Wolves muszą zdecydować co z Williamsem

Derrick Williams /fot. Flickr

David Kahn wybrał go z drugim numerem w drafcie 2 lata temu. Miał być świetnym uzupełnieniem Kevina Love’a na pozycji niskiego skrzydłowego. Tymczasem 2 sezony minęły, a przy jego nazwisku jest więcej pytań niż odpowiedzi.

Derrick Williams trafił do Wolves jako gwiazda uniwersystetu Arizona. Nikt nie miał wątpliwości, że zasługuje na bycie w pierwszej piątce draftu. Oczywiście pojawiły się pytania, po co Wolves zawodnik na tej pozycji, skoro jest tam Kevin Love? David Kahn miał w planach grę obu panów obok siebie. Rick Adelman jednak wyleczył go z tego pomysłu. W 11 meczach ostatniego sezonu spędzili na parkiecie wspólnie tylko 29 minut. Rok wcześniej było ich więcej, bo aż 701 w 52 spotkaniach. Niestety drużyna na tym traciła, rzucając mniej punktów od rywali, gdy obaj byli jednocześnie na parkiecie.

Problem z Williamsem jest teraz jednak inny. Niby Wolves chcieli go przehandlować, ale nie było żadnych konkretów. Zapewne chcą się wciąż go trzymać, bo jeśli szybko nie wejdą do play-off, to prawdopodobnie stracą swoją największą gwiazdę, Kevina Love’a, który nie ukrywa że ma już dość przegrywania. Jeśli zatem w tym roku kolejny raz skończą granie na sezonie zasadniczym, możemy mieć w 2014 roku kolejny serial, tym razem pod tytułem „Kto wyciągnie Love’a z Minnesoty?”.

W związku z tym Williams wciąż jest zabezpieczeniem. Jest jednak pewien problem z jego kontraktem. Na pewno będzie graczem Wolves do końca rozgrywek 2013/14, a na kolejny sezon opcja przedłużenia jest po stronie zespołu. I tu się zaczynają schody. Gdyby Saunders zdecydował się na przedłużenie tej umowy, Williams zarobi na tym 6.3 miliona dolarów, po czym w lecie 2015 zostanie zastrzeżonym wolnym agentem. Gdzie zatem jest haczyk?


Jeśli ta umowa zostanie przedłużona, Wolves wpadną w podatek od luksusu, a tego nie chcą. Idą za tym bowiem dwa rodzaje konsekwencji. Pierwszy to oczywiście obowiązek zapłacenia 1 dolara za każdego 1 dolara przekraczającego dozwolony poziom wynagrodzeń. A po drugie, zabierze im to możliwość korzystania z pełnego wyjątku mid-level, a co za tym idzie, mniejsza szansa na znalezienie dobrego wolnego agenta.

Największy problem to jednak termin, w którym Wolves muszą zdecydować czy już teraz zatrzymują Williamsa na rozgrywki 2014/15. 31 października mija termin wykorzystywania opcji w kontraktach zawodników wybranych w drafcie 2011 roku. W związku z tym nie będzie już okazji sprawdzenia go w boju. Będzie tylko okres przygotowawczy, a potem preseason i trzeba będzie podjąć decyzję.

Na razie nie ma żadnych informacji, żeby Kevin Love miał problemy zdrowotne i miał nie wrócić na start przygotowań. Jeśli wreszcie wszyscy będą w Wolves zdrowi, Williams może wreszcie otrzymać szansę gry jako niski skrzydłowy. W ostatnim sezonie grał aż 40% swoich minut jako czwórka, a jest zdecydowanie słabszy od wielu silnych skrzydłowych w lidze. Wolves mogą zatem wykorzystać zapis w umowie, a następnie, jeśli się nie sprawdzi, przehandlować go czy to w lutym przy okazji trade deadline, czy też po zakończeniu kolejnego sezonu.

Komentarze

komentarzy