Młodzi Gniewni – Rookie Ranking #4

Kyle Singler / fot. Flickr

Pierwszy miesiąc rozgrywek już za nami, a mimo to w moim dzisiejszym rankingu dość sporo zmian. Kto przebojem wdarł się do pierwszej trójki kosztem Harrisona Barnesa? Kto powinien wystąpić w przyszłorocznym Konkursie Wsadów? O tym wszystkim dowiecie się poniżej.

 

#10 (-1). Bradley Beal (SG|Washington Wizards|27.5mpg, 10.8ppg, 3.3rpg, 32%FG)

Wizards w końcu odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, jednak Bradley Beal nie miał w nim praktycznie żadnego udziału. Randy Wittman trzymał swojego debiutanta na parkiecie zaledwie przez 16 minut, w ciągu których Beal zdobył 6 punktów i zaliczył dwie straty. Numer trzy tegorocznego draftu jak na razie wciąż mocno rozczarowuje i jeśli nie zmieni czegoś w swojej grze, to wkrótce może wylecieć zarówno z pierwszej dziesiątki mojego rankingu, jak i z pierwszej piątki swojego zespołu. Przyznajcie, że sami nie wiecie co będzie dla niego gorsze.

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze!

 

 

#9 (N). Terrence Ross (SG|Toronto Raptors|15.1mpg, 5.6ppg, 1.8rpg, 41%FG)

Niech powyższe, dość skromne statystyki was nie zmylą. Ross w obliczu wielu kontuzji w szeregach ekipy z Toronto w końcu dostał solidne minuty od Dwane’a Casey’ego i skrzętnie to wykorzystuje. Zaliczył świetny występ przeciwko Houston Rockets (19 pkt., 5zb.) i pokazuje, że w przyszłości może stać się ciekawym uzupełnieniem DeMara DeRozana. Jeśli Ross utrzyma swoją wysoką dyspozycję, powinien wywalczyć sobie solidne miejsce w rotacji Raptors i kto wie, czy już wkrótce nie zobaczymy go wyżej w moim notowaniu. Jak na razie proponuje rozpatrzyć jego kandydaturę do Konkursu Wsadów w Houston:

 

#8 (-2). Alexey Shved (SG|Minnesota Timberwolves|23.9mpg, 10.0ppg, 3.6apg, 37%FG)

Timberwolves zgubili gdzieś formę z początku sezonu i z ostatnich siedmiu spotkań udało im się wygrać tylko jedno. Powrót Kevina Love’a zamiast zmobilizować jego kolegów do lepszej gry, chyba ich trochę rozkojarzył, a Alexey Shved jest tego dobrym przykładem. Po naprawdę dobrych pierwszych tygodniach rozgrywek, Rosjanin opadł nieco z sił i zamiast grać coraz lepiej gra coraz gorzej. Miejmy jednak nadzieję, że Shved wkrótce znowu zacznie grać na wysokim poziomie, a T-Wolves włączą się jeszcze do gry o miejsca 7-8 na zachodzie. Pomóc im w tym może z pewnością powrót Ricky’ego Rubio, który zbliża się wielkimi krokami.

#7 (-). Jonas Valanciunas (C|Toronto Raptors|24.5mpg, 9.3ppg, 5.8rpg, 51%FG)

Ostatni tydzień to prawdziwa huśtawka formy dla Jonasa Valanciunasa. Najpierw w meczu ze Spurs, Litwin zanotował jeden ze swoich najlepszych występów w karierze (22pkt., 7zb.), aby 3 dni później, przeciwko Memphis Grizzlies zdobyć zaledwie 2 punkty w 28 minut. Wysocy Grizzlies pokazali Valanciunasowi, że przed nim jeszcze długa droga, aby stać się znaczącą postacią w Najlepszej Lidze Świata, jednak występy takie jak ten przed własną publicznością z San Antonio Spurs pokazują, że Litwin posiada potencjał, aby w przyszłości stać się nieco lepszą wersją Marcina Gortata.

#6 (-2). Anthony Davis (PF|New Orleans Hornets|28.3mpg, 16.0ppg, 8.3rpg, 2.2bpg)

Przedłużająca się kontuzja kostki powoduje, że Anthony Davis po raz kolejny zalicza spadek w moim cotygodniowym notowaniu. Nie mam wątpliwości, że gdyby pierwszy numer tegorocznego Draftu grał systematycznie, to prawdopodobnie biłby się w tym momencie z Damianem Lillardem o nagrodę dla najlepszego debiutanta, niestety kontuzja wykluczy go z gry na prawdopodobnie jeszcze niecałe 2 tygodnie. Fanom Hornets pozostaje tylko liczyć na to, że Davis szybko powróci do zdrowia i że w jego przypadku nie powtórzy się tragiczna historia Granta Hilla, którego problemy zdrowotne zaczęły się od bardzo podobnego urazu, jak ten, który obecnie nie daje spokoju zawodnikowi Szerszeni.

