Gdzie są Clippers?

18/03/2017

W Los Angeles Clippers nie dzieje się najlepiej.

Bądźmy ze sobą szczerzy, jak kibic z kibicem – czy pamiętasz, jaka była dyspozycja poszczególnych ekip na początku sezonu? Oczywiście, przypomnisz sobie jak miała się sytuacja w październiku, czy listopadzie, ale nie oszukujmy się – jakie ma to dzisiaj znaczenie?

Playoffy za pasem, do końca fazy zasadniczej pozostało niewiele czasu. Drużyny, które myślą o osiągnięciu czegoś więcej niż sam awans do playoffów, muszą w najbliższym czasie wejść na najwyższe obroty. No bo co z tego, że na starcie sezonu zespół zbiera zwycięstwo za zwycięstwem, skoro wszystko to i tak może się skończyć na pierwszej lub drugiej rundzie. Ważna jest dyspozycja tu i teraz (a jeśli nie teraz, to przynajmniej za trzy tygodnie).

JJ Redick to jeden z inteligentniejszych graczy w NBA i zdaje sobie sprawę, że nie jest w Clippers najlepiej. Inaczej sprawy miały się na początku sezonu – zaczęli bilansem 14-2 i wydawało się, że być może w końcu nadszedł sezon, w którym drużyna z Los Angeles zajdzie dalej niż do drugiej rundy playoffs.

Oczywiście, zrzucanie pełnej odpowiedzialności za wynik na graczy czy trenera byłoby sporym nadużyciem – problem nękający Clippers co roku nie wynika z ich winy. Mowa oczywiście o problemach zdrowotnych, które raz po raz wykluczają czy to Chrisa Paula, czy Blake’a Griffina. Jesli jednak spojrzymy na to co dzieje się po przerwie na Mecz Gwiazd, zauważymy, że to nie kontuzje są obecnym problemem.

W przeciągu 13 spotkań po All Star Game, jak zdążył zauważyć JJ Reddick, Clippers grają po prostu słabo – wygrali zaledwie 5 z 13 spotkań, zupełnie nie przekonując nikogo do tego, że mogą osiągnąć więcej niż zazwyczaj. Dobrze jednak, że Reddick mówi o zespole kolektywnie, „my” – w końcu jego skuteczność w rzutach za trzy spadła po ASG z bardzo dobrych 42% do niecałych 37%. Nie ma się co oszukiwać, że zagrywki skalkulowane na czystą pozycję do rzutu tego gracza stanowiły jedną z centralnych osi ataku Clippers.

Statystyki całego zespołu nie spadły znacząco – co rzuca się w oczy to mniejsza ilość bloków (4.7 przed ASG, 3.0 po ASG) i ilość trójek, które trafiają rywale Clippers (8.9 przed ASG, 11.3 po ASG). Jednak abstrahując od tych statystyk, widać na oko to, co z nich wynika – podopieczni Doca Riversa nie bronią w tej części sezonu tak dobrze, jak na początku rozgrywek.

Problem nie leży jednak w pierwszej piątce. DeAndre Jordan wciąż robi robotę, niedocenianym obrońcą jest Chris Paul. Sęk w tym, jak krótka jest rotacja Clippers. Trzy gwiazdy przeważnie są na parkiecie jednocześnie, a kiedy schodzą, grę przejmują Jamal Crawford i Austin Rivers. Nie są to zawodnicy, którzy dzielą się piłką choćby w ułamku tak, jak dzieli się nią CP3. Co by nie mówić, nie są tez tytanami defensywy – zwłaszcza podstarzały Crawford, który nigdy nie miał ciągot do gry po bronionej stronie parkietu. Jeśli dodać do tego Mo Speightsa grającego na pozycji centra, dostajemy twór, który z obroną ma niewiele wspólnego.

Oczywiście, problem ten nie będzie tak dotkliwy w playoffach, kiedy ilość minut rezerwowych graczy znacząco spad, a rotacja skraca się o kilku graczy. Prawdopodobne więc, że nie będziemy za miesiąc oglądać ustawień, w których nie ma żadnego z trójki Paul-Griffin-Jordan. Trudno jest mi jednak przestać myśleć, że trener Doc Rivers chce obarczyć swojego syna odpowiedzialnością za grę rezerwowej piątki. Niestety, gdy przyjdzie co do czego, będzie musiał postawić wszystko na trzon zespołu – w nim cała nadzieja Clippers na przebicie się poza druga rundę.

Kopiuj link do schowka