Podsumowanie 2010-11: Cleveland Cavaliers

Dziś czas na drugą od końca drużynę ligi, która zanotowała jeden z największych spadków w porównaniu do poprzednich rozgrywek w historii ligi. Mova o Cleveland Cavaliers. Zapraszam na podsumowanie ich sezonu 2010-11.

Bilans w sezonie 2010-11: 19-63 (o 42 wygrane mniej)

Trener: Byron Scott 19-63

Byron Scott dostał w tym roku najtrudniejszą posadę. Porównać z nim można tylko Tima Floyda, który w sezonie 1998-99 objął posadę głównego szkoleniowca w Chicago Bulls po Philu Jacksonie. Floydowi się nie powiodło, nie potrafił wykrzesać z Bulls nic ciekawego, nawet mimo dobrych wyborów w drafcie po pierwszym sezonie. W identycznej sytuacji teraz będzie stał Scott. Jego drużyna zanotowała rekordową serię w historii ligi – 26 porażek z rzędu. Ale jednocześnie nie znalazła się na samym dnie, wyprzedzając Timberwolves. Pradziwy test dla Scotta będzie w najbliższym sezonie, gdzie dostanie już inny skład, z dwoma debiutantami wybranymi w drafcie z numerami 1 i 4. Przede wszystkim istotny będzie rozwój Kyrie Irvinga, bo to wokół niego ma być budowana nowa potęga Cavs. Optymizmem kibiców na pewno będzie napawał fakt, że Scott prowadził Chrisa Paula od jego sezonu debiutanckiego.

 

Najlepsi gracze:

Punkty: Antawn Jamison – 18.0, Baron Davis – 13.9

Zbiórki: Anderson Varejao – 9.7, J.J. Hickson – 8.7

Asysty: Baron Davis – 6.1, Ramon Sessions – 5.2

Przechwyty: Baron Davis – 1.1

Bloki: Anderson Varejao – 1.2

 

MVP: Kibice

Najwartościowszym zawodnikiem tego sezonu w barwach Cavs byli ich kibice, którzy pokazali jak bardzo zależy im na drużynie, przychodząc bardzo licznie na każdy mecz. Zajęli trzecie miejsce w całej lidze pod względem łącznej liczby kibiców, a w porównaniu do poprzedniego sezonu zanotowali spadek o zaledwie 2%. Zawodnicy im się odwdzięczyli w najlepszy możliwy sposób, pokonując na własnym parkiecie Miami Heat. Dzięki temu mogą powiedzieć, że ostatni sezon nie był w 100% stracony. Teraz będą mieli nowego idola, któremu będą kibicować, no i ciągle pozostanie jeden wróg na parkietach NBA.

 

MIP: J.J. Hickson

Bardzo ciężko było wybrać w Cavs zawodnika, który w ostatnim roku zrobił największy postęp w grze, bo cała drużyna wyglądała bardzo nieciekawie. Jednak postawię tutaj na zawodnika, który statystycznie zdecydowanie zyskał dzięki większej liczbie minut na parkiecie, co zdecydowanie przełożył na swoje zdobycze. Hickson poprawił się w 5 kategoriach statystycznych w ostatnim sezonie i zdecydowanie poszedł w górę w usage, w którym niewiele mu zabrakło do wyniku chociażby Dwighta Howarda. Jednak jego szczęście nie trwało długo. W drafcie z czwórką wybrany został Tristan Thompson, który powinien z miejsca wejść do pierwszej piątki, w związku z czym zdecydowano się oddać Hicksona do Sacramento Kings w wymianie za Omri Casspiego i wybór w jednym z przyszłych draftów. Mimo wszystko uważam, że Hickson zyska na tym transferze, bo w Cavs straciłby dużo minut w rotacji. W Kings będzie miał z kim grać, bo tam się buduje naprawdę ciekawy zespół.

 

Rozczarowanie: Odejście LeBrona Jamesa

Jest to temat wałkowany przez cały ostatni rok i jeszcze długo będzie podstawą do wielu analiz, porównań i wyjściem do wielu dyskusji na temat NBA. Największy jednak wpływ miał on na drużynę z Ohio. Przez poprzednie 7 lat budowali oni drużynę wokół tego gracza i teraz bez niego musieli zmienić front o 180 stopni. Nie tracili więc czasu i od razu zabrali się do roboty. Można powiedzieć, że odpuścili jeden sezon na przewietrzenie szatni i zostawienie w niej tylko kilku zawodników z dawnego składu. O tym jednak w dalszej części. Jeśli chodzi o samo odejście LBJ, to najbardziej rzucał się w oczy sposób, w jaki tego dokonał. James już się z tego tłumaczył i przepraszał, ale niesmak pozostanie na bardzo długo. A szkoda, bo mógł to zrobić w taki sposób, że nikt nie miałby do niego pretensji. Teraz pożywkę na tym mają dziennikarze z całego świata, a kibice Cavs mają mobilizację na wszystkie mecze, które przyjdzie mu rozegrać w Cleveland do końca kariery w NBA.

 

Najważniejszy moment w sezonie: Pierwszy mecz Jamesa w roli gościa w Cleveland

Na ten mecz czekali wszyscy kibice koszykówki, którym nie jest obojętne to, co robi LeBron James. 2 grudnia 2010 roku James po raz pierwszy wszedł do hali jako gość i przebierał się w innej szatni niż dotychczas. Kibice zgotowali mu odpowiednie przyjęcie bucząc i pokazując pomysłowe transparenty. On odpowiedział w najlepszy dla koszykarza możliwy sposób. Zdobył 38 punktów w 30 minut gry i poprowadził Heat do łatwej wygranej różnicą 28 punktów. W końcówce marca Cavs wzięli odwet i nawet pomimo triple-double w jego wykonaniu pokonali nowych wielkich rywali.

 

Sytuacja kadrowa: W momencie podpisania nowych umów z Irvingiem i Thompsonem skład Cavs będzie naprawdę nieźle się prezentował. Pierwsza piątka może wyglądać tak: Varejao-Thompson-Jamison-Gibson-Irving. Na ławce zostają tacy gracze jak Baron Davis, Ramon Sessions, Omri Casspi czy Joey Graham. Dodatkowo w sytuacji, w której na pozycji point guard jest taki duży ścisk, ktoś z dwójki Davis-Sessions zapewne opuści drużynę przed sezonem, co może pozwolić na pozyskanie dobrego role playera, który uzupełni silną ławkę rezerwowych.

 

Widoki na przyszłość: Kyrie Irving. Numer 1 w tegorocznym drafcie ma być nowym zbawcą drużyny. To on ma znów dźwignąć Cavs na szczyty NBA i kto wie czy mu sie to nie powiedzie. Już raz w Cleveland pokazali, że potrafią skusić do gry u siebie ciekawych zawodników, którzy wesprą dużą gwiazdę. Teraz może być podobnie, tym bardziej że mają już trenera o uznanej klasie, który może wszystko dobrze poukładać. W ich przypadku największym ich sprzymierzeńcem będzie czas i brak kontuzji. Jeśli obie te rzeczy będą po ich stronie, to szybko mogą wrócić do pierwszej ósemki konferencji wschodniej.

Komentarze

komentarzy