W kilku słowach o początku sezonu

Brandon Jennings /fot. Flickr

Które zespoły weszły w sezon z oczekiwanymi rezultatami, a które póki co zawodzą swoich kibiców? Sprawdźcie, jakie drużyny mogą mieć powody do obaw po tych pierwszych kilkunastu dniach nowego sezonu.

30. New York Knicks (4-0)

Zero zmartwień. Znakomite rozpoczęcie rozgrywek od bilansu 4-0, pewne, przekonujące zwycięstwa nad Miami Heat czy dwukrotnie nad rywalem z dywizji Philadelphią 76ers. Przed sezonem byłoby to pewnie nie do pomyślenia, ale Knicks mają obecnie najlepszą obronę w lidze pozwalającą rywalom na zdobywanie na ledwie 87,5 punktów na mecz.

29. Memphis Grizzlies (5-1)

Sam początek sezonu może nie taki, jakiego spodziewali się kibice i zawodnicy Grizzlies bo ulegli Clippersom, jednak od tego momentu wygrali 5 kolejnych spotkań i są obecnie chyba najgorętszym zespołem na Zachodzie. Nawet w ataku, bez OJ Mayo drużyna jest w stanie zdobywać ponad 100 punktów na mecz.

28. San Antonio Spurs (6-1)

Podobna sytuacja jak ta przedstawiona wyżej. Początek nawet lepszy bo 6-1, ale rywale jak na razie z górnej półki nie są. Spurs pokazują jednak tę samą, pewną obronę i ten sam, jakże skuteczny już przez tyle sezonów atak i znowu będą jednym z głównych faworytów do wygrania całej konferencji Zachodniej.

27. Miami Heat (5-2)

Ciężko panikować będąc kibicem Heat, zdobywając w zeszłym sezonie mistrzostwo i wykonując tak znakomite ruchy podczas offseason, które bardzo szybko przełożyły się na wyniki dla drużyny z Florydy. Jak na razie najlepsza ofensywa w lidze ze 107,5 punktami zdobytymi na mecz z każdym z Big 3 zdobywającym do tej pory ponad 20 punktów na mecz. Co może martwić to wysokie porażki z Knicks czy Grizzlies, ale to jest do przyjęcia póki co. Póki-co.

26. Denver Nuggets (4-3)

Start 0-3 nie napajał optymizmem. Jednak od tego momentu Denver pokazują zupełnie lepszą grę, która pozwala im wygrywać mecz za meczem i już w tej chwili legitymować się z bilansem 4-3. W pięciu z dotychczasowych siedmiu rozegranych spotkań nie pozwolili rywalom przekroczyć granicy 90 oczek. Good work.

25. Houston Rockets (3-3)

Miał być fatalny sezon, przyszedł James Harden i z bardzo złych scenariuszy pisanych pod ten sezon dla Rockets zaczynają nam wyrastać faworyci do zajęcia miejsca w pierwszej ósemce Zachodu. Jeszcze tylko gdyby Omer Asik zaczął dokładać swoje w statystykach punktowych… ale na to może jeszcze przyjdzie czas. Póki co niezły start, bilans 3-3 i dobre prognozy na przyszłość.

24. Los Angeles Clippers (5-2)

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze 

W Pacific Division jak na razie nie mają sobie równych. Bilans 5-2, dobre zwycięstwa nad Spurs, Grizzlies czy Lakers, świetna postawa ławki rezerwowych z Jamalem Crawfordem na czele. Są jednak pojedyncze przesłanki, które mogą sprawić, że kibice w Lob City mogą się delikatnie obawiać o przyszłość. Słaby Lamar Odom czy ogólnikowo – występy przeciw tym słabszym zespołom. Jednak póki co, spokój na Zachodnim Wybrzeżu uzasadniony.

