Gortat Camp: Dobra impreza i wywiad z MG#13

14/07/2018
Marcin Gortat Camp

Dla nas, fanów koszykówki, Marcin Gortat jest swego rodzaju skarbem narodowym. Poza reprezentowaniem nas na najwyższym możliwym poziomie za oceanem, pomaga rozwijać koszykówkę w Polsce – chociażby organizując Gortat Camp.

Rok 2018 to już 11 edycja Gortat Camp. Od 11 sezonów Marcin Gortat gra też w NBA, więc można powiedzieć, że impreza ta rozwija się wraz z karierą Marcina za oceanem. Impreza jest dziś dużym krajowym wydarzeniem. Camp dla najmłodszych dzieciaków i tych trochę starszych dzieciaków organizowany jest co roku w kilku miastach w Polsce. Najlepsze dzieci dostają szansę wyjazdu do Stanów i trenowania tam koszykówki. Nie mniej jednak wszystkie dzieci na obozach sygnowanych nazwiskiem Gortata bawią się świetnie.

Jako że jeden z Campów odbywał się stosunkowo niedaleko mojego miejsca zamieszkania, wpadłem zobaczyć jak to wszystko wygląda. Z akredytacją medialną wcale nie wyglądałem poważniej – telewizyjne kamery, sprzęty i ja – studenciak ze średniej jakości smartfonem. Nie narzekajcie proszę, że zdjęcia czy filmy są robione kartoflem.

Popatrzyłem jak trenują dzieciaki, ale zarejestrowałem też ciekawą konferencję prasową, na której Marcin odpowiedział na kilka bardzo ciekawych pytań. Zanim jednak przejdę do samego wywiadu, chciałbym się podzielić pewnymi spostrzeżeniami. Przede wszystkim Gortat Camp to nie jest jakaś tam podrzędna impreza. Organizacyjnie wygląda to świetnie. Razem z Marcinem Camp prowadziło kilku reprezentantów Polski – Adam Hrycaniuk, Marcel Ponitka, Adam Waczyński, Karol Gruszecki, oraz grający w NCAA Filip Nowicki. W ubiegłych latach z Gortatem przyjeżdżali koledzy z NBA, ale wytłumaczył on później, dlaczego w tym roku jest inaczej.

Zarówno Marcin Gortat jak i pozostali koszykarze mają świetny kontakt z dziećmi. Może nie brzmi to jak coś niezwykłego, ale przecież nie każdy ma duszę pedagoga. Na przestrzeni trwania obozu jednak dzieciaki ewidentnie dobrze się bawiły, a sami koszykarze mają do młodych wyjątkowo dobre podejście. Obserwowanie tych dzieci na parkiecie było dla mnie bardzo przyjemne – koszykówka w Polsce nie jest chyba jednak aż tak niszowa. Masowy charakter imprezy sprawia oczywiście, że część uczestniczących w Campie nie ma na co dzień wiele wspólnego z koszykówką, ale nie jest to problemem. Naprawdę ogrom z tych dzieciaków w wieku około 10 lat naprawdę potrafi świetnie kozłować, nieźle jak na swój wzrost rzucać, podawać piłkę i poruszać się po parkiecie. Nie jest do końca tak, że rośnie nam pokolenie potykających się o własne nogi zombiee, jak to biją na alarm ci, co wiedzą, że „kiedyś to było”. Nie o tym jednak – przejdźmy do konkretów, czyli konferencji:

Oczywiście nie zabrakło pytań na temat transferu do nowego zespołu:

„Nie da się nie zauważyć, że od dwóch tygodni jestem zawodnikiem LA Clippers. Bardzo się cieszę, że odszedłem do nowej drużyny – będzie to dla mnie świeży start, czuje się, jakbym na nowo został wybrany do NBA. Czy czuję się na nowo młody? Nie bardzo, ale wierzę, że mam jeszcze dużo energii w swoim ciele, żeby móc wrócić do dyspozycji, jaką prezentowałem na początku w Waszyngtonie. Wierzę, że mogę być zawodnikiem, który temu zespołowi pomoże. Oczywiście liczymy, że zagramy w Playoffach – wszystko zależy od tego, jak zaczniemy sezon.”

„Byłem, byłem zmęczony – sytuacja która pojawiła się w trakcie sezonu była niepotrzebna. Było to bardzo wyczerpujące pod względem mentalnym. Tak jak powiedziałem, nadszedł czas na zmiany, cieszę się, że doszło do takiej wymiany. Myślę, że będzie to z korzyścią i dla Waszyngtonu i dla Clippersów.”

