Nieprecyzyjny, ale ciągle taki sam

Taj Gibson /fot. Flickr

Elitarny obrońca potrzebuje odpowiedniego trenera, który zrobi z niego absolutnego fachmistrza. Taj Gibson bardziej wygląda na samouka, tym bardziej, że koszykówka była dla niego ucieczką ze świata przestępstw, strzelanin i handlu czymkolwiek, co było w kieszeni bądź pod ręką. Gibson poznał ciemną stronę życia i był na kilku pogrzebach ludzi dzielących z nim szkolną ławkę. Postanowił jednak odnaleźć dla siebie alternatywę, która będzie pragmatycznym wykorzystaniem jego warunków fizycznych. Długie ramiona w jego wypadku są narzędziem, bez którego nie moglibyśmy wrzucić Taja do tego szlachetnego wora elitarnych obrońców.

Wychowywał się na Brooklynie i gdyby nie starania i walka o marzenia, dzisiaj byłby jednym ze street-ballowców, którzy z piegami na twarzy patrzą w kierunku Barclays Center, gdzie pieniądze zarabia Kris Humphries – dyskotekowy podrywacz? Nie, gracz w profesjonalnej lidze koszykówki. Życie toczy się różnymi ścieżkami. Gibson uciekał długo, ale gdy mu się już to udało – zdołał wspiąć się na wyżyny i po kilku latach zostać okrzykniętym jednym z najlepszych defensorów współczesnej NBA.

Trzeba jednak pamiętać, że wybitne jednostki w obronie, czasami nie są już tak wybitne po drugiej stronie parkietu. Taj już po pierwszym meczu sezonu regularnego podpisał nową 4-letnią umowę za niecałe 40 milionów dolarów. Po sezonie 2013/2014 będziecie mówić, że jest jednym z nielicznych graczy, którzy zasługują na więcej. To się dopiero rozstrzygnie.

Zazwyczaj podpisaniu nowej umowy towarzyszą wielkie emocje, konferencje prasowe i słowa, których wartość doskonale ocenić możemy po kilku głębszych używając pospolitej polszczyzny. Gibson był cicho, kolejnego dnia wrócił do Berto Center, 50 kilometrów od Chicago, założył treningowy trykot i przy współpracy z jednym z trenerów rzucał z półdystansu, aby dodać do swojego ofensywnego repertuaru jeszcze jedną armatę.


Po 15 meczach sezonu 2012/2013 notuje średnio 7 punktów, 1,3 bloku, 4,9 zbiórki i trafia 44%, grając 21 minut. Jako silny skrzydłowy nadal nie wykorzystuje przewagi wzrostu w post-up. Wiele razy w przekroju swojej dotychczasowej kariery udowadniał, że potrafi wymanewrować rywala i dostać się pod kosz lub rzucić z odchylenia. Podobnie jest na półdystansie, gdy po zasłonie dostaje piłkę w pick-and-pop i nie trafia, bo wpierw szuka Joakima Noah pod koszem, a potem dopiero decyduje się na rzut, gdy jego pozycja nie jest już tak komfortowa jak wcześniej.

Zauważyć się da wiele mniejszych i większych mankamentów, które sprawiają, że Tom Thibodeau woli sięgnąć po Carlosa Boozera, gdy jest potrzeba zdobywania punktów. Kwestią czasu było przy tej okazji rozważanie o presji, jaką nałożył na Gibsona nowy kontrakt. Dla Toma, gdy chodzi nerwowo przed ławką rezerwowych, nie liczy się wysokość kontraktu, czy jego forma – chce zobaczyć zaangażowanie, pasję i przede wszystkim radość z gry, bo tylko wtedy da się w zespole wytworzyć chemię niezbędną do budowania mistrzowskiej kultury.

- Jesteś świetnym obrońcą, po prostu wyjdź i czerp z tego radość, niczym się nie przejmuj – mówił Thibs do Gibsona podczas jednej z sesji treningowych. Taj trafia 26% swoich rzutów z półdystansu (39% w 2011/2012) i 27% (29% w 2011/2012) z pomalowanego. Z drugiej strony – Bulls z Tajem na parkiecie są + 10,9 punktu, co jest świadectwem jego wpływu na defensywę ekipy z Wietrznego Miasta. – Martwię się tylko o to, o co zespół mnie prosi. Chcę być solidnym obrońcą, organizować naszą defensywę. […] W Chicago zawsze towarzyszy ci krytyka. Chłopaki mówią mi, że mam rzucać mimo tego, że ostatnio nie wychodzi mi to najlepiej – mówi skrzydłowy Byków.

Po odejściu Omera Asika kilku ekspertów wysunęło tezę, że Gibson stracił swojego defensywnego druha w obronie, co uczyni go defensorem słabszym na piłce, bo w jego świadomości zabraknie spokoju, którym był Asik oferujący help-defense. Na tym polegała współpraca tej dwójki. Taj nie myśli takimi kategoriami, bo jego autorytet w obronie daje mu wystarczająco dużo pewności siebie, by krzyczeć i planować, gdy rywal staje się nieprzewidywalny.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy