Podsumowanie 2010-11: Minnesota Timberwolves

Zaczynamy dzisiaj 30-dniowy cykl podsumowań za sezon 2010-11, w którym będziemy wam przedstawiać co ważnego się wydarzyło w ostatnim roku w poszczególnych drużynach, co osiągnęły i jaką mają przed sobą przyszłość. Zaczynamy od drużyn najgorszych, by skończyć na mistrzach NBA. Mamy nadzieję, że formuła, którą zaproponujemy spodoba się wam. Oczywiście zapraszamy do komentarzy i podpowiedzi co by wam się bardziej spodobało, a co wam się nie podoba.

Na początek Minnesota Timberwolves.

Bilans w sezonie 2010-11: 17-65 (poprawa o 2 wygrane)

Trener: Kurt Rambis 32-132 w trakcie 2 lat pracy

O ocenę poczynań trenera Rambisa postarał się GM Wolves David Kahn, dziękując mu za współpracę po zakończeniu sezonu. Rambis starał się zaszczepić w zawodnikach taktykę trójkątów, zaczerpniętą z czasów bycia asystentem Phila Jacksona w LA Lakers. O ile powszechnie wiadomo, że jest to bardzo skuteczna taktyka ofensywna, to jednak jest ona bardzo trudna w opanowaniu, o czym świadczy fakt, że nawet sam Michael Jordan miał przez długi czas problemy z jej opanowaniem. Kolejna sprawa to fakt, że póki co najlepiej ta taktyka sprawdzała się wśród zawodników o już sporym doświadczeniu w lidze, natomiast w barwach Wolves przeważają zdecydowanie zawodnicy młodzi. W tym sezonie najstarszym z nich był Luke Ridnour, który w lutym skończył 30 lat.

Oczywiście dużym nadużyciem byłoby opieranie całej krytyki za stosowanie tej taktyki na wieku zawodników i ich doświadczeniu. Ale drużyny z graczami młodymi przeważnie najlepiej czują się w taktyce run and gun, czyli na dużej swobodzie w graniu ofensywnym. Tym bardziej taka drużyna jak Wolves, wręcz stworzona do takiej gry. Tacy gracze jak Michael BeasleyWesley Johnson są urodzonymi biegającymi do kontrataku. Ridnour świetnie nadaje się do napędzania takiej gry, a tym bardziej Ricky Rubio, który lada chwila będzie sterował drużyną Wilków.

Najprostsze kryterium, jakiemu można poddać Rambisa to liczba zwycięstw, a w ciągu 2 lat odniósł ich zaledwie 32. Jest to bardzo mało i nie ma co ukrywać, że przy takim wyniku perspektywy na przyszłość w tym składzie osobowym nie rokowały dobrze. Po takich dwóch latach Rambisowi ciężko będzie znaleźć pracę jako pierwszy trener w NBA, więc pewnie wróci do roli asystenta. Pytanie tylko kto będzie chciał po niego sięgnąć?

Najlepsi gracze:

Punkty: Kevin Love – 20.2, Michael Beasley – 19.2

Zbiórki: Kevin Love – 15.2, Michael Beasley - 5.6

Asysty: Luke Ridnour – 5.4

Przechwyty: Luke Ridnour – 1.3

Bloki: Darko Milicic - 2.0

MVP: Kevin Love

Najlepszym graczem drużyny bezapelacyjnie był w tym sezonie Kevin Love, który przerastał swoich kolegów o głowę. Był najlepszym punktującym i zbierającym drużyny, ale nie tylko to świadczy o jego prymacie w drużynie. To on wielokrotnie ciągnął drużynę swoją grą, a przede wszystkim dzięki niemu o tej drużynie cokolwiek mówiono w mediach. Zaliczył najdłuższą serię double-doubles w sezonie, kończąc na liczbie 53 spotkań. Jest to najlepszy wynik od 1976 roku, kiedy to połączono ze sobą NBA i ABA.

