Podsumowanie 2010-11: Sacramento Kings

Drużyna, którą dziś się zajmiemy to Sacramento Kings, którzy mają za sobą kolejny sezon pełen rozczarowań. Team, który w Polsce ma wielu fanów znów zajął miejsce w końcówce tabeli NBA i nawet nie powąchał możliwości zagrania w playoffs kolejny rok z rzędu.

Bilans w sezonie 2010-11: 24-58 (gorzej o 1 wygraną niż rok wcześniej)

 

Trener: Paul Westphal 49-115 w dwa sezony

Zadanie, jakie zostało postawione przed trenerem Westphalem w momencie gdy przychodził do Sacramento było jasne. Wygrać jak najwięcej spotkań i pozwolić rozwinąć się młodym graczom, których nie brakuje w kadrze drużyny. O ile pierwszy warunek nie został spełniony do końca, to drugi już jak najbardziej. Pod ręką Westphala rozkwitł talent Tyreke’a Evansa, DeMarcusa Cousinsa, czy też Marcusa Thorntona. Drużynie zabrakło jednak stabilności i mądrości szczególnie w końcówkach spotkań, bo wielokrotnie Królowie przegrywali mecze niewielką różnicą punktów. To pokazuje przede wszystkim brak zawodników doświadczonych, którzy potrafiliby spokojnie rozegrać akcje w crunch time dające punkty. Parokrotnie oczywiście udało im się zacięte mecze rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale było ich zdecydowanie za mało.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Marcus Thornton – 21.3, Tyreke Evans – 17.8

Zbiórki: DeMarcus Cousins – 8.6, Samuel Dalembert – 8.2

Asysty: Tyreke Evans – 5.6, Beno Udrih – 4.9

Przechwyty: Marcus Thornton – 1.7

Bloki: Samuel Dalembert – 1.5

 

MVP: Tyreke Evans

Mimo bardzo dobrych statystyk, jakie osiągnął w sezonie 2010-11 Tyreke Evans, może on uznać ten rok za stracony, głównie z powodu kontuzji. To one zabrały mu aż 25 spotkań, a w wielu poprzedzających tą przerwę znacznie ograniczyły jego potencjał i możliwości. Ale nawet przy tym był on najważniejszym graczem Kings, po tym jak rok wcześniej został wybrany najlepszym debiutantem w swoim roczniku. Bez niego w składzie drużyna z tych 25 meczów wygrała tylko 6.

Dotychczas był typowym combo guardem, który jednocześnie odpowiada za zdobywanie punktów i rozgrywanie. W trakcie sezonu przybył jednak do drużyny Marcus Thornton, który zdecydowanie go odciążył w punktowaniu. Coraz szerszy skład, szczególnie wśród graczy obwodowych spowoduje większą konkurencję i postęp, którego wszyscy w Sacramento potrzebują.

 

MIP: Marcus Thornton

Thornton już w zeszłym sezonie, jego debiutanckim w barwach Hornets pokazał próbkę swoich możliwości. Przy dużej liczbie kontuzji w drugiej połowie sezonu wskoczył do rotacji i rzucał średnio 19.8 punktu na mecz grając w pierwszej piątce. Nowy sezon przyniósł jednak obniżkę jego minut gry i dopiero wymiana z Kings okazała się dla niego swego rodzaju wybawieniem. W nowej drużynie od razu dostał do dyspozycji dużą liczbę minut, także z powodu kontuzji Evansa, i wyorzystał tą okazję w 100%. Stał się najlepszym strzelcem, rzucając średnio ponad 21 punktów na mecz. Co jednak ważniejsze, stał się pierwszą opcją w ataku nawet po powrocie do zdrowia najważniejszego gracza drużyny. W nowym sezonie będzie jednak musiał się mocno namęczyć, żeby utrzymać swoją pozycję, bo do kadry dołączył John Salmons, który też będzie walczył o swoje minuty na parkiecie.

