzwyczajony do gry w izolacji i przetrzymywania piłki w swoich rękach. Według New York Post, kością niezgody było także faworyzowanie Jeremy’ego Lina, któremu trener powierzył funkcję prowadzenia ofensywy zespołu. Kryzys narastał, wyniki nie pozwalały na patrzenie w przyszłość z optymizmem dlatego w marcu 2012 roku – jak możemy przeczytać w New York Timesie – do biura Jamesa Dolana, menagera Knicksów przychodzi Mike D’Antoni i pyta o możliwość transferu Anthony’ego. Słysząc odmowę, trener składa rezygnację. W późniejszych latach w New York Post i ESPN Magazine jest już mowa o ultimatum które postawił Anthony włodarzom zespołu: Albo ja albo Mike. Knicks wybrali Carmelo, który miał być kamieniem węgielnym odradzającej się potęgi. I przez chwilę wydawało się, że mieli rację.

W roku 2014 Knicks zatrudnili legendarnego trenera Phila Jacksona jako głównego menadżera drużyny. Po nieudanym sezonie, w czerwcu tego samego roku, Jackson przedstawia swojego byłego podopiecznego Dereka Fishera jako nowego trenera. Zostaje rozpoczęty projekt ‘trójkąt’ czyli dostosowywanie zespołu do strategii ofensywnej którą ‘Zen Master’ wprowadzał w swoich zwycięskich zespołach. Kolejnym ruchem jest podpisanie nowej umowy z gwiazdą Knicks, Carmelo Anthonym. Kontrakt zawierał klauzulę, dzięki której Melo mógł zablokować każdy transfer jeśli pojawiło się w nim jego nazwisko, tzw. no-clause trade. Jak do tej pory wszystko wyglądało obiecująco. Niestety, osławiony w bojach trójkąt nie sprawdził się tak dobrze – przyznał to sam Jackson. Anthony także nie należał do fanów nowego systemu, frustracja zawodników stopniowo narastała. Konflikt wyszedł na powierzchnię dopiero w grudnia 2016 roku, w wywiadzie menadżera Knicksów dla CBS. Jackson zarzucał Carmelo, że zbyt długo przetrzymuje piłkę. „Nauczyłem się, że nie zmienisz plamek na Gepardzie” tak z kolei Jackson skomentował artykuł Bleacher’s Report, w którym autor-Kevin Ding stwierdza, że Melo nie ma woli zwycięstwa, a Jacksonowi nie udało się zmienić jego stylu gry. Wreszcie w marcu 2017 roku, ‘Zen Master’ zasugerował, że Anthony’emu będzie lepiej gdzieś indziej. Rozgorzała dyskusji o możliwej zmianie barw zawodnika, ale no-clause trade praktycznie zablokował jakąkolwiek możliwość sprzedaży Carmelo. Niedługo potem Jackson stracił pracę. Oczywiście, nie należy pochwalać zachowania Phila Jacksona, wszakże „Zły to ptak co własne gniazdo kala”, ale musimy mieć świadomość, że komentarze te dotyczą głównie Melo,a nie zespołu. Jackson zostaje więc kolejną osobą w NBA po Karlu i D’Antonim która nie mogła porozumieć się z gwiazdą. Trudności w szatni, oraz brak porozumienia z trenerem mają destrukcyjny wpływ na całą drużynę jak widzimy w opisanych powyżej przypadkach. Czy tym razem, spotkanie z D’Antonim będzie miało happy end?


Historia Carmelo Anthony’ego w reprezentacji narodowej jest przeciwieństwem jego kariery w NBA. Melo jest najlepszym strzelcem w historii drużyny USA. Zagrał w niej na 4 igrzyskach zdobywając jeden brązowy i trzy złote medale. Przesunięty na pozycję wysokiego skrzydłowego a czasem nawet na 5, Anthony wykorzystywał luki w defensywie i punktował przeciwników. W turnieju w Rio, praktycznie sam rozstrzygnął mecz z Australią, raz po raz trafiając za trzy z czystych pozycji. Olimpijski Carmelo dzieli się chętnie piłką ze swoimi kolegami z zespołu i nie ma nic przeciwko przesiadywaniu na ławce. O takim Melo marzyli w Oklahomie. Takiego Melo chcieli też w Houston, które przed poprzednim sezonem, widziało w Carmelo idealne dopełnienie swojej ofensywy.


Podsumowując, chciałbym jeszcze raz podkreślić, że Carmelo Anthony udowodnił przez 14 lat gry w NBA, że jest wybitnym zawodnikiem. Mimo konfliktów z trenerami, wszyscy doceniają talent potrójnego złotego medalisty. George Karl mówi, że był najbardziej uzdolnionym ofensywnie zawodnikiem jakiego trenował. Phil Jackson w tym samym wywiadzie w którym zarzucał Carmelo spowalnianie gry, porównał go do Kobe Bryanta czy Michaela Jordana. Trener reprezentacji USA, Mike Krzyzewski uważał Melo za lidera zespołu w Rio i jednego z najlepszych koszykarzy na świecie. Aby rozważyć jego możliwy wpływ na zespół z Houston, należy przyjrzeć się także ciemnej stronie jego kariery. Pewne tematy wracają jak bumerang i co jakiś czas roztrząsane przez dziennikarzy pojawiają się na stronach gazet i portalach sportowych: słaba gra w defensywie, wolne tempo, bazowanie na izolacji i niechęć do innych systemów gry. Czy następnym odgrzewanym tematem będzie ławka rezerwowych?

Myślę, że nadchodzący sezon może być decydującym dla dalszej kariery Carmelo Anthony’ego. Będzie mieć on realną szansę na grę finale konferencji, pierwszy raz od 9 lat. Może nawet powalczy u boku Hardena i Paula o mistrzostwo w Finale NBA. Wszystko zależy teraz od samego Melo i jego chęci do poświęceń w defensywie, zaakceptowania ograniczonej roli w ofensywnie i ograniczenia minut spędzonych na parkiecie. Zobaczymy co przyniesie nam przyszłość. Sam Anthony, życzyłby sobie na pewno zakończenia sezonu w iście olimpijskim stylu!

Kopiuj link do schowka