Młodzi Gniewni – Rookie Ranking #6

Anthony Davis / fot. Flickr

Powrót do gry Anthony’ego Davisa sporo namieszał w moim notowaniu i jednocześnie pokazał, że walka o miano najlepszego debiutanta tego sezonu, wcale się jeszcze nie skończyła.

#10 (N). Terrence Ross (SG|Toronto Raptors|15.1mpg, 5.6ppg, 1.8rpg, 41%FG)

Długo myślałem nad tym, kto ma rozpocząć moje dzisiejsze notowanie i ostatecznie spośród czwórki Ross-Valanciunas-Nicholson-Drummond, wybór padł na tego pierwszego. Za dużo by mówić, że cztery ostatnie zwycięstwa z rzędu ekipy Raptors to jego zasługa, jednak bardzo dobra gra Rossa z pewnością przyczyniła się do nieco lepszej ostatnio dyspozycji podopiecznych Dwane’a Casey. Szkoda tylko, że już wkrótce do gry powróci Landry Fields, który pewnie pozbawi fruwającego debiutanta z uczelni Washington kilku minut spędzonych na parkiecie. Na sam koniec kolejny dowód na to, że Ross powinien znaleźć się w przyszłorocznym Konkursie Wsadów:

#9(-5). Harrison Barnes (SF|Golden State Warriors|25.9mpg, 8.8ppg, 4.2rpg, 41%FG)

Fantastyczny wsad sprzed miesiąca nad Nikolą Pekoviciem chyba pozbawił Barnesa resztek energii, gdyż od tamtego czasu pierwszoroczniak z UNC zdobywa średnio zaledwie 6.5 punktów na mecz. Jednorazowy przebłysk w Atlancie (19 pkt., 3zb., 8/14FG) nie uchronił go od poważnego spadku w moim notowaniu i choć Wojownicy z Oakland wciąż utrzymują swoją wysoką dyspozycję, to Barnes ma na ich dobrą grę coraz mniejszy wpływ.

#8 (-2). Dion Waiters (SG|Cleveland Cavaliers|31.9mpg, 14.7ppg, 3.4apg, 36%FG)

Waiters wciąż spada w moim notowaniu, a wszystko przez jego ogromne problemy ze skutecznością. Ostatni raz barierę 41% nowy zawodnik Cavs przekroczył… 11 listopada w przegranym zresztą pojedynku z OKC Thunder. Od tego czasu Dion rzuca tragiczne 31% z gry i jeszcze gorsze 24% z dystansu. Powoli sprawdzają się więc słowa krytyków zawodnika z uczelni Syracuse, którzy jego wybór z czwartym numerem Draftu traktowali jako ogromną pomyłkę. Osobiście proponuje jednak dać Waitersowi jeszcze nieco czasu – chłopak ma ogromny potencjał i wydaje się zupełnie nie przejmować negatywnymi opiniami na swój temat, potwierdzając to kolejnymi trójkami odpalanymi przez ręce swoich rywali.

 

 

#7 (N). Austin Rivers (PG|New Orleans Hornets|29.2mpg, 7.9ppg, 2.8apg, 2.2rpg)

Nadeszła wiekopomna chwila – Austin Rivers (w końcu) zadebiutował w moim rankingu. Wszystko za sprawą ośmiu ostatnich meczów, w których syn trenera Celtics w końcu zaczął wyglądać jak wybór z pierwszej dziesiątki draftu. Ponad 11 punktów na dobrej 47% skuteczności musiało w obliczu słabszej formy innych debiutantów dać rozgrywającemu Hornets miejsce w moim notowaniu i jeśli jego dyspozycja się utrzyma, to Rivers ma szansę piąć się w górę mojego notowania.

 

#6 (-3). Kyle Singler (SF|Detroit Pistons|28.5mpg, 9.2ppg, 3.7rpg, 45%FG)

Singler ma ostatnio poważne problemy ze zdobywaniem punktów, co zaowocowało jego spadkiem z TOP3 mojego rankingu. Skuteczność na poziomie 34% w ostatnich dziewięciu meczach nie zachwyca, jednak chłopak z uczelni Duke co mecz robi na parkiecie inne małe rzeczy, z których fani zespołu z Detroit powinni się cieszyć (nawiązanie do piosenki Sylwii Grzeszczak zupełnie przypadkowe). Walka na tablicach, stawianie dobrych zasłon, to wszystko powinno utrzymać Singlera w pierwszej piątce Lawrence’a Franka nawet pomimo jego kłopotów z trafianiem do kosza. Z resztą jego zmiennikami pozostaje Rodney Stuckey i Corey Maggette, więc póki co Singler nie ma się chyba czym martwić


#5 (N). Bradley Beal (SG|Washington Wizards|29.5mpg, 12.5ppg, 3.6rpg, 35%FG)