23. Chicago Bulls (4-2)

Kibice Byków chyba spokojnie mogą powiedzieć, że start jak najbardziej udany dla ich ulubieńców. Bez Derricka Rose’a a mimo to bilans 4-2. Były delikatne obawy po porażce w kiepskim stylu z Hornets, ale każdemu zdarzają się wypadki przy pracy. Chicago na razie wykonuje robotę bardzo poprawnie.

22. Minnesota Timberwolves (4-2)

Oczy naprawdę sporej rzeszy kibiców zwrócone są na ten zespół i na ręce Ricka Adelmana i pytania co będzie w stanie dokonać z tym zespołem pod nieobecność Ricky’ego Rubio i Kevina Love. Odpowiedź przyszła szybko. I to jaka odpowiedź. Bilans 4-2, poukładany zespół, wygrane nad Pacers czy Nets i wciąż zachowany status niepokonanych na własnym parkiecie. Strach pomyśleć co będzie jak gwiazdy powrócą.

21. Milwaukee Bucks (3-2)

Jak zawsze nieobliczalni. Bardzo dobre występy na wyjazdach (2-0) i bilans ogólny 3-2. Groźny backcourt – Brandon Jennings i Monta Ellis zdobywają 35 punktów na mecz przy 14,2 asystach. Niezłe wygrane nad Bostonem Celtics (prawie udała im się ta sztuka dwukrotnie) czy rywalem z dywizji Cleveland Cavaliers. Pozostaje tylko dylemat czy guardzi zespołu utrzymają dobrą formę przez kolejne spotkania czy znów będziemy świadkami zbyt dużych wychyleń.


20. Oklahoma City Thunder (5-2)

Bilans 5-2 może być nieco mylący. Thunder przegrali bowiem z dwoma najlepszymi zespołami, z którymi grali do tej pory, a wygrane nad Cavaliers, Pistons czy Raptors nie powinny być dla drużyny wyznacznikiem, że „będzie dobrze”. Nie ma Hardena, zrobiła się mała dziurka w planie Oklahomy. Kwestia czasu ? Oby, bo stracić widowisko jakie potrafią dać nam Russell Westbrook czy Kevin Durant byłoby naprawdę szkoda

19. Charlotte Bobcats (2-3)

Wiecie, które miejsce zajmują Bobcats w dywizji? Drugie. Byli nawet przez moment na dodatnim bilansie zwycięstw po wygranej w swoim pierwszym meczu tego sezonu. Kemba Walker robi póki co kapitalną robotę, Ramon Sessions jako backup dodaje swoje trzy grosze i nie będą to już Rysie do bicia. Niestety, jak na razie Charlotte mają najgorszą obronę w lidze tracąc ponad 107 punktów na mecz. Ale za start należą się brawa.

18. Philadelphia 76ers (4-2)

Brak Andrew Bynuma? Nie ma problemu. Spencer Hawes wziął sprawy w swoje ręce od pierwszego meczu i absencja ich all-stara na pozycji centra zdaje się nie być aż tak widoczna. Szkoda póki co dwóch z rzędu porażek z rywalem z dywizji (Knicks). Zaraz nadejdą mecze z Celtics czy Raptors i wygrane postawią ich w dobrej sytuacji na starcie.

17. Brooklyn Nets (3-2)

Brooklyn właśnie skończył katorgi Orlando Magic pokonując ich dwukrotnie, w tym raz pozwalając rzucić 68 punktów. Póki co huraoptymizm kibiców należy studzić bo jedynym poważnym zespołem z jakim grali byli Miami Heat i nie ukrywajmy, zostali w tym meczu rozniesieni przez mistrzów NBA. Pozycja w środku rankingu ponieważ jeszcze ciężko ustalić co wyniknie z gry tej drużyny, ale prognostyki raczej dobre.

