Podsumowanie 2010-11: Phoenix Suns

Dzisiaj pora na polską drużynę w NBA, czyli na Phoenix Suns. Od połowy ostatniego sezonu ta drużyna stała się jeszcze bardziej popularna w naszym kraju po transferze z udziałem Marcina Gortata.

Bilans w sezonie 2010-11: 40-42 (o 14 wygranych mniej niż rok wcześniej)

 

Trener: Alvin Gentry 112-83 przez dwa i pół sezonu

Alvin Gentry od momentu przejęcia drużyny w drugiej połowie sezonu 2008-09 przywrócił tej drużynie blask. Oczywiście jest to blask niepełny, gdyż tylko w swoim drugim roku pracy udało mu się doprowadzić drużynę do playoffs, a w pozostałych dwóch kończył rozgrywki na regular season. Miał jednak w obu tych sezonach utrudnione zadanie.

Zarówno w pierwszym, jak i ostatnim miał drużynę w trakcie budowy. Najpierw miała to być drużyna z wielkim człowiekiem w środku, jakim był Shaquille O’Neal. Pomysł z jego osobą jednak nie wypalił i Suns musieli obejść się smakiem. W ostatnim w drużynie zaszło sporo zmian, pożegnano się z kilkoma graczami, największa gwiazda drużyny - Amare Stoudemire opuścił Phoenix i dziury po nim nie udało się załatać.

Ekperyment z Hedo Turkoglu delikatnie mówiąc nie wypalił i drużynę trzeba było ponownie zmieniać. Udało się w wymianie z Orlando Magic pozyskać Marcina Gortata i dwóch doświadczonych strzelców – Mickaela Pietrusa i Vince’a Cartera. Razem z tą trójką Gentry’emu udało się się zbudować ciekawą drużyną z perspektywą na przyszłość.

Gentry na pewno jest dobrym trenerem, na którego nie narzekają zawodnicy i mają z nim bardzo dobry kontakt. Dodatkowo potrafi on ciekawie ustawiać zespół, czego dowodem były finały konferencji 2010 roku, kiedy to mocno napędził stracha LA Lakers. Przy stanie 2-2 w piątym meczu tamtej serii dopiero rzut równo z końcową syreną Rona Artesta dał Lakersom wygraną.

Takim papierkiem lakmusowym dla niego będzie sezon bez roszad w składzie. Jeśli tak będzie w najbliższym roku, to dowiemy się ile naprawdę jest wart.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Steve Nash – 14.7, Vince Carter – 13.5

Zbiórki: Marcin Gortat – 9.3, Channing Frye – 6.7

Asysty: Steve Nash – 11.4, Aaron Brooks – 4.2

Przechwyty: Jared Dudley – 1.1

Bloki: Marcin Gortat – 1.3

 

MVP: Steve Nash

Zdecydowanie najbardziej wartościowym graczem w drużynie Suns jest ciągle Steve Nash. I ta sytuacja się nie powinna zmienić w najbliższych rozgrywkach. Nash dalej będzie rozdzielał piłki na prawo i lewo, jedyne co się zmieni, to prawdopodobnie jeszcze bardziej zmaleje liczba minut spędzanych przez niego na boisku.

Nash po raz kolejny w ostatnim sezonie został najlepiej podającym ligi ze średnią 11.4 asysty na mecz. To on ciągle prezentował poziom All-Star i to on pozwolił wielu graczom ciągle osiągać świetne wyniki ofensywne. Najbardziej na tym skorzystał Marcin Gortat, ale o tym poniżej.

Nash w najbliższym sezonie może być jeszcze bardziej efektywny w przeliczeniu na minuty niż w ostatnich rozgrywkach. Ma bowiem jako swojego zmiennika Aarona Brooksa, gracza o bardzo dużym potencjale, który będzie zabierał mu coraz więcej minut na parkiecie. Może to się przełożyć na to, że jak już Nash będzie grał to tempo gry dalej będzie tak wysokie, a jego zdobycze ciągle tak samo imponujące. Szkoda tylko, że do końca kariery już bliżej niż dalej.

 

MIP: Marcin Gortat

Bardzo przyjemnie jest pisać, że w drużynie z Suns największy postęp zrobił nasz rodak. Marcin Gortat w ostatnim sezonie głośno zaznaczył swoją obecność w lidze i udowodnił dlaczego tak duże pieniądze zarabia.

Po transferze do Phoenix Suns początek Gortata nie był imponujący, owszem notował lepsze mecze niż wcześniej w Orlando Magic, ale nie były one na tyle dobre, żeby kandydować do nagrody MIP. Dopiero okres po weekendzie gwiazd MG13 miał wybuchowy. Jego średnie z tego czasu to 15.3 punktu, 10.6 zbiórki, 1.46 bloku na mecz przy skuteczności 56.3% z gry. A to wszystko przy zaledwie 11 z 28 meczach w pierwszej piątce.

Taka końcówka sezonu sprawiła, że Polak otrzymał głosy zarówno w walce o nagrodę MIP, jak i 6th man. Nie chce jednocześnie spocząć na laurach i zamierza dalej się rozwijać. Stąd ten tydzień treningów z Hakeemem Olajuwonem. Miejmy nadzieję, że w przyszłym sezonie dokona tego, o czym sam mówił, czyli jeszcze bardziej włączy się w walkę o nagrodę dla gracza z największymi postępami.

