Niszczący i zniszczeni tygodnia #4

Andre Iguodala /fot. Flickr
Drużyna bez gwiazd i drużyna kontuzjowanych gwiazd – komu w ubiegłym tygodniu wiodło się lepiej?
Denver Nuggets, czyli aby postęp postępował
Odważny projekt trenera George’a Karla zaczyna przynosić efekty. Drużyna bez wyraźnego lidera, w której każdy mecz przynosi nowego bohatera, już drugi raz w tym sezonie wygrała cztery mecze z rzędu, przy okazji pokonując najlepszych w całej lidze Grizzlies. W przypadku Nuggets porównania z drużyną Detroit Pistons z lat 2001-07 nasuwają się same – podobnie jak mistrzowie z roku 2004, także zespół z Denver nie ma żadnej megagwiazdy, za to wielu zawodników, którzy należą do czołówki ligi na swoich pozycjach, bardzo dobrze broni i gra skrajnie zespołowo. W ubiegłym tygodniu poza Grizllies, ofiarą dynamicznej ekipy ze stanu Colorado padli kolejno Timberwolves, Warriors i Hornets i każdą z tych drużyn podopieczni trenera Karla pokonywali coraz większą ilością punktów – pięcioma, siedmioma, jedenastoma i wreszcie aż osiemnastoma. Jeśli Nuggets podtrzymają tę serię, ich piątkowi rywale, czyli Lakers, już teraz powinni zacząć się martwić.
Minnesota Timberwolves, czyli paluszek i główka
Na nic zdał się powrót Kevina Love – Wolves przegrali aż pięć meczów z rzędu, w tym trzy już po powrocie najlepszego silnego skrzydłowego świata i w tabeli zachodu wyprzedzają teraz tylko Kings i Hornets. Oczywiście, trudno o zespół bardziej doświadczony przez los – z czołowych zawodników z Minneapolis jedynie Andrei Kirilenko nie stracił jeszcze żadnego meczu z powodu kontuzji, ale na początku rozgrywek Wolves potrafili zwyciężać mimo braków kadrowych. Teraz coś się zacięło, a w wyrównanej stawce na zachodzie, drużyna, która chce znaleźć się w Play-offach musi wygrywać takie mecze, jak ubiegłotygodniowe potyczki z Warriors i Blazers. Niezłym pomysłem na poprawę sytuacji wydaje się podpisanie kontraktu z wolnym agentem Joshem Howardem, który może przejąć część obowiązków Brandona Roya. W dodatku treningi z drużyną rozpoczął już Ricky Rubio, więc kibice Wolves zaczynają widzieć już światełko w tunelu.
Tomasz Bielan