Był liderem całej ligi w zbiórkach ze średnią 15.2, najwyższą od czasów Bena Wallace’a z sezonu 2002-03, a wcześniej od sezonu 1996-97 i ponad 16 zbiórek na mecz Dennisa Rodmana. Jego gra była na tyle dobra, że został nominowany przez Davida Sterna do występu w meczu gwiazd w lutym w zastępstwie Yao Minga. W ten sposób Love stał się pierwszym Wilkiem w meczu gwiazd od czasu Kevina Garnetta.

 

MIP: Kevin Love

W kategorii największego postępu wybór nie mógł być inny, bo sam Love dostał nagrodę MIP wśród wszystkich graczy ligi. Nie ma się co temu dziwić, bo z zawodnika, który jeszcze rok temu więcej niż połowę meczów zaczynał z ławki rezerwowych stał się liderem drużyny. Jego średnie poszły w górę przede wszystkim w punktach i zbiórkach, ale nie zaniedbał też pozostałych kategorii statystycznych.

Rozczarowanie: Jonny Flynn

Zdecydowanie najbardziej rozczarował mnie Jonny Flynn. Oczywiście był zahamowany przez kontuzję, która zabrała mu blisko 30 spotkań w sezonie, ale po powrocie nie był w stanie przebić się przez Luke’a Ridnoura i zachował pozycję rezerwowego grając zaledwie 18.5 minuty na mecz. W przeliczeniu na 36 minut drastycznie spadła jego średnia punktów z 16.8 na 10.2. Co prawda poprawił się w asystach, ale gdy był wybierany w drafcie z numerem 6 w 2009 roku. Z tego też powodu nie było problemu z oddaniem go w wymianie w czerwcu tego roku za Brada Millera i dwóch debiutantów z tego roku.

Najważniejszy moment w sezonie: 30-30 Kevina Love

Ostatnim zawodnikiem, który uzyskał w meczu jednocześnie 30 punktów i 30 zbiórek był Moses Malone w 1982 roku. Love powtórzył ten wyczyn 12 listopada 2010 roku przeciwko New York Knicks. Poprowadził swoją drużynę do wygranej 112-103 uzyskując samemu 31 punktów i 31 zbiórek. Poniżej video z tego meczu:

Sytuacja kadrowa: Skład po raz pierwszy od kilku lat wydaje się być ustabilizowany. W drużynie zostaną wszyscy najważniejsi gracze, czyli Love, Beasley, Johnson. Dołączyli już także Rubio, Miller i debiutant Derrick Williams. Jest to naprawdę ciekawy i coraz bardziej kompletny skład, który będzie się starał ułożyć nowy trener. Ważne jest to, że nikt nie odejdzie, bo nie ma w drużynie zawodników, którym szybko kończą się kontrakty. To da drużynie stabilizację i przełoży się na progres w przyszłości.

Widoki na przyszłość: Ten pan na zdjęciu, czyli Derrick Williams może stanowić o przyszłości drużyny. Co prawda będzie miał od razu rywala do wyjścia w pierwszej piątce w postaci Michaela Beasleya, ale to wcale nie oznacza, że jest to zła sytuacja. Beasleya bowiem można spróbować wymienić i dostać za niego naprawdę dobrych graczy, a Williamsa wstawić do pierwszej piątki i jako jego zmiennika zaordynować Martella Webstera. Williams będzie obok Kevina Love tym człowiekiem, wokół którego powinna być budowana drużyna na najbliższe lata.

Trzecim najważniejszym graczem będzie Rubio. W jego przypadku najistotniejsze będzie przygotowanie fizyczne do sezonu. Wystarczy tylko spojrzeć na niego i od razu widać, że jest zbyt słaby na rywalizację z takimi graczami jak Chris Paul czy Deron Williams. Jeśli da radę szybko zbudować masę mięśniową i poprawi swoją skuteczność rzutową, to na pewno będzie mógł prowadzić Wolves do regularnych zwycięstw.

Jeśli dostaną dobrego trenera, a kilka ciekawych nazwisk jest dostępnych na rynku, jak choćby Rick AdelmanLarry Brown czy Don Nelson, to może z tego wyjść ciekawa mieszanka, która powinna za 2-3 lata pukać powoli do playoffs.

Komentarze

komentarzy