Power Ranking – Notowanie 1.

Zach Randolph /fot. Flickr

Memphis Grizzlies i New York Knicks są na czele naszego pierwszego notowania Power Ranking. W odwrocie zdecydowanie Pistons i Wizards. A gdzie czają się wasze ulubione drużyny?

1. Memphis Grizzlies (8-1) – osiem wygranych z rzędu i na rozkładzie Miami Heat, Oklahoma City Thunder i New York Knicks. Grają koszykówkę bardzo skuteczną, a do tego miłą dla oka. Wystarczyło, że Rudy Gay i Zach Randolph są zdrowi.

2. New York Knicks (6-1) – najdłużej utrzymywali okrągłe zero po stronie porażek. Strąceni z pierwszego miejsca w bezpośrednim starciu z Grizzlies, kiedy to przegrali także z sędziami i własnymi nerwami.

3. Los Angeles Clippers (7-2) - są w czołówce rankingu, a na dobre nie zaczął grać jeszcze Blake Griffin. Fantastycznie w zespół wkomponował się Jamal Crawford, a swoje też robi bohater dzisiejszego felietonu Eric Bledsoe. Co będzie jak do zdrowia wrócą Chauncey Billups i Grant Hill?

4. San Antonio Spurs (8-2) – Spurs rozpoczęli ten sezon z wysokiego „C”, wygrali pierwsze 4 mecze, w tym rewanż za finał konferencji z Oklahoma City Thunder. Potem jednak przyszły dwie porażki z drużynami z czołówki – Knicks i Clippers. W San Antonio wciąż czekają na powrót do dobrej i ustabilizowanej formy Manu Ginobiliego.

5. Oklahoma City Thunder (7-3) – nie licząc wpadki z Atlanta Hawks, Thunder przegrali tylko z absolutną czołówką. Po stronie zwycięstw nie mają jednak żadnych tuzów. Najwięcej problemów mieli z Chicago Bulls, a poza tym ograli dwukrotnie Pistons i inne drużyny z ogonów tabeli. Na plus na pewno rosnąca forma Kevina Duranta i szybkie wkomponowanie w skład Kevina Martina.

6. Miami Heat (8-3) – Heat nie powalają na razie swoją grą, a ich obrona wciąż świętuje w nocnych klubach. Samym atakiem są w stanie jednak wygrywać kolejne mecze. W starciach z najlepszymi (Knicks, Clippers, Grizzlies) mają trzy porażki. Jedynie zwycięstwo z Nets można zapisać po stronie spektakularnych. Teraz jednak mają czas na regenerację, bo w najbliższych dwóch tygodniach zagrają tylko 4 razy.

7. Milwaukee Bucks (6-2) – przed sezonem wszyscy, w tym także ja zastanawiali się kto szybciej zepsuje tą drużynę, Monta Ellis czy Brandon Jennings. Obaj tymczasem znaleźli wspólny język i prowadzą Kozły od wygranej do wygranej. Scott Skiles nie bał się postawić na rzadziej jak dotąd oglądanych zawodników, jak Larry Sanders. Jedyne co martwi, to postawa Ersana Ilyasovy, który chyba zachorował na to samo, co parę lat temu Hedo Turkoglu, czyli zbyt duży napływ gotówki.

8. Brooklyn Nets (5-2) – obiecujący start sezonu w wykonaniu Nets, chociaż terminarz ewidentnie im sprzyja. Tylko 3 razy mierzyli się z drużynami z dodatnim bilansem i pokonali tylko Boston Celtics, grających wtedy bez Rajona Rondo. Swoją formą imponuje Brook Lopez, a karierę ratuje dosyć skutecznie Andray Blatche.

9. Los Angeles Lakers (4-5) – ranking trochę na wyrost, ale ostatnie mecze są coraz bardziej obiecujące. Za kilka godzin Mike D’Antoni pierwszy raz poprowadzi Lakers i to ma być początek nowej ery. Wrócić ma Showtime, a Lakers znów mają grać najefektowniejszą koszykówkę w lidze.

