Podsumowanie 2010-11: Toronto Raptors

Trzeci dzień podsumowania to trzecia najgorsza drużyna ostatniego sezonu. Przyszła więc pora na jedyną drużynę spoza USA – Toronto Raptors.

Bilans w sezonie 2010-11: 22-60 (o 18 wygranych mniej niż rok wcześniej)

 

Trener: Jay Triano 87-142 w dwa i pół sezonu

Jay Triano radził sobie z drużyną z Toronto w kratkę przez cały czas pracy z drużyną. To najkrótsze możliwe podsumowanie tego, co zrobił z tą drużyną. Jak był w niej jeszcze Chris Bosh, to nieźle funkcjonowała, ocierając się o rozgrywki playoffs w sezonie 2009-10. W ostatnim jednak sezonie po odejściu najlepszego zawodnika nie potrafił z posiadanych zawodników wykrzesać nic więcej jak tylko 22 wygrane, a co gorsza nie wykrzesał z nich w ogóle ciekawej gry. Koszykówka w wykonaniu Raptors była momentami bardzo radosna i w ataku nie wyglądało to najgorzej, o ile rzuty im wpadały do kosza. Obrona to był koszmar, co pokazuje ranking Defensive Rating, w którym Raptors zajęli ostatnie miejsce. Z Jayem Triano już się pożegnano i znaleziono jego następcę, ale o nim w dalszej części tekstu.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Andrea Bargnani – 21.4, DeMar DeRozan – 17.2

Zbiórki: Reggie Evans – 11.5, Ed Davis – 7.1

Asysty: Jose Calderon – 8.9, Jerryd Bayless – 4.0

Przechwyty: Jose Calderon – 1.2

Bloki: Amir Johnson – 1.2

 

MVP: Andrea Bargnani

Bargnani był w ostatnim sezonie najlepszym graczem Toronto Raptors, co pokazały chociażby statystyki strzeleckie. Potrafił parokrotnie wzbić się na swój najwyższy poziom i prowadzić drużynę do zwycięstwa. O tym jak ważnym był dla drużyny niech świadczy fakt, że w trakcie jego nieobecności z powodu kontuzji drużyna wygrała zaledwie 3 z 16 spotkań (18.8%), dla porównania razem z nim w składzie ten bilans był dużo lepszy 19-47 (28.8%). Oba te wyniki zdecydowanie nie powalają na kolana, ale pokazują, że bez Włocha Raptors są drużyną jeszcze gorszą. Bargnani ustanowił indywidualne rekordy w średniej punktów (21.4), asyst (1.8) i minut (35.7).

 

MIP: DeMar DeRozan

Graczem, który uczynił największy postęp w tym sezonie był zdecydowanie DeRozan. Podwoił swoje zdobycze punktowe z 8.6 na 17.2 (w przeliczeniu na 36 minut gry z 14.3 na 17.8), a w pozostałych kategoriach też się zdecydowanie poprawił. Stał się drugim strzelcem zespołu nie grożąc w ogóle rzutem z dystansu, bo w całym sezonie trafił zaledwie 5 z 52 rzutów za trzy (9.6%). Od razu widać, gdzie ma największe pole do rozwoju, żeby stanowić jeszcze poważniejsze zagrożenie dla rywali. W tej chwili najciężej jest go zatrzymać w powietrzu, gdzie regularnie kończy swoje akcje widowiskowymi wsadami. Jak do tego doda zagrożenie rzutem z obwodu, to może stać się w przyszłym sezonie pierwszą opcją w ataku Raptors.

 

Rozczarowanie: Andrea Bargnani

Bargnani był najbardziej wartościowym zawodnikiem drużyny, ale jednocześnie był jej największym rozczarowaniem. Jako lider drużyny powinien mocno angażować się w grę po obu stronach parkietu, tymczasem mając 214 cm wzrostu jest jednym z najgorzej zbierających zawodników o tym wzroście w lidze. W ostatnim sezonie zanotował najgorsze w karierze statystyki w zbiórkach w przeliczeniu na minuty i w procentowym udziale w zbiórkach. Podobnie ma się sytuacja w blokach, w których w sezonie 2009-10 miał średnią 1.4 na mecz. Przez to pokazał jak bardzo jednostronnym jest zawodnikiem. Przy porównaniach do Dirka Nowitzkiego różnicę widać przede wszystkim właśnie w zbiórkach, w których Dirk regularnie plasował się na początku kariery wysoko w NBA z liczbą w okolicach 10 zbiórek na mecz. Jeśli Bargnani chce być uznawany za jednego z najlepszych graczy w lidze musi zdecydowanie lepiej przygotować się do walki podkoszowej. Bez tego w drużynie z dużymi aspiracjami będzie mógł być tylko trzecią opcją strzelecką, a nie graczem pierwszoplanowym.

 

Najważniejszy moment w sezonie: Zatrudnienie Dwane’a Casey jako głównego coacha

Zmiana na stanowisku głównego szkoleniowca określiła kierunek, w którym będzie podążać drużyna w najbliższym sezonie. Casey był autorem defensywy Mavericks, która pozwoliła im zdobyć tytuł mistrzowski. To on umieścił w jej centrum Tysona Chandlera i teraz w drafcie wybrano mu zawodnika, którzy może pełnić identyczną rolę w Toronto. Jest nim Litwin Jonas Valanciunas, który może stać się przepustką Raptors do lepszego świata. Może stać się klasowym środkowym w lidze, który będzie co mecz dostarczał double-double, a pod ręką Caseya na pewno się rozwinie. Podobnie może stać się z pozostałymi graczami. Pytanie tylko czy w drużynie mocno europejskiej trener stawiający na obronę da radę przekonać swoich graczy do tak ciężkiej pracy po tej stronie parkietu zaledwie w rok po tym jak grali bardzo radosną koszykówkę, w której nie myśleli o defensywie. Na korzyść może przemawiać fakt, że zawodnicy europejscy liznęli obrony strefowej grając jeszcze na Starym Kontynencie, a w niej przecież lubuje się Casey.

 

Sytuacja kadrowa: Trzon drużyny powinien zostać ten sam, co w ostatnim sezonie, czyli Bargnani, DeRozan, Leandro BarbosaLinas Kleiza, Davis i młody Valanciunas. Jest to młody i bardzo perspektywiczny skład. W obecnej chwili Raptors mają na najbliższy rok w kontraktach blisko 47 milionów dolarów, co przy ewentualnym niskim progu salary cap może im nie pozwolić na znalezienie kolejnych wzmocnień. Decydująca będzie tu osoba nowego generalnego managera, który będzie szukał kolejnych wzmocnień.

 

Widoki na przyszłość: Trzecie podsumowanie i trzeci debiutant z tegorocznego draftu jako gracz, który może zadecydować o przyszłości zespołu. Przede wszystkim jak już wcześniej napisałem wokół niego może być skoncentrowana obrona zaordynowana przez Dwane’a Casey. Dodatkowo potrafi on zdobywać punkty, co udowodnił na tegorocznych mistrzostwach świata U19, w których uzyskiwał średnie na poziomie 23 punktów, 13.9 zbiórki i 3.2 bloku w każdym spotkaniu. Myślę, że to wystarczające powody, żeby mówić, że mamy do czynienia z niesamowitym talentem. Dodatkowo w klubie jest Linas Kleiza, który pomoże mu się szybko zaaklimatyzować w drużynie.

Komentarze

komentarzy