#5 (+2). Dion Waiters(SG|Cleveland Cavaliers|31.9mpg, 15.0ppg, 2.9apg, 37%FG)

Waiters wciąż ma poważne problemy z selekcją i skutecznością swoich rzutów, jednak kontuzja Davisa i słabsza forma innych debiutantów pozwoliły mu szybko wrócić do pierwszej piątki mojego notowania. Cavaliers przegrali jednak aż 10 ze swoich ostatnich 11 meczów i widać, że Waiters nie jest jeszcze gotowy na bycie liderem swojego zespołu w obliczu nieobecności Kyriego Irvinga. Gdy ten wróci, gra Cavs powinna się znacznie poprawić, jednak nie sposób odnieść wrażenia, że ekipie Byrona Scotta brakuje jeszcze jednego elementu układanki, aby w końcu wykonać poważny krok w stronę playoffów. Czy uda im się go znaleźć w przyszłorocznym Drafcie? Wiele wskazuje na to że szansa będzie na to spora.

#4(-1). Harrison Barnes (SF|Golden State Warriors|28.1mpg, 11.3ppg, 6.1rpg, 48%FG)

Do Barnesa z pewnością należy highlight pierwszego miesiąca NBA (zniszczenie Nikoli Pekovicia możecie sobie przypomnieć poniżej), jednak ostatnie mecze to dla zawodnika z UNC wyraźny spadek formy. Po wspomnianej już przeze mnie akcji w meczu przeciwko T-Wolves, Barnes chyba zbyt często próbuje powtórzyć swój wyczyn co owocuje często nieudanymi próbami wejścia pod kosz rywali. Bardzo dobrze było to widać chociażby we wczorajszym pojedynku z Denver Nuggets, w którym to Barnes zdobył zaledwie 2 punkty, a Mark Jackson przez niemal całą 4 kwartę trzymał swojego debiutanta na ławce rezerwowych. Mimo to Warriors i tak powinni mieć w przyszłości jeszcze wiele pociechy z HB i kto wie, czy już w tym sezonie nie powalczą o miejsca numer 7-8 na Zachodzie.

#3 (+2). Kyle Singler (SF|Detroit Pistons|25.9mpg, 9.9ppg, 3.3rpg, 51%FG)

Po fatalnym rozpoczęciu sezonu, Pistons w końcu odnajdują właściwy rytm – z ośmiu rozegranych ostatnio spotkań, wygrali pięć, a tak się akurat składa, że od właśnie ośmiu spotkań w pierwszej piątce Tłoków wychodzi Kyle Singler. Debiutant z uczelni Duke, który cały poprzedni sezon spędził w Hiszpanii pokazuje, że na parkiecie potrafi robić niemal wszystko. Ostatnio w meczu z Blazers zaliczył swój najlepszy występ w karierze notując 16 punktów (85%FG), 10 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty. Tak wysoka dyspozycja, a także nieco słabsza forma innych rookies pozwoliły Singlerowi na debiut w Top3 mojego rankingu. Bez bicia przyznaje się również, że niemały wpływ na moją decyzję miało poniższe video:

 

#2(-). Michael Kidd-Gilchrist (SF|Charlotte Bobcats|27.2mpg, 11.0ppg, 6.4ppg, 1.4bpg)

Podobnie jak Harrison Barnes, Michael Kidd-Gilchrist notuje ostatnio spadek formy, jednak ze względu na świetny początek sezonu i wciąż bardzo dobrą grę w defensywie, rookie z Kentucky utrzymuje pozycję numer 2 w moim notowaniu. Po obu stronach parkietu, MKG gra z niesamowitą energią i pokazuje, że Michael Jordan (do spółki z Richem Cho) miał rację wybierając go z drugim numerem tegorocznego draftu. Bobcats już mają tyle samo zwycięstw co w całym poprzednim sezonie (7) i wiele wskazuje na to, że miano najgorszej drużyny w NBA na stałe odebrali im Washington Wizards.

#1(-). Damian Lillard (PG|Portland Trail Blazers|37.2mpg, 19.1ppg, 3.1rpg, 6.1apg)

Blazers zaliczyli ostatnią poważną wpadkę, przegrywając z Washington Wizards i kończąc ich fatalną 12-meczową serię porażek. Mimo to Lillard (piszę to chyba co tydzień) kontynuuje swoją świetną grę i pokazuje, że jest jak na razie głównym kandydatem do zdobycia nagrody dla najlepszego debiutanta. Rookie z Weber State gra bardzo równo i trudno znaleźć w jego dotychczasowej karierze choć jedno spotkanie, w którym zawiódł na całej linii. Zdarzył mu się co prawda ostatnio bardzo słaby mecz z Detroit Pistons (12 punktów, 4/18FG), jednak nie widzę jak na razie innego zawodnika, który mógłby przeszkodzić Lillardowi w zdobyciu statuetki dla ROY.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

Komentarze

komentarzy