Niszczący i zniszczeni tygodnia
W tym miejscu co tydzień wyróżniona zostanie drużyna, która grała w tym czasie najlepiej, najciekawiej, bądź dokonała czegoś wyjątkowego. Także zawodzące swoich kibiców zespoły zostaną tu zauważone i bez ceregieli ocenione.
San Antonio Spurs, czyli Drużyna A
O niezniszczalności drużyny z Teksasu napisano już wystarczająco dużo, dlatego przy okazji ich znów świetnego startu w nowym sezonie warto skoncentrować się na tu i teraz, bo tu i teraz Spurs są najlepiej grającą drużyną w lidze. Ich wygrane z Thunder, Clippers i Jazz nie był miażdżące, a z tymi pierwszymi potrzebny był rzut w ostatniej sekundzie, ale podopieczni Gregga Popovicha robią swoje, a dzięki rozsądnemu dystrybuowaniu minut weterani Tim Duncan i Manu Ginobili nie muszą męczyć się po 40 minut każdego wieczoru.
Kibiców z San Antonio musi też cieszyć fakt, że Duncan już dwa razy był liderem swojej drużyny w zdobytych punktach i trzy razy w zbiórkach, a do tego w obronie wciąż potrafi skarcić największe gwizdy ligi. Dodatkowy plus należy się Spurs za dwa nowe na to, że wcale nie są tak nudni, skromni i przewidywalni, jak niektórzy chcieliby ich widzieć.
Detroit Pistons, czyli jesienna depresja
W połowie trzeciej kwarty przegranego meczu z Lakers Lawrence Frank zdjął z boiska wszystkich pięciu graczy i wpuścił w ich miejsce rezerwowych, co nie zdarza się niemal nigdy, poza sytuacjami, gdy do końca spotkania zostaje kilka minut, a wynik jest rozstrzygnięty. W przypadku drużyny z Detroit gest trenera był aktem rozpaczy, spowodowanym niespotykaną na tym etapie sezonu apatią, zniechęceniem i ogólną degrengoladą toczącą Pistons. Przeciwko Lakers sił i chęci starczyło zawodnikom trzykrotnych mistrzów NBA na niecałą pierwszą kwartę, gdy jednak przeciwnicy odjechali na kilkanaście punktów, Pistons przestali nawet udawać, że im się chce.
Taka postawa mogłaby być zrozumiana (choć nieusprawiedliwiona), gdyby do końca sezonu zostało kilka meczów, a szanse na play-off zostałyby już dawno zaprzepaszczone. Jednak w sytuacji, gdy Pistons mają do rozegrania jeszcze 79 spotkań, należałoby nad sytuacją w Detroit pochylić się uważniej, bo można odnieść wrażenie, że podopieczni Franka już teraz sobie odpuścili, pozbawiając się szansy na walkę o jakiekolwiek sukcesy w tym sezonie. Co prawda to dopiero trzy mecze, ale już teraz widać, że w drużynie nie ma chemii, a poszczególni zawodnicy ani nie tworzą na boisku zespołu, ani nie robią furory indywidualnie. Dość powiedzieć, że żaden z ich startowych graczy nie zdobył w ostatni meczu nawet dziesięciu punktów, a kreowany już od kilku lat na lidera drużyny Rodney Stuckey rzuca w tym momencie ze skutecznością 4 (CZTERECH!!!) proc.
Tomasz Bielan











