Offseason 2014 będzie nudny

fot. Flickr

W 2014 roku wygasają kontrakty kilku spośród najważniejszych zawodników ligi, wystarczy wymienić takich zawodników jak Rudy Gay, Luol Deng, Danny Granger czy Zach Randolph, a teoretycznie mogą dołączyć LeBron James, Carmelo Anthony czy Dwyane Wade.

Wydawałoby się więc, że zapowiada się arcyciekawy offseason, szczególnie biorąc pod uwagę ogromne możliwości w zatrudnianiu nowych zawodników przez LA Lakers. Dlaczego więc w kolejnym okienku nie czekają nas żadne spektakularne ruchy transferowe a wszelkie spekulacje związane z czołowymi zawodnikami nie mają najmniejszych szans na realizację? Spieszę z odpowiedzią.

Głównym powodem takiej sytuacji jest fakt, że większość spośród czołowych zawodników nie zdecyduje się wejść na rynek wolnych agentów i zdecyduje się wykorzystać będącą częścią dotychczasowej umowy opcję zawodnika. Inni natomiast mogą zrezygnować z tej opcji tylko po to aby podpisać dłuższy, a pewnie i wyższy kontrakt z dotychczasowym pracodawcą. Oto dlaczego:

LeBron James prawdopodobnie wykorzysta opcję w kontrakcie bo Miami to obecnie najlepsze dla niego miejsce. Jest tam uwielbiany i czuje się świetnie, ma niepodważalną pozycję w szatni oraz przede wszystkim znakomitą drużynę będącą głównym kandydatem do mistrzowskiego tytułu w najbliższych latach. Po licznych niepowodzeniach w Cleveland nie zdecyduje się w odejść z drużyny będącej na szczycie, by spróbować szczęścia gdzieś indziej. Oczywiście przez najbliższe 10 miesięcy będziemy świadkami regularnie powracających plotek, że może jednak zrezygnuje, że może pójdzie do Lakers, ale skończy się na tym, że zostanie na rozgrywki 2014/15 w Miami.

Jeśli Miami do tego czasu znacząco obniży loty, a James nie będzie czuł wsparcia kolegów z drużyny, to dopiero wówczas może zdecydować się na jej opuszczenie. Jego celem mogłoby być wtedy Cleveland, które w ciągu najbliższych dwóch sezonów może się mocno rozwinąć i w obliczu wzmocnienia w postaci Jamesa w 2015 stać się głównym kandydatem do mistrzowskiego tytułu. Wszystko zależy jednak od zdrowia Andrew Bynuma który w duecie z Kyriem Irvingiem mogą przywrócić Cavs na mapę poważnej koszykówki na wschodzie


Pamiętacie jaki cyrk w 2010 roku odstawiał Carmelo wymuszając transfer do Knicks? Powodem miała być rzekomo chęć walki o tytuł, na którą nie miał szans grając w Nuggets. W efekcie Knicks za swoją nową gwiazdę zmuszeni byli oddać obiecujących Wilsona Chandlera Danilo Gallinariego Anthony’ego Randolpha oraz Raymonda Feltona Carmelo dopiął swego i doprowadził do transferu jednakże znacząco osłabił swoją nową drużynę, zmniejszając jej szanse na walkę o tytuł w kolejnych latach. Jaki miał w tym cel?

Dlaczego nie zaczekał kilka miesięcy na wygaśnięcie swojego kontraktu i podpisanie umowy z Knicks jako wolny agent? Kiedy nie wiadomo o co chodzi to musi chodzić o kasę. Dzięki wymianie Knicks otrzymali Anthony”ego wraz z prawami Birda, co pozwoli im na zaoferowanie mu wyższej i dłuższej umowy niż wolnemu agentowi. To był też powód, dla którego Carmelo w takim stopniu naciskał na transfer (z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia przed rokiem kiedy to Dwight Howard ku zdumieniu obserwatorów zdecydował się na przedłużenie umowy z Magic, by kilka miesięcy później zostać oddanym w wymianie do Los Angeles) i z tego samego powodu nie zdecyduje się na zmianę zespołu w najbliższym okienku transferowym. Spodziewałbym się raczej, że zrezygnuje z opcji zawodnika na sezon 2014/15 a zamiast tego podpisze z Knicks maksymalny kontrakt.

Dwyane Wade ma już swoje lata (dziadkiem nie jest ale młodzieniaszkiem też nie), kontuzje mocno dają mu się we znaki ale ciągle stanowi drugą siłę mistrzowskiej drużyny z Miami. Co więcej, jest to drużyna, w której gra od początku kariery i dla której na lata stanie się największą ikoną. Co mógłby zyskać na ewentualnej przeprowadzce?

Finansowo prawdopodobnie niewiele, sportowo i marketingowo tylko by stracił. Ponadto sytuacja, w której odpowiedzialność za wyniki w głównej mierze spada na barki Jamesa jest dla niego wyjątkowo wygodna. Nie ma więc powodów, dla których D-Wade miałby zmienić klub. Prędzej w przypadku gdy ominą go kontuzje i w nadchodzącym sezonie zaprezentuje dobrą dyspozycję można się będzie spodziewać podpisania z Heat wysokiego 4-letniego kontraktu, prawdopodobnie jego ostatniego w NBA.

Chris Bosh od momentu podpisania umowy z Miami przestał być liderem drużyny spadła więc również jego wartość. To może być główny powód, dla którego nie zdecyduje się on na rezygnację z wysokiej umowy i wykorzysta opcję zawodnika na kolejny sezon. Pozwoli mu to zachować wysoką pensję i kolejny rok rywalizować o mistrzostwo NBA. W innym wypadku musiałby się prawdopodobnie liczyć z obniżką wynagrodzenia o kilka milionów dolarów rocznie, jednak na taką umowę będzie prawdopodobnie mógł również liczyć w trakcie kolejnego offseason. Pytanie tylko gdzie, bo chcąc zatrzymać Jamesa i walczyć o kolejne tytuły mistrzowskie Miami będzie musiało prawdopodobnie pożegnać się z „Dinozaurem”.

Rudy Gay ma dopiero 27 lat zarabia ponad 17 mln dolarów a w swojej karierze nie osiągnął nic wielkiego tak indywidualnie, jak i z zespołem. Co więcej, przez wielu jest nienawidzony za swoją samolubność na boisku, oddawanie niezliczonej liczby rzutów, a co za tym idzie osłabianie drużyny. W erze niezliczonej liczby statystyk, za pomocą których ocenia się przydatność zawodnika dla drużyny wartość Gaya spada w ogromnym tempie. Prawdopodobnie już nigdy nie będzie mógł liczyć na tak wysoki kontrakt jak obecnie. Czy w takim wypadku zrezygnuje z ponad 19 (!) mln dolarów, które ma otrzymać w sezonie 2014/15? Za nic w świecie. Gay to kolejny „wolny agent”, który wolnym agentem w offseason 2014 nie będzie.

W wyniku mojej wyliczanki z grona przyszłorocznych wolnych agentów wypadło teoretycznie pięciu najlepszych zawodników. Kim więc będą mogły wzmacniać się w trakcie najbliższego (rzekomo bardzo ciekawego) okienka drużyny NBA, w tym ostrzący sobie apetyty Lakersi? Luolem Dengiem Dannym Grangerem i Zachiem Randolphem którzy za rok będą jeszcze starsi jeszcze bardziej połamani i raczej stanowić będą tylko drobne wzmocnienie drużyny aniżeli podstawę budowy mistrzowskiego zespołu. A jeśli to za mało, zawsze zostanie jeszcze Marcin Gortat

Komentarze

komentarzy