10. Minnesota Timberwolves (5-4)Rick Adelman jest trenerem idealnym na potrzeby Minnesoty. Lepi z tego co mu pozostało po ataku kontuzji. Bez Love’a, Rubio, Barei, Roya i Pekovicia wciąż utrzymuje się w górnej połówce tabeli, co jest wielkim wynikiem. Co będzie jak wszyscy wrócą do zdrowia?

11. Boston Celtics (6-4)Rajon Rondo jest jednym z kandydatów do zdobycia nagrody MVP, nabija w kolejnych meczach niesamowite liczby asyst, zbliżając się do rekordu Magica Johnsona. Celtics czekają wciąż na powrót Avery’ego Bradleya, dzięki czemu mają wrócić na szczyt wschodu.

12. Chicago Bulls (5-4) – świat bez Derricka Rose’a jest szary, ale nie beznadziejny. Luol Deng i Joakim Noah grają fantastycznie, ale nie są tak wspaniali jak Rose i nie potrafią przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Potrzebują lepszej gry od Carlosa Boozera i Taja Gibsona.

13. Golden State Warriors (5-4)Mark Jackson ma wreszcie w miarę zdrowego Stephena Curry’ego i od razu ma to odzwierciedlenie w wynikach. Coraz lepiej wygląda Harrison Barnes, który podobnie jak rok temu Klay Thompson słusznie dostaje szansę od trenera. Warriors czekają na powrót Andrew Boguta, z którym mogą spokojnie myśleć o grze w play-off.

14. Dallas Mavericks (6-5) – Mavericks mają nowego lidera, O.J. Mayo, który sprawdza się w tej roli dość dobrze. Jednak bez Dirka Nowitzkiego jest to drużyna, która będzie walczyła o ostatnie miejsca premiowane awansem do play-off. Na plus na pewno zaskakuje Darren Collison, a przyjemnie się ogląda Chrisa Kamana, który wraca do dawnej dyspozycji.

15. Charlotte Bobcats (4-4) – po zaledwie 8 meczach sezonu widać, że Bobcats nie będą przypominali zespołu z poprzednich rozgrywek. Mike Dunlap jest odpowiednim człowiekiem do pociągnięcia tej drużyny do góry. Zespół zbudowany jest głównie w oparciu o młodych, zdolnych graczy i uzupełniony trzema niezłymi weteranami (Haywood, Sessions, Gordon). Atmosfera jest dobra, mogą nawet powalczyć o play-off.


16. Philadelphia 76ers (5-4)Doug Collins i władze klubu mają duży ból głowy co zrobić z Andrew Bynumem. Nie dość, że nie gra, to pogarsza stan zdrowia, podczas gry w kręgle. Sixers cierpią bardzo na brak dobrze grających podkoszowych i samym Jrue Holidayem nie zawojują swojej konferencji. Potrzebna też będzie dużo lepsza gra w wykonaniu Dorella Wrighta, Nicka Younga i Evana Turnera. Każdy z nich rzuca poniżej 40% skuteczności z gry.

17. Atlanta Hawks (4-4) – po bardzo dużych przemeblowaniach układanie na nowo Hawks zajmie Larry’emu Drew trochę czasu. Nie do końca sprzyjał im terminarz, bo ostatnie cztery mecze z rzędu grali na wyjazdach. Zaskoczyli pozytywnie z Oklahoma City Thunder, ale widać jeszcze braki w zgraniu tej drużyny. No i Josh Smith mógłby się przyłożyć do wolnych. Na razie trafił 7 z 19 prób – 36.8%.

18. Indiana Pacers (4-6) – kontuzja Danny’ego Grangera, słaba forma Roya Hibberta i Pacers nagle wypadli z pierwszej ósemki wschodu. Mają jeden z najgorszych ataków, który się ciężko ogląda, ale nadrabiają to najlepszą obroną w lidze.

19. Portland Trail Blazers (4-5) – Blazers są drużyną, która ma największą dysproporcję między pierwszą piątką, a ławką rezerwowych. Drugi skład zespołu zdobywa tylko 12.4 punktu na mecz, co jest najgorszym wynikiem w NBA. Jeśli tego nie poprawią, to obecnego poziomu nie przeskoczą.

20. Utah Jazz (5-6) – u siebie nie do pokonania, na wyjeździe nie do oglądania. Jazz u siebie wygrali wszystkie mecze, a na wyjeździe byli lepsi tylko od Raptors i Wizards. W obu meczach się męczyli, szczególnie przeciwko Toronto, do pokonania których potrzebowali aż 3 dogrywek.

