Podsumowanie 2010-11: Milwaukee Bucks

Bucks

Fear the Deer. To hasło przyświecało świetnej grze w drugiej połowie sezonu 2009-10 w wykonaniu Bucks. Wtedy też pozbawieni swojego najsilniejszego gracza mocno nastraszyli w playoffs Atlanta Hawks, ale w tym roku niewiele z tej energii, która wtedy była w drużynie, nie zostało.

Bilans w sezonie 2010-11: 35-47 (o 11 zwycięstw mniej niż rok wcześniej)

 

Trener: Scott Skiles 115-131 w trzy sezony

Scott Skiles po świetnym sezonie 2009-10, w którym niespodziewanie wprowadził Bucks do playoffs i napsuł w nich sporo krwi Atlanta Hawks doprowadzając do siódmego spotkania w tej rywalizacji. Apetyty przez lato urosły i Bucks z Andrew Bogutem w składzie mieli powalczyć już o drugą rundę. Jednak dopadła ich plaga kontuzji i mimo poszerzenia rotacji o kolejnych graczy, drużyna zanotowała gorszy bilans niż rok wcześniej. Przez to nie zakwalifikowała się do playoffs. Pracę Skilesa trzeba jednak ocenić pozytywnie, gdyż po drużynie widać jego rękę. Bucks grają zadziornie i twardo tak jak grał w lidze sam Skiles, a jeszcze niedawno Baby Bulls. Dlatego też nie mogę się doczekać sezonu, w którym kontuzje nie będą wyznacznikiem bilansu Bucks.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Brandon Jennings – 16.2, John Salmons – 14.0

Zbiórki: Andrew Bogut – 11.1, Drew Gooden – 6.8

Asysty: Brandon Jennings – 4.8, John Salmons – 3.5

Przechwyty: Carlos Delfino – 1.6

Bloki: Andrew Bogut – 2.6

 

MVP: Andrew Bogut

Kangur jest najbardziej wartościowym graczem Bucks. To on będąc na boisku zapewnia im spokój w defensywie, będąc jednym z najlepiej blokujących rzuty w całej lidze. Dodatkowo świetnie walczy o zbiórki i jest coraz skuteczniejszy w ataku. Teraz kończy leczyć swój łokieć i wtedy powinien być jeszcze lepszy. Niestety jak pokazuje historia, w swojej dotychczasowej karierze zagrał tylko jeden pełny sezon i były to jego debiutanckie rozgrywki.

Dodatkowo, Australijczyk zawsze potrafi dać zastrzyk pozytywnej energii i co najważniejsze nie pęka w grze przeciwko nikomu. Dość dotkliwie przekonał się o tym w zeszłym sezonie Marcin Gortat, kiedy to kangur zaaplikował mu 31 punktów i 18 zbiórek.

 

MIP: Brak

Szukałem, szukałem i się nie doszukałem. W drużynie Bucks w ostatnim sezonie mimo bardzo ciekawego składu nie udało mi się znaleźć zawodnika, którego wyróżniłbym mianem kogoś, kto zrobił największy postęp. Oczywiście nie do końca jest to wina zawodników, bo kontuzje w większości przypadków są zdarzeniami przypadkowymi, ale nawet w trakcie tych meczów, które grali nie pokazali się na tyle dobrze w porównaniu do ubiegłego sezonu, żeby trafić do tej kategorii. Jeśli macie jakieś kandydatury, to zapraszam do wpisywania ich w komentarze.

 

Rozczarowanie: Brandon Jennings

Niestety w tej kategorii muszę umieścić Jenningsa, który początek w NBA miał wręcz wybuchowy. Jednak im dłużej tu był, tym gorzej wyglądała zarówno jego gra, jak i osiągnięcia indywidualne. Jego zdobycze w przeliczeniu na 36 minut spadły i to zdecydowanie. Jako rozgrywający przede wszystkim dużo stracił w asystach, gdzie jego liczby spadły z 6.3 na 5.1. Jednocześne procent asyst gdy był na boisku spadł z 29.6 do 25.9, co daje mu miejsce poza pierwszą dwudziestką ligi.

Co do jego skuteczności z gry, to po poprawie wynosi 39%… Niestety, zawodnik który w swoim pierwszym miesiącu kariery rzucił ponad 50 punktów w jednym meczu i był rewelacją rozgrywek zdecydowanie spuścił z tonu. Na pewno po części odpowiedzialne są za to kontuzje, które go męczyły w ostatnim sezonie. Jednak te pierwsze spotkania narobiły nam dużo apetytu, a sam zawodnik dokłada od siebie mówiąc, że czuje się jednym z najlepszych rozgrywających w lidze.

Miejmy nadzieję, że nabierze trochę pokory i tak jak pisaliśmy tutaj podwyższy zdecydowanie swój poziom i zbliży się do najlepszych graczy na swojej pozycji.

 

Najważniejszy moment: Plaga kontuzji

Momentem, który zdefiniował poprzedni sezon na pewno była plaga kontuzji jaka dopadła drużynę. To ona nie pozwoliła zagrać pełnego sezonu nikomu ze składu. Najwięcej spotkań – 80 zagrał Keyon Dooling. Gooden opuścił aż 47 meczów, Delfino 33, Ersan Ilyasova 22, Jennings 19, Bogut 17, Corey Maggette 15, a Salmons 9. A to są tylko gracze, którzy mieli stanowić o sile drużyny. Pozostali także opuścili sporo spotkań. Przy takiej sytuacji kadrowej i ciągłym braku kogoś z podstawowej rotacji ciężko zbudować drużynę. Przez to Bucks tak obniżyli loty w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale i tak byli o krok (o 2 wygrane) od ósmego miejsca w konferencji wschodniej.

 

Sytuacja kadrowa:

W Milwaukee dokonano już pewnych zmian. W nocy draftu pozyskano do drużyny Stephena Jacksona, Shauna Livingstona i Beno Udriha. Jackson powinien zająć miejsce oddanego w ramach tej wymiany Salmonsa, a Livingston i Udrih będą stanowili uzupełnienie dla Jenningsa na pozycji rozgrywającego. To jednak spowodowało, że drużyna ma już w tej chwili w kontraktach przeszło 51 milionów dolarów co może jej uniemożliwić zatrudnienie wolnych agentów. Jedyne co, to mogą się zdarzyć wymiany z innymi ekipami. Kontrakt z drużyną skończył się Michaelowi Reddowi i nie wiadomo, czy zostanie on przedłużony po długim paśmie kontuzji, z jakimi on się borykał. Jego umiejętności są wszystkim znane, w końcu grywał w meczach gwiazd. Teraz jednak przed Bucks ważna decyzja czy walczyć o niego, czy pozwolić mu grać gdzie indziej.

 

Widoki na przyszłość:

I tutaj znowu muszę powrócić do tematu kontuzji niestety. To one będę determinować kolejny sezon w wykonaniu Bucks. Scott Skiles bowiem jest już na tyle doświadczonym trenerem, że powinien szybko wkomponować nowych graczy w drużynę, jedynym problemem może być Jackson i jego charakter, który nie raz już dawał znać o sobie. Jeśli kontuzje pozwolą na grę choćby w takiej liczbie meczów czołowym zawodnikom, jak w sezonie 2009-10, to powtórzenie tamtego wyniku w sezonie regularnym (46 wygranych) nie powinno stanowić problemu. Tylko czy te kontuzje odejdą…

Komentarze

komentarzy