16. Dallas Mavericks (4-3)

Grają bez Dirka, ale dodatni bilans jest z pewnością czymś, co może cieszyć kibiców i zespół z Texasu. Potrafili wygrać na dzień dobry z Lakers, wciąż są niepokonani na własnym parkiecie a Darren Collison, o którego grę miałem obawy przed rozpoczęciem sezonu pokazuje, że zupełnie niepotrzebnie. Jednak Nowitzki musi szybko wracać No i podobnie jak kilka przykładów wcześniej, wygrane nad Raptors czy Bobcats nie są wygranymi, do których przykłada się aż tyle uwagi.

15. New Orleans Hornets (3-2)

Mimo absencji Anthony Davisa i Austina Riversa Hornets wciąż zachowują dodatni bilans zwycięstw. Wygrali z takimi drużynami jak Bulls i Jazz, za co należy się spory plusik. Wciąż jednak brakuje w tym zespole kogoś, kto weźmie na siebie ciężar gry w ataku czego wynikiem jest ledwie 88 punktów na mecz.

14. Atlanta Hawks (2-3)

Drużyna – zagadka bez Joe Johnsona. Potrafili wygrać nad Thunder czy Pacers przez co panikować jeszcze kibice tej drużyny nie powinni. Listopad dla Hawks nie jest zbyt wymagający, jednak kilka niewkalkulowanych porażek może utrudnić sprawę dalszej gry dla Atlanty.

13. Boston Celtics (3-3)

Duuuuużo poniżej oczekiwań. Całe szczęście, że potrafili wygrać z Bucks w drugim spotkaniu bo zaczęłoby się robić nieco gorąco. Boston nie prezentuje póki co formy, jaka miała przyjść po dodaniu do rotacji Jasona Terry czy Courtneya Lee, jednak pamiętajmy, że rok temu przed przerwą na ASW Celtics mieli ujemny bilans zwycięstw, a pamiętamy dobrze gdzie zakończyli sezon.

12. Utah Jazz (3-4)

Od nich też można była spodziewać się ciut więcej. Co prawda dostali już do gry Lakers, Spurs, Grizzlies czy Nuggets, z czego wygrali tylko z tymi pierwszymi dlatego poziom paniki nie powinien być jeszcze zbyt wysoki. Tym niemniej słaby start może wywołać troszkę nerwów w obozie Jazz, dlatego teraz muszą nadrobić słabszy start kilkoma dobrymi wygranymi.

11. Los Angeles Lakers (3-4)

O nich to można się rozpisać dość sporo. Mike Brown poleciał, jest inny Mike, oby z lepszymi skutkami. W tym momencie Lakers powinni stać się maszynką do zdobywania punktów po akcjach pick’n'roll, niech tylko wróci Steve Nash. Ale wracając do tego, co było – z takimi gwiazdami, jakie mają na pokładzie Jeziorowcy start 0-3 i wciąż ujemny bilans zwycięstw to w najkrótszym podsumowaniu – wstyd.


10. Phoenix Suns (3-4)

Przyznam się – mimo głosów, według których Suns mogą zająć nawet 15 miejsce na Zachodzie wierzyłem, że ta drużyna będzie w stanie wykombinować coś dobrego. Niestety sezon szybko to zweryfikował i Phoenix faktycznie powinni niedługo zacząć okupować dolne rejony tabeli. Fatalna postawa starterów, ponad 103 punkty tracone na mecz, a w ataku nie widać dobrych przesłanek jak na razie. Każdy gra tam chyba dla siebie. Nie wróży to zbyt dobrze.

9. Indiana Pacers (3-4)

Jako jedna z rewelacji poprzednich rozgrywek Indiana była stawiana w tym sezonie do awansu nawet do półfinałów konferencji. Do tego informacja o kontuzji Danny Grangera dodatkowo podniosła adrenalinę wśród kibiców tego zespołu. Póki co trzy wygrane… nad Wizards, Kings i Raptors (żadna z tych drużyn jeszcze nie była wymieniona w rankingu). Wnioski? Nasuwają się same. Franku Vogelu, zacznij działać.

