Suns po ciemnej stronie księżyca

Marcin Gortat /fot. Flickr

Marcin Gortat nie wytrzymał i wylał swoje żale w stronę trenera w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego. Jaki to znalazło oddźwięk w serwisach internetowych i prasie amerykańskiej?

Polak w wywiadzie odniósł się zarówno do słabego startu Phoenix Suns, jak i własnych ambicji sięgających daleko poza rolę, którą otrzymał w obecnym systemie gry Suns. Narzeka na to, że gra nie jest tak płynna jak w poprzednim sezonie, że nie otrzymuje więcej szans do gry w ataku, dostając rzadziej piłkę do rzutu.

To oczywiście nie wszystkie zarzuty, z którymi wyszedł Gortat, ale zdecydowanie najważniejsze. Długo nie trzeba było czekać na odpowiedź. Amerykańskie media szybko przetłumaczyły polski wywiad i informacje o nim zaczęły się pojawiać na najważniejszych serwisach piszacych o NBA. Do wypowiedzi Polaka odniósł się bardzo szybko trener Suns, Alvin Gentry.

„Cieszę się, że Marcin się wypowiedział w ten sposób. Nic się nie zmieni. Wciąż będziemy próbowali dograć mu piłkę tak często jak to będzie możliwe. Ale jest jak jest. Chcielibyśmy dogrywać mu piłki do gry jeden na jednego tyłem do kosza, ale to nie jest jedna z jego najmocniejszych stron.” Tu trzeba przyznać trenerowi rację. Według Synergy Sports, Gortat w tym sezonie tyłem do kosza zdobywał 0.88 punktu na jedną próbę. Trafił 8 z 17 rzutów, co jest wynikiem przeciętnym.

Zapytany o to jakie są mocne strony Polaka, powiedział to, co znajduje odzwierciedlenie w statystykach Synergy Sports: rolowanie do kosza po pick-and-rollach (0.79 na posiadanie), ścięcia pod kosz (1.16 na posiadanie) i zbiórki w ataku (1.25 na posiadanie). Jakby nie patrzeć, wszystkie te elementy nie wymagają od Gortata specjalnych umiejętności gry z piłką, a za to dobrego poruszania się po boisku.

To Gortat pokazywał już w czasach gry dla Orlando Magic, gdy w izolacjach tyłem do kosza nie grał praktycznie nigdy, za to punkty zdobywał albo po dobitkach, albo po pick-and-rollach. Polak nie chciałby jednak powrotu do tamtej roli. Nie ma się co dziwić. Poprzednie rozgrywki dały mu sporego kopa ofensywnego.

Polak najlepiej rozumiał się ze Steve’em Nashem, dzięki któremu został liderem zespołu w punktach. Ten rozdział jednak został już definitywnie zamknięty. Polak w międczyczasie nabrał jeszcze więcej pewności siebie, zdominował eliminacje do Eurobasketu, gdzie nie miał ani jednego godnego siebie przeciwnika i przystępował do nowego sezonu z pozycji najważniejszego w ataku Phoenix. Przynajmniej tak mu się wydawało.

Alvin Gentry zupełnie inaczej to widział. Skoro ma w drużynie takich graczy, jak Michael Beasley i Luis Scola, którzy indywidualnymi umiejętnościami potrafili zdobywać punkty, nie potrzebując do tego pomocy kolegów z własnej drużyny, to trener im zaufał i to oni najczęściej mają piłkę w ofensywie Suns. Poniekąd nie można się temu dziwić, bo w poprzednim sezonie wielokrotnie przy nikłach porażkach Suns jako przyczynę podawano, że w końcówkach nie ma graczy, którzy wezmą na siebie ciężar odpowiedzialności i skutecznie skończą akcję decydującą o wyniku.


Mimo tego początek rozgrywek był dla Polaka imponujący. Spotkanie z Bobcats, w którym zanotował rekord kariery – 7 bloków, a także dołożył 23 punkty okazał się początkiem zjazdu z formą. W kolejnych 6 meczach zdobywał średnio 7.7 punktu, zbierał 8.2 piłki i trafiał z gry fatalnee 39.5% rzutów. Na pewno było to spowodowane po części tym, że w każdym kolejnym meczu coraz rzadziej otrzymywał piłki w ustawionym ataku, koledzy coraz rzadziej mu ufali, a to odbijało się na jego zdobyczach.

Kulminacją jego złej gry było spotkanie z Utah Jazz, w którym zdobył zaledwie 1 punkt, pudłując wszystkie 6 rzutów z gry. Niepowodzenia w kolejnych meczach, do których doszła zwyżkująca forma Jermaine’a O’Neala spowodowały frustrację, której następstwem był wywiad z Przeglądem Sportowym.

Niezależnie już od powodów, taki ruch Marcina może bardzo źle wpłynąć na pozostałych graczy Suns, którzy mogą to odebrać tylko w jeden spobób. Że Polak uważa się za lepszego od nich gracza i na siłę chce przeforsować swoje pomysły. Z drugiej strony, obecny system się nie do końca sprawdził, choć akurat ostatnie mecze Suns mieli naprawdę trudne.

Przegrać na wyjeździe z Utah Jazz i Los Angeles Lakers to nie jest jakaś ujma, podobnie jak przegrane u siebie z Chicago Bulls, a już na pewno z Miami Heat. Terminarz na początku rozgrywek nie rozpieszczał Phoenix i dopiero najbliższe mecze pokażą ich prawdziwą wartość. Nie można przecież ich stawiać na równi z Lakers czy Heat, bo to nie ten poziom umiejętności.

Suns mogą się bić o ósme miejsce w Konferencji i teraz mają przed sobą dwa mecze z drużynami, które powinny być ich bezpośrednimi konkurentami, czyli Blazers i Hornets. To one pokażą, czy Suns są w stanie coś osiągnąć w tym sezonie.

Na pewno Suns nie będą już tym samym zespołem co dotychczas. Chemii na boisku między zawodnikami się nie wyczuwało, a po takim wywiadzie Gortata będzie pod tym względem zapewnie jeszcze gorzej. Zmiany na pewno będą w składzie, bo Alvin Gentry zapowiedział je od razu po meczu z Heat. Pytanie czy dotkną one Polaka?

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy