Podsumowanie 2010-11: Washington Wizards

Dzisiaj przenosimy się do stolicy USA, żeby podsumować ostatni sezon w wykonaniu Washington Wizards, którzy zaczęli gruntowną przebudowę.

Bilans w sezonie 2010-11: 23-59 (gorzej o 3 wygrane niż rok wcześniej)

 

Trener: Flip Saunders 49-115 w dwa sezony

Flip Saunders po grubych latach spędzonych w Minnesota Timberwolves i Detroit Pistons poznaje smak regularnych porażek już w sezonie zasadniczym z drużyną Wizards. Przez dwa sezony spędzone tutaj wygrał mniej spotkań niż w 7 innych sezonach w karierze. Jest to dla niego na pewno lekcja pokory, ale kolejny raz dostaje pod swoją opiekę młodego gwiazdora. W barwach Wolves był nim Kevin Garnett, do którego po roku dołączył Stephon Marbury. Teraz jest odpowiedzialny za rozwój Johna Walla, który ma stanowić przyszłość drużyny. Saunders został obdarzony dużym kredytem zaufania, bowiem jego umowa obowiązuje jeszcze przez 2 lata. Jednak w najbliższym sezonie konieczny jest zdecydowany postęp w liczbie zwycięstw, żeby mógł spokojnie myśleć o wypełnieniu swojej umowy.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Nick Young – 17.4, Andray Blatche – 16.8

Zbiórki: Andray Blatche – 8.2, JaVale McGee – 8.0

Asysty: John Wall – 8.3, Jordan Crawford – 3.9

Przechwyty: John Wall – 1.8

Bloki: JaVale McGee – 2.4

 

MVP: John Wall

John Wall w swoim debiutanckim sezonie musiał unieść nie lada ciężar, bo nie dość, że został pierwszym rozgrywającym i jednocześnie reżyserem gry w Wizards, to zajął miejsce w pierwszym składzie koszykarza, który dotychczas stanowił o sile tej drużyny – Gilberta Arenasa. Wall od pierwszego dnia pokazał się z dobrej strony i mimo zadyszki w pewnym momencie sezonu pokonał kontuzje i wszedł na bardzo wysoki poziom gry. Regularnie zaczął zgarniać tytuł dla najlepszego debiutanta konferencji wschodniej i co ważniejsze dowodził Wizardsami. Zajął siódme miejsce wśród najlepiej podających w lidze i potrafił uruchomić wielu graczy w ofensywie. Co najważniejsze z każdym rokiem powinien stawać się coraz lepszym graczem. Poniżej kilka jego akcji z tego sezonu.

 

MIP: JaVale McGee

McGee w tym sezonie bardzo szerokiej publiczności pokazał się dwukrotnie. Najpierw w trakcie weekendu gwiazd, kiedy to rywalizował z Blake’iem Griffinem o miano najlepiej dunkującego gracza ligi, a drugi raz gdy najpierw pobił rekord życiowy w blokach w jednym meczu (12), co było bardzo imponujące, po czym stał się pośmiewiskiem na kilka dni ligi po tym jak na siłę walczył o triple-double w tym spotkaniu, które w końcu udało mu się uzbierać dzięki ledwo wciśniętym punktom. Poza tym wielokrotnie był widziany w top 10 akcjach tego sezonu za efektowne wsady i bloki. Co jednak ważniejsze z punktu widzenia Wizards to jego stały rozwój. Z roku na rok dostaje więcej minut na boisku i stara się z nich coraz bardziej korzystać. Jeśli do swoich ewidentnie świetnych warunków fizycznych doda kilka manewrów podkoszowych typowych dla centra, to będzie z niego duży pożytek.

 

Rozczarowanie: Rashard Lewis

Największym rozczarowaniem ostatniego sezonu wśród graczy Wizards był zdecydowanie Lewis. Słaby sezon miał już grając dla Magic, ale po przyjściu do Wizards, gdzie drużyna nie posiadała zbyt wielu klasowych graczy, nie potrafił znaleźć dla siebie odpowiedniej liczby minut gry, a gdy wychodził na parkiet to niczym specjalnym nie imponował. Grał zdecydowanie poniżej swoich możliwości, a przecież inkasował w tym czasie duże pieniądze, bo za ostatni sezon zarobił 19.5 miliona dolarów. I to za średnią 11.7 punktu na mecz. Gracz tej klasy, który jeszcze rok wcześniej potrafił pociągnąć mocno w górę drużynę z czuba tabeli jaką byli Orlando, nagle nie potrafił odnaleźć się w drużynie, której powinien być liderem. To on swoim doświadczeniem powinien pokazać nowym kolegom z drużyny drogę, którą muszą podążać do celu. Z drugiej strony patrząc nie ma się co dziwić spadkowi formy, skoro z drużyny, która bije się o czołowe lokaty jest się oddanym do takiej, która zajmuje bardzo niskie miejsca. To może go trochę tłumaczyć.

 

Najważniejszy moment w sezonie: Draft 2010 roku

Zdecydowanie najważniejszym momentem ubiegłego sezonu był draft go poprzedzający, a nawet jeszcze wcześniejsza loteria, która zagwarantowała Wizards miejsce numer 1 i prawo do wyboru Johna Walla. Od tego momentu wiadomo było, że wiele rzeczy w drużynie się zmieni. Nie trzeba było długo czekać, aż oddany zostanie Arenas, gdyż w drużynie był juz jego następca i to następca dużo pewniejszy, który może zapewnić większą stabilizację na lata.

 

Sytuacja kadrowa:

Najważniejsi gracze drużyny z nią zostają na kolejny sezon. Z tych, którzy mogliby dodatkowo liczyć się w składzie brakuje Josha Howarda, któremu skończył się kontrakt. Odkąd przyszedł do Wizards ma wielkiego pecha, bo w półtora sezonu rozegrał zaledwie 22 mecze w ich barwach. A gdyby był zdrowy, to mógłby spokojnie grać w pierwszym składzie, w końcu był jednym z lepszych i ważniejszych graczy Mavericks przed przyjściem do Waszyngtonu. Na pewno niekorzystna będzie umowa Lewisa, które będzie wisiała w wydatkach drużyny do końca sezonu 2012-13 i zagwarantuje mu w obu najbliższych latach zarobki powyżej 20 milionów.

 

Widoki na przyszłość:

Przede wszystkim John Wall, ale także wybory w tegorocznym drafcie. Jan Vesely zdecydowanie będzie pasował do szybkiego stylu gry, jaki preferuje drużyna ze stolicy USA. Świetnie będzie się rozumiał z Wallem i będzie kończył jego podania nad kosz wsadami. Chris Singleton z kolei pomoże w walce podkoszowej, przede wszystkim po tej bronionej stronie parkietu, co zdecydowanie przyda się tej drużynie. Wizards są kolejną młodą ekipą, która będzie się starała wybić do przodu i podobnie jak poprzednie nie jest bez szans.

Komentarze

komentarzy