 

Pytanie o Johna Walla i o to, czy był słabym liderem, nie okazało się tym razem materiałem do nagłówków:

„Żyjemy w epoce, w której wszystko trafia do Internetu i w Internecie nic nie ginie. Zwłaszcza, że amerykańscy dziennikarze potrafią tłumaczyć wywiady z polskiego na angielski. Wynik ponosi cała drużyna, a nie tylko lider – tyle.”

Pewien śmiały dziennikarz zapytał, czy transfer do Clippers nie jest krokiem w tył w karierze Gortata:

„Jest to awans, jak najbardziej – nie ma kroków w tył. W NBA wymiana z zespołu do zespołu nigdy nie jest krokiem w tył. To jest bardzo dobry zespół, to nie jest drużyna, która się przebudowuje. To, że odszedł Blake Griffin, Chris Paul i DeAndre Jordan, to nie znaczy, że ten zespół jest słaby. Jest tam wielu bardzo dobrych zawodników i liczymy na to, że dostaniemy się do Playoffów. O to walczymy.”

„Ja dostałem telefon w momencie, kiedy transfer się odbył, pięć minut po tym. Kiedy zostało to ‚klepnięte’, to o 1:30 dostałem telefon i praktycznie do 6:00 miałem telefon za telefonem. Na początku się żegnałem z Waszyngtonem, były podziękowania, a potem witali mnie w Los Angeles. To moja trzecia wymiana – już nie było takiego szoku, nie było zdziwienia. Ja się ucieszyłem.”

„Były takie informacje w mediach, że chciałem odejść – nie do końca to była prawda. Sytuacja w Waszyngtonie była bardzo niekomfortowa w pewnym momencie i dlatego powstały właśnie tego typu plotki. Myślę, że jest to efektem wielu czynników mających miejsce w trakcie sezonu, że musiałem po prostu zostać wymieniony.”

„Czas spędzony w Wizards będę wspominał bardzo dobrze. Nie mogę źle wspominać okresu, w którym 4 razy dostałem się do Playoffów, grałem na bardzo dobrym poziomie, mieliśmy sezon w którym wygraliśmy prawie 50 spotkań. Nie mogę o takim okresie powiedzieć, że był zły. Dlatego zawsze będę wspominał Waszyngton bardzo dobrze.”

Nie mogło oczywiście zabraknąć LeBrona Jamesa. Jeden z reporterów zasugerował, że teraz Marcin będzie sąsiadem LeBrona:

„Nie, on będzie moim sąsiadem. Fajnie, że LeBron James jest w LA, ale będziemy go chcieli pokonać, a nie podziwiać. To będzie bardzo ciekawa rywalizacja – w szczególności, że wydaje mi się, że mamy zespół na pewno nie gorszy, a wręcz może nawet delikatnie lepszy.”

Zapytany o ewentualny koniec kariery po obowiązującym kontrakcie, lub ewentualny powrót do Orlando, Marcin dał do zrozumienia, że ma to gdzieś z tyłu głowy:

„Na pewno jest to powiew świeżości, na pewno taka troszkę ulga psychiczna dla mnie. Nowy klub, wiadomo, piękne miasto – no nie mógłbym chyba wymarzyć sobie piękniejszego miasta na zakończenie mojej kariery. Zobaczymy – na razie nic nie mówię, nic nie potwierdzam, nie czynię żadnych deklaracji. Rok przede mną – chcę ten rok rozegrać na najwyższym poziomie na jakim tylko mogę. Jeżeli zakończę ten sezon na dobrym poziomie, to przynajmniej ze zgodą z własnym sumieniem zakończę karierę na własnych warunkach. Jeżeli znajdzie się jakiś klub, który zaoferuje kontrakt, to może się jeszcze skuszę – wtedy będę rozważał taką decyzję.”

„Powrót do Orlando jest gdzieś z tyłu głowy, aczkolwiek tak jak powiedziałem, na dzień dzisiejszy jestem w Los Angeles. Zobaczymy, za wcześnie żeby coś jeszcze powiedzieć.”