Długo się przed tym wzbraniałem, jednak musiałem umieścić Beala w pierwszej piątce mojego rankingu. W grudniu, nowy zawodnik Wizards poprawił się nieco pod względem skuteczności (38% w ciągu ostatnich 8 spotkań) i w końcu zaczął podejmować lepsze decyzje rzutowe. Na jego awans do TOP5 większy wpływ miała jednak słabsza ostatnio dyspozycja innych debiutantów, takich jak Kyle Singler, czy Harrison Barnes. I choć Czarodzieje pozostają najgorszą ekipą w lidze to ich fani w końcu mogą być zadowoleni, że ich rookie powoli zaczyna spełniać pokładane w nim przed sezonem oczekiwania. Miejmy tylko nadzieję, że Beal nie załamie się po bloku, który ostatnio sprezentował mu Josh Smith:

#4 (+1) Alexey Shved (SG|Minnesota Timberwolves|24.9mpg, 10.8ppg, 3.6apg, 40%FG)

Przyznaję, że tak wysoka pozycja Rosjanina w moim rankingu jest dla mnie dużą niespodzianką. Przed rozpoczęciem sezonu w tym miejscu spodziewałem się oglądać chociażby Diona Waitersa, czy Bradleya Beala, jednak jak na razie to Shved okazuje się być najlepszym SG pośród tegorocznych debiutantów. We wczorajszym wygranym meczu przeciwko OKC, Rosjanin zahaczył nawet o triple-double, zdobywając 12 punktów, 12 asyst i 7 zbiórek, co pokazuje jak wszechstronnym jest zawodnikiem. W obliczu wielu kontuzji w ekipie Ricka Adelmana, Shved wywalczył sobie miejsce w pierwszej piątce T-Wolves i wszystko wskazuje na to, że nie odda go nawet, gdy do gry powrócą Brandon Roy i Chase Budinger.

 

#3(-1). Michael Kidd-Gilchrist (SF|Charlotte Bobcats|27.8mpg, 11.0ppg, 6.4rpg, 1.4bpg, 0.9spg)

Towarzysząca niemal wszystkim debiutantom obniżka formy nie oszczędziła także Kidda-Gilchrista i nawet jego bardzo dobry, środowy występ przeciwko Phoenix Suns (25 pkt., 12zb., 4as.) nie pozwolił mu utrzymać miejsca na drugim stopniu podium w moim rankingu. W grudniu niemal wszystkie statystyki skrzydłowego Bobcats poszły mocno w dół, a martwić może przede wszystkim coraz mniejsza liczba jego przechwytów. Wyłączając wspominane już przeze mnie spotkanie z Suns (3 przechwyty), Kidd-Gilchrist w ostatnich 12 meczach zabierał piłkę swoim rywalom zaledwie 3 razy, co pokazuje, że jego wielkie zaangażowanie po defensywnej stronie parkietu z początku sezonu zaczęło nieco spadać. Podobnie zresztą jak forma Rysiów, którzy od trzynastu spotkań nie potrafią wygrać żadnego meczu.

#2 (+7). Anthony Davis (PF|New Orleans Hornets|30.5mpg14.8ppg, 7.9rpg, 1.9bpg)

Davis powrócił tam gdzie jego miejsce – na podium, a zwyżkująca forma i kolejne występy w pierwszej piątce już wkrótce powinny mu pozwolić na walkę z Damianem Lillardem o miano najlepszego debiutanta tego sezonu. Na jego niekorzyść przemawia jedynie ostatnia, fatalna seria Hornets Pelicans(?), którzy przegrali 9 swoich ostatnich spotkań (w tym porażka z Blazers, po niesamowitym rzucie Lillarda) i z bilansem 5-20 są trzecią najgorszą ekipą w całej lidze. Od czasu swojego powrotu Davis notuje jednak bardzo dobre statystyki, a w pojedynku przeciwko Warriors zaliczył swoje career-high w zbiórkach – 16. W przyszłości podwójne zdobycze na poziomie 20/10 powinny być dla niego tylko i wyłącznie formalnością.

#1(-). Damian Lillard (PG|Portland Trail Blazers|37.9mpg, 18.5ppg, 3.4rpg, 6.5apg)

Ostatnie pięć spotkań to lekka zadyszka formy Damiana Lillarda. 33% z gry i tragiczne 28% za trzy to cyferki bardziej przypominające start sezonu w wykonaniu Bradleya Beala, a nie głównego faworyta do nagrody ROY. Na swoje szczęście w meczu przeciwko Hornets, nowy lider Blazers trafił fantastycznego game-winnera (video poniżej), który nieco przyćmił jego słabszą dyspozycję w ostatnich dwóch tygodniach. Oczywiście Lillard to tylko i wyłącznie debiutant, więc problemy ze skutecznością można mu wybaczyć, jednak coraz lepsza forma wracającego do zdrowia Anthony’ego Davisa może mu w przyszłości przeszkodzić w walce o nagrodę dla najlepszego debiutanta sezonu 2012/13.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

Komentarze

komentarzy