Podsumowanie 2010-11: Indiana Pacers

Od tego wydania podsumowania sezonu przechodzimy do drużyn, które w tym roku awansowały do playoffs. Najpierw będą to drużyny, które odpadły w pierwszej rundzie zmagań. Zaczynamy od drużyny Indiana Pacers.

 

Bilans w sezonie 2010-11: 37-45 (o 5 wygranych więcej niż rok wcześniej)

Trener: Frank Vogel 20-18 w pół sezonu

Po nienajlepszym starcie, w połowie sezonu zdecydowano się pożegnać z dotychczasowym trenerem Jimem O’Brienem. Zaczęto się zastanawiać, kto wejdzie na jego miejsce. Padało nawet nazwisko Larry Birda, który święcił triumfy z Indiana Pacers na przełomie wieków. Zdecydowano się jednak dać szansę trenerowi tymczasowemu, bo taką właśnie rolę przypisano na początku Vogelowi.

Okazało się jednak, że ten oto Vogel świetnie dociera do swoich zawodników i potrafi z nich wiele wydobyć. Zaczął od 4 wygranych z rzędu i 7 w pierwszych 8 meczach. Szybko stało się jasne, że w poprzednim doborze ludzi coś nie grało. Do końca sezonu Pacers zaliczali jeszcze swoje wzloty i upadki, ale na koniec zajęli 8. miejsce na wschodzie i dostali możliwość pokazania się światu w meczach z Chicago Bulls, gdzie pomimo porażki aż 1-4 napędzili sporo stracha Bulls będąc dla nich równorzędnym rywalem przez całą serię.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Danny Granger – 20.5, Darren Collison – 13.2

Zbiórki: Roy Hibbert – 7.5, Jeff Foster – 6.4

Asysty: Darren Collison – 5.1, T.J. Ford – 3.4

Przechwyty: Danny Granger - 1.1

Bloki: Roy Hibbert – 1.8

 

MVP: Danny Granger

Pomimo znacznego obniżenia zdobyczy punktowych, Granger ciągle jest pierwszą bronią w ataku Pacers i nią pozostanie na kolejne sezony. Potrzebuje jednak jeszcze poprawić swoje umiejętności wychodzenia na pozycje i zdobywania punktów, bo za bardzo bazuje na samym rzucie. Gdy mu wpada, niewielu jest obrońców, którzy potrafią go zatrzymać. Jednak jego skuteczność jest za niska jak na tak dobrego strzelca, zaledwie 42%.

W ostatnim sezonie Danny musiał podzielić się splendorem strzeleckim z pozostałymi graczami w drużynie, co wyszło Pacers na dobre. Bardzo rozsądnie budowana drużyna zgrywała się i osiągała coraz lepsze wyniki, a Granger bardzo dobrze sobie radził jako przywódca drużyny na boisku.

Na pewno pomógł mu fakt przebywania przez całe poprzednie lato w reprezentacji USA podczas mistrzostw świata, które wygrał. Jednak aby pomóc Indianie wejść na jeszcze wyższy poziom, musi zrobić kolejny krok naprzód. Może niekoniecznie to ma oznaczać większe zdobycze punktowe, ale na pewno większe liderowanie zespołowi i znalezienie złotego środka pomiędzy własnymi ambicjami a dobrem drużyny.

 

MIP: Tyler Hansbrough

Psycho-T był największym beneficjentem zmiany trenera. Co prawda już w styczniu widać było poprawę w jego grze, co zaowocowało zwiększeniem liczby minut na boisku jeszcze za kadencji O’Briena, ale to, co pokazał Hansbrough w marcu udowodniło wielu niedowiarkom, że warto było go wybrać w drafcie dwa lata temu. Średnie na poziomie 16.8 punktu, 7.1 zbiórki przy skuteczności 50% z gry dały mu wiele pewności siebie, a co najważniejsze, pewne miejsce w rotacji i w efekcie awans na stałe do pierwszej piątki.

Co ciekawe w jego statystykach widać jak ważna jest dla niego liczba minut spędzanych na boisku. Im dłużej gra, tym lepiej rzuca. Dla przykładu w meczach, w których grał poniżej 10 minut jego skuteczność była na poziomie niecałych 44%, między 10, a 20 minut 45%, a między 30 a 39 minut blisko 53%.

Hansbrough da drużynie na pewno świetną grę w kolejnych latach, ma za sobą dopiero 2 sezony, w których za mocno nie był eksploatowany. Skończył North Carolina, co zapewnia że jest graczem ułożonym. Przeskok rok do roku nie był aż tak zauważalny w statystykach, ale pewność gry, jaką zyskał dzięki większej liczbie minut i zaufanie sprawiło, że bardzo przyjemnie patrzyło się na tego gracza.

 

Rozczarowanie: brak formy T.J. Forda

T.J. Ford był świetnie zapowiadającym się rozgrywającym, który na pierwszym miejscu stawiał sobie rozgrywanie i tak też wyglądały jego pierwsze dwa sezony w Milwaukee Bucks, których grę prowadził na początku swojej przygody w NBA. Potem jednak został wymieniony do Toronto Raptors gdzie ten cały jego charakter prowadzącego grę zaginął. Stał się zawodnikiem pazernym na punkty, a po pewnym czasie przegrał rywalizacje o miejsce w składzie z Jose Calderonem. W międzyczasie podpisał lukratywny kontrakt, dający mu ponad 8 milionów dolarów za rok i zaczął spadać w dół w rankingu rozgrywających.

Ten sezon dobitnie pokazał jak nisko upadł. Nie tylko stracił miejsce w pierwszej piątce na rzecz Darrena Collisona, ale pod koniec rozgrywek wyprzedził go w rotacji nawet A.J. Price. Ford jest jednym z największych rozczarowań dla mnie w całej lidze i szkoda patrzeć jak tak zdolny rozgrywający rozmienia się na drobne. Jego umowa z Pacers już się skończyła, zobaczymy kto będzie chciał go teraz zatrudnić i za jakie pieniądze?

 

Najważniejszy moment w sezonie: Zmiana trenera

Zdecydowanie najważniejszym momentem w ostatnim sezonie było przesunięcie do roli pierwszego szkoleniowca Franka Vogela. Drużyna zyskała nowe oblicze i zaczęła regularnie odnosić suckesy. Dodatkowo kilku graczy uwierzyło w siebie i zdecydowanie poprawiło swoje osiągnięcia. Vogel na tyle się dobrze wpisał drużynę, że dostał propozycję zostania na stałe głównym trenerem Pacers i z niej skorzystał.

Pacers po świetnym starcie 7-1 pod jego wodzą potem mieli już bilans 13-17, ale to wystarczyło na zajęcie 8. miejsca. Na pewno też dużo zasługi Vogela w tym, jak bardzo Pacers utrudnili życie Chicago Bulls w pierwszej rundzie playoffs.

 

Sytuacja kadrowa:

Wygląda bardzo perspektywicznie, jest wielu młodych graczy z pewnymi kontraktami na minimum 2 sezony, a dzięki transferowi w dniu draftu zespół wzmocnił się jeszcze na obwodzie pozyskując George’a Hilla z San Antonio Spurs. Najważniejsze w związku z tym będzie czy zawodnicy będą w stanie się rozwinąć na tyle, żeby móc zrobić kolejny krok wprzód i dojść do poziomu chociążby Atlanta Hawks już w najlbiższym sezonie.

 

Widoki na przyszłość:

Jak już parę razy pisałem, bardzo pozytywne, głównie dzięki dobrej atmosferze, a także dzięki młodym i żądnym sukcesów zawodnikom i trenerowi. Jedyne co martwi, to liczba kibiców na meczach. Pacers mieli najniższą widownię w całej lidze, co było widać w playoffs, gdy w jednym z dwóch spotkań bardziej było słychać kibiców Chicago niż miejscowych, co w NBA jest bardzo rzadko spotykane.

Pacers mają czas na rozwój i będzie on na pewno pracował na ich korzyść.

 

Najlepsze akcje sezonu 2010-11:

Komentarze

komentarzy