Pytanie oczywiście nie dotyczyły tylko kariery w NBA, ale też spraw bieżących, czyli Gortat Campów. Marcin wytłumaczył, dlaczego tym razem nie ma z nim kolegów z NBA:

„Prawda jest taka, że były plany żeby przysłać zawodników amerykańskich, ale no niestety musimy zwrócić uwagę na parę rzeczy. Jednak jest taka, że koszty przyjazdu takich amerykańskich zawodników są ogromne. Po drugie, większość takich moich naprawdę dobrych kolegów, znajomych którzy przyjechali do Polski, skończyła się. Nie mam już tylu znajomych – musiałbym tak naprawdę, że tak powiem, ugryźć ten temat, z zawodnikiem którego nie do końca znam. Nie chciałbym takiego zawodnika sprowadzić, ponieważ nie wiem czego oczekiwać od takiego zawodnika w momencie kiedy przyjedzie do Polski. Zawodnicy, którzy przyjechali do Polski, wiedziałem że są to zawodnicy ułożeni, inteligentni, którzy potrafią pracować z dziećmi. Ostatnia, ale chyba najważniejsza kwestia, to że jesteśmy zobligowani by pokazać im, na czym polega życie w Sopocie, Warszawie, Krakowie. Proszę mi wierzyć, że ja już na to zdrowia nie mam. Każdy z nas [organizatorów] jest już osobą starszą, nie mamy po 20-parę lat na karku, po prostu jesteśmy już tym zmęczeni. W momencie w którym ściągamy zawodnika ze Stanów – najczęściej zawodników 20-kilku letnich – no to oni oczekują, że po takim campie my również pokażemy im życie nocne, a na to niestety nie mamy sił.”

Nie mogło zabraknąć Roberta Lewandowskiego – pytań o to, czy wysłał SMS’a po transferze do Clippers (po co ktoś zadał to pytanie?) oraz o jego ewentualny udział w meczu Team Gortat kontra wojsko polskie:

„Tak, otrzymałem SMS od Roberta. Już od jakiegoś czasu rozmawiamy o tym, że chciałby tez przyjechać do Stanów, zobaczyć mecz NBA. Oczywiście zapraszam Roberta z Anią za każdym razem – teraz kiedy zostałem wymieniony, będzie chyba jeszcze bardziej skłonny, żeby do LA przyjechać.”

„No czekamy na decyzję Roberta – z tego co wiem, jest on na wakacjach. Możliwe, że w ten weekend wróci. Zobaczymy, jaka będzie jego decyzja. Łukasz Fabiański już potwierdził udział, cieszymy się, że Łukasz jest z nami. Będzie to jego drugi występ. Mamy w tym roku naprawdę mega gwiazdy – będzie Agnieszka Radwańska, Karol Bielecki, Paweł Fajdek, Konrad Bukowiecki, Mariusz Wlazły – naprawdę mamy galerię sław polskiego sportu.”

Nie mogło też obyć się bez pytania o udział prezydenta w inauguracyjnym Gortat Campie 2018:

„No tak, byliśmy pod wrażeniem, trafił w 58 sekundzie. Na początku było ciężko. Na początki pierwsze rzuty niektóre były fajne, dotknęły obręczy, parabola lotu była bardzo dobra. Niektóre były niedolotami, ale naprawdę nie ma co się dziwić – w końcu Pan prezydent nie jest koszykarzem. Gdybyśmy wzięli każdą inną osobę z trybun to prawdopodobnie byłoby tak samo. Ja się cieszę, że Pan prezydent był na campie z małżonką. Dla mnie to jest sukces, miał świetną interakcję z dziećmi, przyniósł prezenty i upominki dla dzieciaków, to jest coś fajnego. To nie było tak ‚na sztywno’, że pojawiła się para prezydencka i tylko siedziała i podziwiała. Naprawdę była tam interakcja z dziećmi, Pan prezydent zagrał nawet jeden na jeden z jednym z dzieci. To bardzo miłe i cieszę się, że tak to wyglądało.”

„Wciąż kręci mnie organizowanie tego. Kręci z tego względu, że zaczynamy być inaczej postrzegani – status campu urósł do takiego poziomu, że nikt z nas tego nie oczekiwał. Jeżeli prezydent Polski z pierwszą damą pojawiają się na takim campie, no to oznacza, że musi to być impreza naprawdę solidnego formatu. Cieszymy się, że prezydent nas odwiedził, cieszymy się, że te 700 miejsc na campie rozeszło się w niecałe 10 godzin. To coś niesamowitego, niestety niektórym dzieciakom musieliśmy odmówić, ponieważ nie mieliśmy tyle miejsca. Jest to niesamowite i pokazuje to, że jest na coś takiego zapotrzebowanie.”

 

 

 

 

 

Na koniec szybkie pytanie o karierę reprezentacyjną – a mianowicie o mecz pożegnalny:

„Jak będzie czas, to będzie i mecz pożegnalny. Na dzień dzisiejszy staramy się robić coś dla dzieci a nie dla mnie, jakieś mecze pożegnalne. Mecz pożegnalny to sobie zrobię na osiedlu, na orliku z przyjaciółmi. Nie wiem, czy chcę takie rzeczy robić. Decyzję podejmiemy w odpowiednim czasie.”

Kopiuj link do schowka