21. Houston Rockets (4-5) – największym problemem Houston Rockets jest zależność od Jamesa Hardena. Reszta zawodników sama nie jest w stanie przechylić szali zwycięstwa na korzyść Rakiet. Rockets na pewno nie mają łatwo, bo do nienajlepszej dyspozycji Jeremy’ego Lina dochodzą problemy z Roycem White’em.

22. Denver Nuggets (4-6) – Nuggets grają seriami, trzy porażki, cztery wygrane, trzy porażki. Na kolejną wygraną nie zapowiada się w najbliższym meczu, bo Nuggets jadą do Memphis. George Karl musi jeszcze włożyć sporo pracy, żeby jego drużyna była dużo bardziej stabilna. To jest ich największy problem.

23. Cleveland Cavaliers (2-7) – mimo, że Cavs mają tak słaby bilans, to zdecydowanie stać ich na więcej. Na dzień dobry dostali sześciomeczową serię wyjazdową, podczas której grali z Clippers i Thunder. Widać w ich grze zdecydowaną poprawę w stosunku do ubiegłego sezonu, a Kyrie Irving i Dion Waiters pozwalają myśleć nawet o walce o play-off.

24. New Orleans Hornets (3-5) – wstrząs mózgu Anthony’ego Davisa osłabił w dwóch meczach Hornets i spowolnił ich grę. Teraz, gdy numer 1 draftu wrócił do gry, Szerszenie powinny piąć się w górę. Do poprawy zdecydowanie Austin Rivers, który jest najgorzej trafiającym rzucającym obrońcą ligi – 28.0%.

25. Phoenix Suns (4-7) – Suns wygrali aż 4 mecze. Aż 4, bo grają bardzo dziwną koszykówkę, w której trudno znaleźć pomysł na grę. Chyba, że pomysłem nazwiemy oddanie piłki Michaelowi Beasleyowi i Luisowi Scoli. Alvin Gentry musi wymyśleć jak poprawić grę drużyny. Na razie zapowiedział zmiany w pierwszej piątce.

26. Orlando Magic (3-5) – wymarzony poczatek rozgrywek (2 wygrane), a potem 5 porażek z rzędu. udało im się zwyciężyć dopiero w Detroit, gdy do gry wrócil Jameer Nelson. Ich największym problemem jest atak. Zanotowali serię 3 spotkań, w których nie zdobyli więcej niż 75 punktów.

27. Sacramento Kings (2-7) – Kings nie trafili na koniec tabeli tylko dzięki temu, że są drużyny, które są jeszcze gorsze od nich. Żaden z trzech liderów strzeleckich zespołu nie rzuca nawet 41% z gry. Podstawowy rozgrywający notuje niespełna 2 asysty na mecz, a przy okazji dwóch graczy, którzy mieli stanowić o przyszłości zespołu woli być zawieszonym niż grać.

28. Toronto Raptors (2-7) – ile znaczy dla Raptors Kyle Lowry dowiedzieliśmy się wcześniej niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Bez niego Raptors wygrali tylko 1 mecz z 5 prób. Wyglądają bardzo słabo w ataku i tą wygraną zawdzięczają tylko beznadziejnej postawie Indiana Pacers.

29. Detroit Pistons (1-9) – Lawrence Frank nie powtórzy fatalnego startu, który zanotował w New Jersey Nets (0-16) dzięki niespodziewanej wygranej z Sixers. W ostatnich meczach ich gra zaczyna wyglądać nieco lepiej, ale to wciąż za mało. Na pocieszenie dla nich Rodney Stuckey zaczął trafiać częściej niż co czwarty rzut.

30. Washington Wizards (0-8) – drugi rok z rzędu Wizards rozpoczęli rozgrywki od 8 porażek i na tym może się nie skończyć. Póki do gry nie wrócą John Wall i Nene Hilario, Wizards nie będą w stanie nawiązać prawie z nikim walki. Mają tylko dwóch graczy, którzy rzucają powyżej 10 punktów i tylko jednego, który trafia powyżej 50% z gry.

Komentarze

komentarzy