 

Rozczarowanie: Władze miasta

Największe rozczarowanie jak dla mnie to zdecydowanie niezbyt udana walka władz miasta, na czele których stoi były gracz NBA Kevin Johnson, o utrzymanie drużyny w stolicy Kalifornii. O ile udało się przedłużyć pobyt w Sacramento jeszcze o rok, to jeśli nie zostaną przedstawione gwarancje i nie zostanie rozpoczęta budowa hali z prawdziwego zdarzenia, to drużyna może szybko zmienić miejsce swojego pobytu na Anaheim. Wielokrotnie z resztą o tym pisaliśmy. Dla kibiców Kings, którzy nie są może aż tak oddani klubowi jak ci z Seattle, będzie to na pewno ogromna strata. Co prawda w ostatnim sezonie mieli oni przedostatnią widownię w całej lidze, ale zawsze przenosiny z miejsca na miejsce wiążą się z emocjami zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Nie zawsze też historia jest tak piękna, jak w przypadku obecnych Thunder, a byłych Sonics. Oklahoma City jako miasto wywiązało się idealnie ze swojej roli, a kibice tworzą tam niesamowitą atmosferę. Pytanie tylko czy to samo ewentualnie powstanie w Anaheim tuż pod Los Angeles, gdzie już są dwie drużyny o większym potencjale kibicowskim?

 

Najważniejszy moment sezonu: Dzień draftu 2011

Wybrałem dzień draftu za najważnieszy przede wszystkim ze względu na wymianę, jaka została dokonana z udziałem Kings i dwóch innych drużyn. Ona może już w najbliższym sezonie mieć bardzo duży wpływ na wyniki drużyny. W jej ramach drużynę opuścili Beno Udrih i wybrany w drafcie Bismack Biyombo, który mógłby być naturalnym następcą Dalemberta, który jako wolny agent zapewnie opuści drużynę. Do drużyny doszli w ramach tego dealu debiutant Jimmer FredetteJohn Salmons, czyli gracze na pozycje 2 i 3. Salmons to zawodnik, który w ostatnich dwóch sezonach pokazał, że potrafi rzucać decydujące punkty w zaciętych końcówkach spotkań, a Kings zaliczyli 19 porażek w ostatnim sezonie różnicą 5 i mniej punktów. Dodatkowo Fredette jest uważany za jednego z najlepszych strzelców jacy pojawili się w drafcie od czasów J.J. Redicka i może pełnić w Kings taką rolę, jak Redick w Magic.

 

Sytuacja kadrowa:

Na najbliższy sezon pierwsza piątka Kings jest już zakontraktowana. Stworzą ją zapewnie Evans, Thornton, Salmons, J.J. Hickson i Cousins. Jest to bardzo ciekawa piątka, a z ławki rezerwowych będą się pojawiali tacy gracze jak Jason Thompson, Francisco Garcia, czy Donte Greene. Drużynę uzupełniają jeszcze wybrani w drafcie rozgrywający Isaiah Thomas i skrzydłowy Tyler Honeycutt. Ważne będzie jeszcze czy Kings włączą się w walkę o Dalemberta, który jest wolnym agentem i powinien trafić do drużyny, która walczy o tytuł mistrzowski. Wtedy więcej minut zapewne dostanie ubiegłoroczny debiutant Hassan Whiteside, który póki co pokazał się jako dobrze blokujący rzuty w NBDL.

 

Widoki na przyszłość: DeMarcus Cousins

Kluczem na przyszłość tej drużyny będzie Cousins, przede wszystkim w perspektywie straty Dalemberta. Tegoroczne playoffs pokazały ile może w drużynie zmienić obecność świetnego podkoszowego na przykładzie Dallas Mavericks. DeMarcus już teraz uznawany za enfant terrible Kings będzie kluczem do postępu, który jest mocno oczekiwany w tej drużynie. Na obwodzie drużyna wygląda bardzo optymistycznie. Pod koszem poza nim jest tylko Hickson i Thompson. Także patrząc w przyszłość kibice będą spoglądali w stronę strefy podkoszowej. Cousins już w tym roku parę razy pokazał na co go stać. Przekonał się o tym chociażby Marcin Gortat, przeciwko któremu środkowy Kings rozegrał świetne spotkanie, rzucając Polakowi 28 punktów. Dodatkowo jest bardzo zaciętym zawodnikiem z charakterem, któremu bardzo zależy na każdym zwycięstwie. Dzięki tej cesze może samemu wyciągnąć tą drużynę z dołka, w jakim znajduje się od paru lat.

Komentarze

komentarzy