David Fizdale pokazał pazur [Wtorkowy Kajzerek]
David Fizdale

Kwiecień 18th, 2017

Jeszcze podczas jego pracy w Miami zastanawiałem się, dlaczego David Fizdale tak długo jest asystentem Erika Spoelstry. Był jednym z architektów mistrzowskich Miami Heat i swoją charyzmą oraz wiedzą zdobywał zaufanie zawodników. Od kilku lat występował w NBA jako “przyszły head-coach”, ale dopiero Memphis Grizzlies zdecydowali się dać mu tę szansę. Odnoszę wrażenie, że nie żałują decyzji, bo nie tylko wykorzystał spuściznę Dave’a Jeorgera, dodał jej ciekawego spinu, którego Grizzlies na pewno potrzebowali. To nadal drużyna mocno ograniczona swoimi finansowymi progami.

Fizdale obejmując posadę w Tennessee, nie mógł się spodziewać, że nagle zarząd rzuci wszystko na jedną kartę i zbuduje mu rotację przekraczając przy tym próg podatku od luksusu. Nie, w Memphis nie działają w ten sposób. Stawiają na kulturę, na ciągłość rotacji i poniekąd na Money-ball, bo to jedyna słuszna strategia, gdy operujesz na rynku, na którym musisz szukać ukrytych talentów, gdy nie masz pieniędzy na nazwiska z górnej półki. W ten sposób np. zespół wynalazł stretch-four JaMychala Greena, który zrobił w tym sezonie świetną robotę jako starter na pozycji nr 4.

Zatem Fizdale trafił do zespołu, który zna swoje ograniczenia. Mimo to co roku wraca do play-offów. Problem polega na tym, że mają ogromny problem z postawieniem kolejnego kroku. Od kilku lat stoją w miejscu, zatrzymując się na pierwszej/drugiej rundzie. Próbują sforsować play-offy, mimo że trzon rotacji pozostaje ciągle taki sam. Fizdale w trakcie całego sezonu regularnego podkreślał, że otrzymał zespół ciężko pracujących ludzi. To jego pierwszy sezon na stanowisku pierwszego szkoleniowca, więc może nie czuć potrzeby manifestowania zarządowi konieczności zmian, transformacji, czy może nawet przebudowy.

Jedzie z wózkiem, który otrzymał i robi wszystko, co w jego mocy, by uczynić ten zespół zwycięskim. Grizzlies w pierwszej rundzie play-offów grają z San Antonio Spurs. Po dwóch meczach w Teksasie przegrywają 0-2. Fizdale w trakcie pomeczowej konferencji przejechał się po sędziach, którzy wyjątkowo rzadko gwizdali Grizzlies faule po kontakcie w pomalowanym. Znacznie więcej takich gwizdków dostali Spurs, co było dla trenera ekipy Niedźwiedzi podejrzane. Mówił…

– W pierwszej połowie 19 razy oddawaliśmy rzuty z pomalowanego i mieliśmy sześć rzutów wolnych. Spurs oddali 11 prób i 23 razy rzucali z linii. Coś tu się nie dodaje. W całym meczu 35 razy rzucaliśmy z okolic kosza i mieliśmy 15 wolnych w meczu. Oni 18 razy z pomalowanego i 32 rzuty wolne. […] Nie szanują nas w sposób, w jaki na to zasłużyliśmy. Mike Conley nie będzie się wykłócał, bo zachowuje klasę i po prostu gra, ale ja nie pozwolę nas traktować w ten sposób – dodał.

Oprócz fragmentu z rzutami i wizytami na linii rzutów wolnych, David poruszył jeszcze jedną istotną kwestię – respekt do jego drużyny. Spurs to Spurs – Gregg Popovich jest jedną z najbardziej szanowanych osób w środowisku NBA. Sędziowie doskonale wiedzą, że jeśli go zdenerwują, to jedynym rozwiązaniem jest odesłanie go do szatni. Z kolei Fizdale to pierwszoroczniak, który w gruncie rzeczy dopiero pracuje na to, by zdobyć szacunek. Coach Grizz doskonale sytuację rozumie, ale nie chce pozwolić na to, by brak szacunku sędziowie okazywali także wobec jego zawodników – jak Mike Conley czy Zach Randolph.

Poza tym, Fizdale może jest pierwszoroczniakiem, ale na pewno nie jest nowicjuszem. Widział już w tej lidze wiele rzeczy i ma prawo wyrazić swoje niezadowolenie. Podczas tej konferencji raz jeszcze potwierdził, że jest bardzo mocno zaangażowany emocjonalnie, a to dobrze świadczy o jego podejściu oraz nastawieniu do pracy, jaką wykonuje. To także znak na przyszłość – Grizzlies nie pozwolą, by nie traktowano ich z szacunkiem, na jaki zasłużyli. Nawet jeśli coach czy którykolwiek z zawodników będą musieli wypisać czek po wszystkim.

Zespół wraca teraz do Tennesse, by ratować swoje życie w play-offach. Jeśli wygrają choć jedno starcie na własnym parkiecie, wrócą do San Antonio na mecz numer pięć serii. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że San Antonio Spurs i Kawhi Leonard będą w stanie dokończyć serię sweepem, zupełnie jak rok temu. Chyba że Grizzlies na mecz numer trzy odzyskają swojego najlepszego defensora na obwodzie – Tony’ego Allena. Ten w samej końcówce sezonu regularnego doznał kontuzji pachwiny i nie mógł pomóc w pilnowaniu rozpędzonego Leonarda.