Finały NBA 1995 – już był w ogródku…

26/12/2017

Tym razem wyruszamy w podróż odległą o 22 lata, do roku 1995, kiedy to Jason Kidd i Grant Hill otrzymali tytuły Debiutantów Roku, a nieżyjący już Anthony Mason został rezerwowym roku. Jednak najważniejsze będą tutaj wydarzenia z lata 1995 roku. Dla kogo? Z całą pewnością, dla Shaquille O’Neala. Jak sam wspomniał w swojej książce, w zły sposób podszedł do tamtej serii przeciwko Rockets. Wraz z kolegami uznał, że wygrali ją, zanim się tak naprawdę zaczęła.

Zacząć trzeba jednak od tego, iż nagrodę MVP sezonu zasadniczego 1994/1995 zdobył środkowy San Antonio Spurs, David Robinson. Poprowadził “Ostrogi” do najlepszego bilansu w całej lidze, 62-20. Między innymi dlatego, uważano Spurs za faworytów do mistrzostwa NBA. Właśnie wtedy objawił się geniusz “The Dream”. Zajmujący zaledwie 6. miejsce w Konferencji Wschodniej obrońcy tytułu mistrzowskiego, Houston Rockets, musieli w finałach konferencji stawić czoła wcześniej wspomnianym Spurs. „Rakiety” zaszokowały kibiców w San Antonio, wygrywając dwa pierwsze mecze serii na wyjeździe. Drużyna Boba Hilla odpowiedziała tym samym, doprowadzając do remisu 2-2. Olajuwon nie pozostawił jednak cienia wątpliwości, kto był lepszym zawodnikiem, dosłownie niszcząc Davida Robinsona. Wielokrotnie pokazywano twarz “Admirała” siedzącego na ławce rezerwowych, ze łzami w oczach. Jak sam wspominał na konferencji prasowej:

Sponsor serwisu

“Wiele razy kryłem go bardzo dobrze. Ten facet po prostu grał niesamowicie. Nie widziałem od dawna nikogo grającego na takim poziomie.”

Skazywani na szybką porażkę Rockets, niespodziewanie awansowali po raz drugi z rzędu do Finału NBA.

Tymczasem na Florydzie, wreszcie do głosu doszedł duet O’Neal&Hardaway. Zespół Briana Hilla uzyskał najlepszy wynik sezonu zasadniczego w Konferencji Wschodniej (57-25), dzięki czemu przystąpił do playoffs pewny siebie. Znakomity sezon w barwach Magic rozegrał Shaq. Został królem strzelców, notując średnio 29.3 punktu na mecz. Z bilansem 11-6 przebili się przez Wschodnią drabinkę playoffs, eliminując kolejno Chicago Bulls z Michaelem Jordanem i po ciężkiej, 7-meczowej serii, Indianę Pacers. Wielkie marzenie graczy z Orlando spełniło się. Dotarli do Finałów i byli w nich faworytami.

Zanim o samych Finałach, muszę tu poruszyć kwestię meczów sezonu zasadniczego pomiędzy Rockets i Magic. Obydwa spotkania padły łupem drużyny z Florydy. Było to z jednej strony bardzo budujące dla Orlando, aczkolwiek jak się później okazało, to ich zgubiło. O’Neal wraz z kolegami, już przed rozpoczęciem serii finałowej, wszedł do studia i zaczął nagrywać piosenki, które miały być ich hymnem podczas parady mistrzowskiej, gdy wreszcie uda im się zdobyć trofeum Larry’ego O’Briena. Jak opisywał to później Shaquille O’Neal, zdecydowana większość graczy z jego drużyny, dała się porwać temu szaleństwu i uważała się za pewnych zwycięstwa. Tak też było, ale tylko do pewnego momentu.

Mecz numer jeden faktycznie miał przebieg jaki wyobrażali sobie gospodarze w Orlando. Szybko uzyskali dużą przewagę nad Rockets i skutecznie jej bronili. Jednak w pewnym momencie coś drgnęło, tempo gry spadło, a Houston zdołało powrócić do bardzo małej różnicy punktowej. Potem nastąpiło coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Magic prowadzili trzema punktami w samej końcówce spotkania, a na linii rzutów wolnych stał ich zawodnik, Nick Anderson. Spudłował oba rzuty. Wiadomo, w stresie może się zdarzyć. Szczęśliwie został on zebrać piłkę i został ponownie sfaulowany. Po czym, ponownie nie wykorzystał obydwu rzutów osobistych. Wystarczyło trafić jeden z tych czterech, by praktycznie zapewnić zwycięstwo Magic. Rockets wykorzystali to z zimną krwią, doprowadzając celnym rzutem za 3 Kenny’ego Smitha do dogrywki. W niej górą był już niezawodny Hakeem Olajuwon. Dobijając spudłowany rzut Smitha, wyprowadził “Rakiety” na prowadzenie, którego już nie utracili. Shaq wiedział, że po tym meczu, szanse Magic znacząco zmalały.

Przekonał się o tym bardzo szybko. Zespół Rudego Tomjanovicha wygrał trzy kolejne spotkania, zdobywając drugie mistrzostwo w historii klubu i broniąc tytuł sprzed roku. O’Neal próbował wziąć grę “na siebie”, ale nawet 28.0 punktów, 12.5 zbiórki oraz 6.5 asysty na mecz, nie wystarczyło by urwać chociaż jeden mecz rywalom. Olajuwon 4 razy z rzędu zdobył 30 lub więcej punktów, notował średnio 32.8 punktu oraz 11.5 zbiórki na mecz, czym zapewnił sobie drugi tytuł MVP Finałów w karierze. Został wówczas zaledwie drugim zawodnikiem w historii NBA, który zdobył tę nagrodę przynajmniej dwa razy pod rząd (pierwszym był Michael Jordan w latach 1991-1993).

O’Neal wspominał wiele lat później, że te Finały bardzo wiele mu dały. Pokazały, że nigdy nie można być zbyt pewnym swego, bo niespodzianka czeka na każdym rogu. Takową na pewno byli gracze Houston Rockets, przypomnę, szósta drużyna Konferencji Zachodniej w roku 1995. Magic spróbowali swoich sił w roku 1996, jednak jak już opisałem w poprzednim tekście o Chicago Bulls z tamtego roku, Orlando zostało zmiecione w Finale Konferencji 4-0, a latem 1996 roku, O’Neal opuścił klub z Florydy i podpisał kontrakt z Los Angeles Lakers.

Rockets natomiast, przez 22 kolejne sezony NBA, bezskutecznie walczyli o kolejne mistrzostwo NBA. W tym czasie tylko 2 razy dotarli do Finałów Konferencji Zachodniej. Ulegli kolejno 3-4 Utah Jazz w roku 1997 (wówczas w składzie Olajuwon-Drexler-Barkley) oraz 1-4 w roku 2015 (czas duetu Harden-Howard). Mike D’Antoni i obecny bilans 25-6 niesie fanom “Rakiet” nadzieję na naprawdę wielki sezon.

Kopiuj link do schowka