Mało Manu w Manu Ginobilim

Manu Ginobili /fot. Flickr

Igrzyska Olimpijskie prawdopodobnie wyssały z Argentyńczyka wszystkie koszykarskie soki. To z pewnością nieprawda, bo będziemy jeszcze zachwycali się jego euro-stepem. Bez wątpienia jednak Manu Ginobili, jak to mówią – traci się w oczach z sezonu na sezon. Kontuzje, przemęczenie, również nieustępliwość, która bywa szkodliwa – to wszystko sprawia, iż coraz trudniej zawodnikowi wejść w rytm sezonu regularnego. Staje się przez to sztandarowym przykładem zawodników cierpiących u schyłku kariery.

Kontuzje pleców, palców, rąk, nóg – Ginobili przetestował na swoim ciele niemal wszystko, za każdym razem wracając bez marudzenia, bez zwierzania się prasie, jak to ciężko mu odnaleźć formę. Wychodził na parkiet – odrabiał swoją robotę i schodził, najczęściej jako zwycięzca, ale w kluczowych momentach, zwłaszcza ostatnio, częściej jako pokonany i to nie tylko przez swojego rywala. Z drugiej strony ma 35 lat, w takim wieku nie skazuje się gracza tylko i wyłącznie na emeryturę, dlatego Manu cały czas próbuje.

Spory spadek jego możliwości obserwowaliśmy już w minionym sezonie. Ginobili wiele razy przyznawał, że jego ciało nie było do końca przygotowane na trudy związane z po-lockoutowym sezonem, gdy nawet młode gwiazdy, przez swoje roztrenowanie, łapały bardzo poważne kontuzje (Ricky Rubio, Derrick Rose, Iman Shumpert). Argentyńczyk to atleta, obrońca szybki i dynamiczny – z wielkim zamiłowaniem manipulujący swoim bezpośrednim rywalem. Wielu trenerów już wykorzystuje jego unikalne wykonanie euro-stepu jako najlepsze wykorzystanie tego zwodu przy dwutakcie.

Rozgrywki 2011/2012 to tylko 34 spotkania dla Manu i statystyki na poziomie 12,9 punktu, 4,4 asysty, 3,4 zbiórki, ale za to dobra skuteczność z gry – 53%; za trzy również – 41%. To pokazuje, że z techniką i umiejętnościami gracza nadal wszystko w porządku. Problem pojawia się, gdy trzeba zacząć biegać, wracać do kontry, iść z kontrą, wykorzystywać zasłony wysokich. Ginobili spędzał na parkiecie ledwie 23 minuty zarówno przez ciało sponiewierane urazami, jak i zwyczajne przemęczenie bardzo napiętym terminarzem. Gregg Popovich wymaga efektywności, nie przepracowania.


Bardzo symptomatyczna jest jego łysina z tyłu głowy. Starsi ludzie uważają, że osoby, które mają znaczne ubytki włosów na głowie – zazwyczaj są intelektualistami, bardzo dużo czasu poświęcającymi na rozmyślanie. Mądrości ludowe, których mimo wszystko nie powinniśmy lekceważyć. Ginobili to jeden z najmądrzejszych graczy, jacy kiedykolwiek biegali po parkietach NBA. Chociaż coraz częściej śmiejemy się z określenia – koszykarskie IQ, to w przypadku Argentyńczyka mamy do czynienia z bardzo wysokim wskaźnikiem. Niestety zarówno jego decyzja, jak i ruchy są coraz bardziej determinowane przez jego ograniczenia.

Sezon 2012/2013 rozpoczął się dla niego od walki z odnalezieniem swojej pozycji na parkiecie. Choć doskonale zna Popa, zna Tima Duncana i Tony’ego Parkera, a jego rola pozostaje taka sama – to nie potrafiąc wykonywać rzeczy, do których był zdolny wcześniej – czasami forsuje pewne zagrania będąc przy tym bardzo niestaranny. Traci najwięcej piłek w swoim zespole – średnia 2,3 straty na mecz, chociaż Spurs są w tym elemencie 19. drużyną w lidze. Poza tym Manu notuje 10,7 punktu, 1,1 przechwytu, 3,9 asysty, 2,4 zbiórki, trafia 38% swoich rzutów i 27% za trzy, grając około 23 minut.

Lekarze w San Antonio na pewno bardzo dokładnie kontrolują organizm gracza. Po zakończeniu Igrzysk w Londynie wiele osób doradzało mu zakończenie kariery reprezentacyjnej, ale Manu nie chciał, aby ktoś decydował za niego. Nie zaprzeczył, nie potwierdził, czyli zagra w Brazylii na igrzyskach.

Michał Kajzerek @ Twitter

Komentarze

komentarzy