 

Rozczarowanie: Vince Carter

Vinsanity w ostatnim roku ponownie rozczarował. Co prawda jest już zawodnikiem wiekowym, ale wszyscy kibice mieli nadzieję, że będzie potrafił jeszcze raz się wznieść na wyżyny swoich umiejętności. Tymczasem Carter pobyt w Arizonie traktuje jako dobry wstęp do koszykarskiej emerytury. Spuścił zdecydowanie z tonu, tylko w niektórych meczach z ciekawymi rywalami potrafił się zmobilizować i zagrać porywające mecze.

Inna sprawa, że stał się bardziej spot-up shooterem, który stał często na obwodzie i czekał na ewentualne odegranie po pick and rollu granym przez Nasha z Gortatem. Zanotował najgorsze średnie punktowe zarówno łączne, jak i w przeliczeniu na 36 minut. Zdecydowanie oddalił się od kosza, notując najniższą średnią w karierze oddawanych rzutów wolnych na mecz. To wszystko pokazuje jak bardzo Vince przestał być tym dawnym sobą i zaczął się oszczędzać.

Nie wiadomo czy zostanie w drużynie. Na najbliższy sezon ma zapisaną opcję drużyny na 18 milionów dolarów i nie wiadomo czy Suns z tego skorzystają. Rozsądek podpowiada, że nie warto, bo gracz o takich zdobyczach nie jest wart takich pieniędzy. Pytanie więc co potem zrobi Vince, z jednej strony w Phoenix ma zapewnioną jedną z najlepszych opiek medycznych w lidze (Grant Hill może coś o tym powiedzieć), a z drugiej może chcieć mimo wszystko powalczyć o tytuł, a tego w najbliższych rozgrywkach w barwach Słońc raczej nie doświadczy.

 

Najważniejszy moment: Wymiana grudniowa

18 grudnia 2010 roku to bardzo ważna data w ostatnim sezonie dla Phoenix Suns. Jednocześnie jest to jedna z najważniejszych dat w najnowszej historii polskiej koszykówki. Tego właśnie dnia Marcin Gortat, Vince Carter i Mickael Pietrus zasilili drużynę Suns zapewniając trochę inną niż dotychczas drogę tej organizacji.

Od tego momentu w drużynie zaczęto myśleć o defensywie pierwszy raz od bardzo dawna. Poniekąd wymuszał to regularnie Gortat, często w wywiadach mówiąc, że jeśli Suns chcą coś osiągnąć, to kluczem do tego jest defensywa. Polak od razu stał się jednym z najlepszych środkowych w historii drużyny Suns. Przynajmniej jeśli chodzi o średnie w pierwszym sezonie.

Jeśli Suns zdecydują się nie podpisywać Cartera na kolejny rok, to będą mieli wolne środki na zakontraktowanie kogoś dobrego na rynku wolnych agentów. Jednocześnie w tej wymianie pozbyli się nieefektywnego Hedo Turkoglu, szkoda tylko Jasona Richardsona, który na obecną chwilę jest dużo bardziej wartościowym graczem niż Carter.

 

Sytuacja kadrowa:

Jeśli Phoenix Suns zrezygnują z Vince’a Cartera, to będą mieli w podpisach na najbliższy rok zaledwie 31 milionów dolarów. Do tego dojdzie debiutancka umowa Markieffa Morrisa i renegocjowany kontrakt Granta Hilla, ale łącznie tymi dwiema umowami nie powinni przekroczyć 5-6 milionów na rok. Dzięki temu będą bardzo konkurencyjni w walce o wolnych agentów.

Drużynie przydałby się dobry strzelec, a na rynku dostępni są Jason Richardson i J.R. Smith. Obaj mogliby odnaleźć sie w drużynie. J-Rich na pewno, bo jeszcze niedawno był graczem Słońc. Co do Smitha, to sprawa może być bardziej skomplikowana, gdyż nie wiadomo jak odnalazłby się w tej drużynie o specyficznym charakterze, gdzie na gwiazdorstwo nie ma za dużo miejsca, a akurat J.R. jest od tego specjalistą.

Poza tym skład jest stabilny, ważna będzie na pewno decyzja co do Steve’a Nasha, któremu po sezonie 2011/12 kończy się kontrakt.

 

Widoki na przyszłość:

Jak najbardziej pozytywne. Drużyna została wzmocniona debiutantem Markieffem Morrisem, który powinien pomóc Marcinowi Gortatowi w walce podkoszowej, a co za tym idzie wzmocnić defensywę drużyny Suns. Jeśli udałoby się pozyskać kogoś skuteczniejszego niż Carter na jego pozycję, to drużyna spokojnie może myśleć o awansie do playoffs.

W dalszej perspektywie na pewno cieszy posiadanie w kadrze Aarona Brooksa, któremu co prawda kończy się po najbliższym sezonie umowa, ale w Suns będzie mógł zapewne wtedy liczyć na miejsce w startowej piątce jako naturalny następca Nasha. Także ta pozycja do tego czasu powinna być zapełniona.

Jeśli dodamy do tego wciąż młodych Gortata. Frye’a i Dudleya, to przyszłość Suns naprawdę wygląda dobrze.

 

Najlepsze akcje sezonu 2010/11:

Komentarze

komentarzy