Wiecznie młody, wiecznie sczęśliwy

Tim Duncan /fot. Flickr

Żyjąc w otoczeniu, które stara się kontrolować Gregg Popovich – po pewnym czasie rozumiesz, że to całkiem fajne uczucie; po latach wiesz, że nie możesz bez niego żyć. Doskonale przekonał się o tym Stephen Jackson, o czym mówił, gdy wracał do San Antonio. Pop na pierwszy rzut oka wygląda, jak koszykarski Ebenezer Scrooge, ale jego intencje są zupełnie inne. Tim Duncan to jego druh, człowiek będący przedłużeniem jego myśli szkoleniowej pod koszem. Ten sezon pokazuje, że to nadal mieszanka wybuchowa.

Duncan czuje się na parkietach NBA tak samo od 15 lat. Kontuzje go nie spowolniły, w gruncie rzeczy zadziałały dokładnie na odwrót – zmusiły go do pracy nad swoim ciałem, kondycją i przygotowaniem mentalnym. Zawodnik posiadający każdy element profesjonalnego koszykarza w akademickim rozumieniu – to w tych czasach fenomen. Właśnie nim jest Tim Duncan. Rozgrywki 2012/2013 rozpoczął jeszcze lepiej niż zakończył poprzednie. Po piętnastu meczach notuje średnio 18,7 punktu, 2,3 bloku, 2,7 asysty, 10,1 zbiórki i trafia 52% z gry.

Poza tym na PER 27,4, tak. Znów jest liderem, znów wygląda jak Tim Duncan za swoich najlepszych lat. De facto nigdy nie pozwalał nam o sobie zapomnieć. Zamiast bicia żony, jeżdżenia po pijaku, romansu z cheerleaderką – przypominał się poprzez swoją postawę na parkiecie – łapiąc kolejne setki zbiórek, zdobywając punkty w tak finezyjny sposób, że zaczynamy wyobrażać sobie świat bez żadnych skaz. Biegając po parkiecie z takim zaangażowaniem, że piwo traci swój chmielowy smak, aż tak.

To wspaniałe, co ten człowiek zrobił przez tyle długich lat dla NBA, dla sportu, który uczynił go gwiazdą w tak dalece umiarkowany sposób, że zamiast autografu chciałbyś po prostu pogratulować mu za to jakim jest człowiekiem. Uścisnąć dłoń i pozwolić mu dalej robić te wielkie rzeczy. Ten tekst możecie odebrać jako jego gloryfikację i będziecie mieli rację, bowiem jestem zdania, że wobec koszykarzy takiego pokroju nie ma życzliwych słów, których kiedykolwiek byśmy żałowali. W międzyczasie na parkiecie jego alter-ego podejmie wyzwanie kolejnego młodego centra, skrzydłowego pokolenia końcówki XX wieku. Nie muszę wam mówić, jak wielką frajdą jest to oglądać.

Jego umowa z Ostrogami wygasa po sezonie 2013/2014, na rozgrywki 2014/2015 Timo ma opcję zawodnika i prawdopodobnie ją wykorzysta, bo za bardzo kocha grać w koszykówkę. Większe wątpliwości mam, co do podpisywania kolejnego kontraktu. Gdy nadejdzie odpowiednia pora z pewnością w San Antonio temat ten będzie dyskutowany w każdym pubie, restauracji, na przystankach autobusowych i podczas podróży metrem. Spurs muszą pozostać świadomi faktu, że Duncan jest już na ostatniej prostej. Myślę, że w razie chęci odejścia na emeryturę weterana – nie będą robić większego problemu. Z drugiej strony – ma 36 lat i z pewnością byłby w stanie rywalizować na przyzwoitym poziomie przez kolejne cztery, zwłaszcza, że jego ciało jeszcze nie czuje tego wieku, a to jest w tym wszystkim najciekawsze.

- Naprawdę trudno w wieku 36 lat grać w ten sposób – mówi Tony Parker. – Naprawdę ciężko pracuje i robi mnóstwo małych rzeczy – odżywia się odpowiednio i upewnia się, że z kolanami wszystko ok. Na tym etapie wygląda naprawdę dobrze – dodał. Podczas ostatnich kilku lat wiele razy pojawiały się zarzuty do Tima, że jest już za stary, za wolny i za nudny. Tego lata Tim podpisał z zespołem trzyletnią umowę, o której wspomniałem wcześniej. Na jakąkolwiek krytykę reaguję uśmiechem i wzruszeniem ramion.

- Myślę, że jest najlepszym silnym skrzydłowym, jaki kiedykolwiek grał w NBA – mówił z kolei Charles Barkley. – Mam jednak nadzieję, że odejdzie wkrótce na emeryturę – skończył.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy