Podsumowanie 2010-11: Utah Jazz

W kolejnym dniu podsumowania ostatniego sezonu przyszła pora na Utah Jazz, drużynę która przeszła istne trzęsienie ziemi w trakcie ostatniego sezonu. Bilans w sezonie 2010-11: 39-43 (o 14 wygranych mniej niż rok wcześniej)

Trener: Tyrone Corbin 8-20 w niecałe pół sezonu Tyrone’a Corbina spotkało w ostatnim sezonie to nieszczęście, że wszedł w buty jednego z najlepszych trenerów w historii ligi – Jerry Sloana. Jerry był głównym trenerem nieprzerwanie od 1988 roku i brak jego osoby na ławce trenerskiej dla wielu kibiców Jazz i całej NBA jest nie do pomyślenia. Ja oglądam tą ligę blisko 20 lat i nie było sytuacji (poza pojedynczymi wyjątkami spowodowanymi problemami zdrowotnymi), żeby ktoś inny zasiadał na ławce. Do genezy odejście Sloana wrócę później, a teraz wróćmy do obecnego szkoleniowca Jazz.

Corbin dostał zadanie bardzo trudne, nie dość, że musi zmierzyć się z legendą, to na dzień dobry jego skład został przemeblowany. Odeszła największa gwiazda zespołu – Deron Williams, a w jego miejsce pojawili się nowi, perspektywiczni gracze. Dopiero teraz będzie można go ocenić, bo dostanie na przyszły rok czystą kartkę do zapisania swoimi osiągnięciami lub porażkami.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Al Jefferson – 18.6, Paul Millsap – 17.3

Zbiórki: Al Jefferson – 9.7, Paul Millsap – 7.6

Asysty: Devin Harris – 5.4, Earl Watson – 3.5

Przechwyty: Paul Millsap - 1.4

Bloki: Al Jefferson – 1.9

 

MVP: Al Jefferson

Najbardziej wartościowym graczem drużyny po odejśćiu Williamsa został Al Jefferson, który jest liderem drużyny w trzech kategoriach statystycznych. Dodatkowo w końcówce sezonu wniósł się na wyżyny swoich umiejętności, podnosząc swoje średnie do 23.8 punktu, 10.9 zbiórek i 1.9 bloku na mecz w lutym i marcu. Niestety nie szło to w parze ze zwycięstwami drużyny, ale pokazało że Jefferson przez długi okres czasu potrafi być dostarczycielem regularnej ilości punktów i być stabilną siłą w ofensywie.

Z drugiej jednak strony jego dotychczasowa kariera, w trakcie której był liderem Wolves, ale nie prowadził ich do zwycięstw może nasuwać myśli, że nawet gdyby grał jeszcze lepiej, to na nic się to nie zda. Bycia liderem musi się nauczyć, bardzo ważnym będzie czy trener Corbin w nowym sezonie dalej go będzie widział jako go-to-guy. Pod koszem będzie teraz tłok w Jazz. Do grania jest czterech zawodników i nie będzie łatwo pomieścić minuty dla nich wszystkich. Także kto wie, czy Jefferson nie zacznie przyszłych rozgrywek gdzieś poza Salt Lake City.

 

MIP: Paul Millsap

Obecny sezon miał być dla Millsapa wyzwaniem i jednocześnie określeniem czy będzie w stanie grać w dobrej drużynie w pierwszej piątce i regularnie dostarczać duże zdobycze. Stało się tak z powodu odejścia z klubu Carlosa Boozera do Chicago, co zwiększyło liczbę minut Millsapa na parkiecie z 27.8 do 34.3. Za tym poszedł też zdecydowany wzrost w liczbie zdobywanych punktów – z 11.6 na 17.3. Jednak o jego progresie mogą świadczyć pojedyncze świetne spotkania, jak spotkania z Houston, Oklahoma czy New Orleans, w których rzucał po 35, 34 i 33 punkty, dołączając do tego ponad 10 zbiórek. W całym sezonie uzbierał łącznie 6 gier, w których zdobywał po minimum 30 oczek.

Największy wybuch talentu miał jednak miejsce 9 listopada w Miami, podczas meczu z Heat. Jego linijka za tamten mecz to 46 punktów, 19/28 z gry, 3/3 za trzy, 5/7 z wolnych, 9 zbiórek, 1 asysta, 1 przechwyt, 1 blok i jeden filmik na youtube:

 

Rozczarowanie: Deron Williams

Deron Williams jeszcze będąc w Utah, przed oddaniem do New Jersey zapowiadał, że nie zostanie na kolejne lata w Utah i po zakończeniu kontraktu odejdzie z drużyny. Dodatkowo od początku sezonu był w konflikcie z trenerem Sloanem i został głównym powodem, przez który Sloan odszedł z Jazz. To sporo jak na zawodnika, który ma decydować o przyszłości drużyny i wokół którego ta drużyna była budowana.

Williams przez wszystkie swoje dotychczasowe lata w NBA grał właśnie w Utah pod wodzą Sloana, który był głównym sprawcą jego rozwoju i dostania się na sam szczyt rankingu rozgrywających w lidze. Można się zgadzać lub nie z faktem, że sposób grania proponowany przez tego trenera był momentami archaiczny i nie przypominał współczesnej koszykówki, ale był nadal to skuteczny sposób, tego nie można odmówić.

Williams jest dla mnie rozczarowaniem sezonu w Jazz, bo zniszczył to, co było budowane latami i przez niego jedna z najpiękniejszych karier trenerskich (mogę do niej porównać tylko Alexa Fergusona z Man United) zakończyła się przedwcześnie i nie w taki sposób, w jaki powinna.

 

Najważniejszy moment: Odejście Jerry Sloana

To była najważniejsza chwila w Utah od czasu odejśćia z drużyny Karla Malone’a i Johna Stocktona. Sloan i Utah Jazz to było jedno. Myślało się lub mówiło o jednym, od razu kojarzyło się drugie. 23 lata pracy, ogromna liczba zwycięstw, dwa awansy do wielkiego finału NBA i wielu zawodników, którzy rozwinęli się pod skrzydłami tego trenera, a w innych drużynach nie potrafili się przebić.

Dla mnie Sloan jest trenerem z innej bajki, on nie podążał za wszystkimi trendami obecnej koszykówki, tylko szukał swoich rozwiązań. Jak zwykle stawiał na zespołową koszykówkę i możecie lubić lub nie Utah Jazz, możecie psioczyć na ich styl gry, że jest nudny, że jest mało widowiskowy, ale z czysto koszykarskiego i takiego trochę romantycznego spojrzenia ich gra była naprawdę piękna.

Tam nie było fajerwerków, tylko była ciężka praca, tam nie było gwiazd, tylko był kolektyw, wreszcie tam nie było nigdy obrażania się, tylko wspólne dążenie do celu. To wszystko było zasługą Sloana i doboru odpowiednich zawodników do jego taktyki. Teraz Jazz muszą na nowo się określić. Zobaczymy jak im to wyjdzie.

 

Sytuacja kadrowa:

Utah Jazz w trakcie ostatniego sezonu i podczas loterii draftu mocno postawili na wysokich. W tej chwili w składzie jest aż 5 graczy, którzy mogą grać na pozycjach 4-5. Są to Al Jefferson, Paul Millsap, Mehmet Okur, Derrick Favors i Enes Kanter. I od razu nasuwa się pytanie, jak przy takich zawodnikach z któregoś z nich zrezygnować. W końcu pierwsi dwaj są liderami drużyny z ostatniego sezonu, Okur jest byłym graczem All-Star, ale ostatnio wiecznie kontuzjowanym, a Favors i Kanter to wybory numer 3 ostatnich dwóch draftów. Tłok pod koszem jest i nie widzę innej możliwości jak oddanie przynajmniej jednego z tych graczy w zamian za kogoś na pozycje 2-3.

Tam bowiem jest największa dziura w drużynie Jazz. Na pozycji numer 3 będzie ona dodatkowo powiększona faktem, że kontrakt z drużyną skończył się Andrei Kirilenko i jego powrót do drużyny jest wątpliwy. Bardzo potrzebne będzie wzmocnienie drużyny na obwodzie, jeśli Jazz chcą poważnie myśleć o zawalczeniu o playoffs.

 

Widoki na przyszłość:

Tak jak napisałem w akapicie powyżej Jazz muszą jeszcze pomyśleć nad przebudową składu na obwodzie. Mają co prawda swoją mini wersję Manu Ginobiliego w osobie Gordona Haywarda, ale nie wiadomo czy da on radę przebić się tak jak Argentyńczyk i zostać gwiazdą tego formatu. O sytuację podkoszową można być spokojnym, ale na obwodzie na obecną chwilę jest dziura.

Problemem na pewno będzie brak możliwości manewru na rynku wolnych agentów, gdyż już na obecną chwilę Jazz mają na kontraktach ponad 55 milionów dolarów. Także jeśli chcą się wzmocnić, będą musieli oddać któregoś ze swoich wysokich.

 

Top 10 akcji ostatniego sezonu:

Komentarze

komentarzy