8. Golden State Warriors (3-4)

Andrew Bogut wciąż męczy się z kontuzjami, więc może i start 3-4 nie powinien być postrzegany jako kompletna katastrofa? Jednak mając w składzie obiecującego Klay Thompsona czy Davida Lee Warriors powinni walczyć z najlepszymi zespołami w lidze. A tak się póki co nie dzieje. Tracą prawie 100 punktów, zdobywają jeszcze mniej. Coś musi drgnąć w tym zespole.

7. Orlando Magic (2-4)

Był moment, w którym pomyślałem, że może coś wyjdzie dobrego z tego zespołu. W końcu mieli start 2-0. Niestety przyszły mecze głównie z Brooklynem i Orlando znów w moich oczach stali się faworytem do jednego z ostatnich miejsc na Wschodzie. Nie ma ataku w Magic, zdobywają ledwie ponad 87 punktów na mecz a w ostatnich trzech spotkaniach nie wyszli z 75 oczek.

6. Portland Trail Blazers (2-4)

Na nieszczęście Portland pierwsze 5 z 6 spotkań grali oni z zespołami z ubiegłorocznych PO. Wypadło to niestety bardzo kiepsko, w tej chwili są na serii trzech kolejnych porażek, a sam Damian Lillard nie pociągnie tej drużyny do nikąd.

5. Cleveland Cavaliers (2-5)

Wchodzimy w domniemaną górę naszego rankingu, chociaż nikt w tym przypadku raczej nikt nie chciałby się tu znaleźć. Cavs zaczęli od bilansu 2-5 i już przegrali dwa istotne spotkania z Bucks i Bulls. Tristan Thompson i Alonzo Gee muszą zacząć produkować z siebie znacznie więcej o pomóc w wygrywaniu Irvingowi czy Waitersowi. Przyszłość niestety nie jest póki co zbytnio świetlana.

4. Toronto Raptors (1-5)

Miało być ładnie, wierzyłem w ten zespół, zacząłem śledzić ich mecze a tutaj żenujące 1-5. Od kiedy nie ma Kyle Lowry‚ego, nie ma też całych Raptors. Toronto przegrali trzy kolejne mecze i są 0-2 w swojej dywizji. Proste podsumowanie – Kyle wróć bo zacznie się tragedia.

3. Sacramento Kings (2-5)

Tutaj nie ma co mówić o małej niespodziance. Od początku sezonu Sacramento są skreślani przez niemalże wszystkich i potwierdzają to swoją słabą grą. Ledwie ponad 90 punktów zdobywanych na mecz, brak błysku wśród teoretycznych gwiazd drużyny i z czym tutaj wychodzić do ludzi? Tyreke Evans jest po najgorszym starcie w karierze zdobywając 11 punktów na mecz. I tak pewnie będzie do końca sezonu.

2. Washington Wizards (0-5)

Wchodzimy w obszar kompletnie zaminowany. Drużyna Wizards bez Johna Walla i Nene nie może odnaleźć swojego rytmu. Zdobywają tylko 88 punktów na mecz a najlepszym punktującym jest rookie Bradley Beal z ledwie 13 oczkami na mecz. Cóż napisać, trzeba czekać na powroty, chyba, że do tego czasu Washington zakopią się zbyt głęboko pod ziemię.

1. Detroit Pistons (0-7)

0-7. Dziękuję, dobranoc. Tak fatalnego startu nie przewidział dla nich nikt. Ba! Pistons mieli namieszać na Wschodzie, a na razie to inni mieszają ich z błotem. I co gorsza nie widać symptomów poprawy ich gry. Z Gregiem Monroe i Andre Drummondem w składzie Pistons powinni być na jednym z pierwszych miejsc w zbiórkach. Są ostatni.

Wojciech Bielewicz @Twitter

 

Komentarze

komentarzy